"Wczoraj pierwszy raz użyłem Facebooka". Tajemnicza awaria chińskiego firewalla

Przez kilkanaście godzin nie działał tzw. Wielki Chiński Firewall. Blokada uniemożliwia chińskim internautom dostęp do niepożądanych przez reżim w Pekinie treści i stron. Kiedy w sieci Państwa Środka gruchnęła wiadomość o awarii blokady, internauci rzucili się na Facebooka, You Tube i Twittera. Kilka godzin później tajemnicza awaria została naprawiona.

- Dziś pierwszy raz użyłam Facebooka - powiedziała agencji Reuters Zhang Wenjin , 23-letnia studentka prestiżowego szanghajskiego uniwersytetu Jiao Tong. - Weszłam i rozejrzałam się. Jestem pewna, że wczoraj nagle ogromna liczba ludzi zalogowała się do Facebooka - dodała Chinka. "Nagle mogę wejść na YouTube! Nie trzeba łamać firewalla!" - entuzjazmował się na chińskim odpowiedniku Twittera - Weibo - internauta Arvin Xie.

Chiński wirtualny mur padł...

Nie on jeden. W poniedziałek w chińskim internecie - m.in. na kampusach uniwersytetów - błyskawicznie rozeszła się wiadomość, że potężny firewall, blokujący internautom z Państwa Środka dostęp do treści uznawanych przez Pekin za zagrożenie dla stabilności państwa, z tajemniczych powodów nie działa.

Użytkownicy nie dociekali dlaczego. Szturmem ruszyli na zachodnie strony. Serwis z filmami wideo YouTube, portale społecznościowe Facebook i Google+ czy serwis mikroblogowy Twitter przeżyły desant spragnionych informacji chińskich internautów.

...na krótko. Tajemnicza awaria Wielkiego Firewalla

Wolność w chińskiej sieci trwała kilkanaście godzin w poniedziałek i wtorek. Jednak już w środę niepożądane strony znów były zablokowane. Nie wiadomo, jaka była przyczyna przerwania działania chińskiej wirtualnej cenzury i jaki zasięg miała wyrwa w elektronicznym murze.

To już druga "dziura" w ciągu kilku dni. Nagła aktywność chińskich internautów na zablokowanych do tej pory dla nich stronach zaznaczyła się też w trakcie weekendu na profilu Baracka Obamy w Google+ . Na stronie prezydenta USA pojawiły się pisane po chińsku apele o wolność wypowiedzi oraz oświadczenia, np. "Chiński rząd nie reprezentuje chińskiego społeczeństwa". "To ważne, by nieustannie mówić światu o złych uczynkach chińskiej partii komunistycznej przeciwko Chinom i Chińczykom" - napisał jeden z internautów. Były też kpiny i żarty.

Google+ otwarty dla Chińczyków? "Bez komentarza"

Google nie komentuje nagłego dostępu Chińczyków do usług firmy. Rzecznik giganta z Mountain View zapewniał w rozmowie z Reutersem, że Google "nie uczynił nic nietypowego, co mogłoby umożliwić dostęp".

Rzecznik chińskiego MSZ, pytany przez Voice of America o chińskich użytkowników rozsyłających wiadomości do prezydenta USA, wypowiedział się zgodnie ze starą linią Pekinu: rząd w Pekinie zapewnia chińskim internautom prawo do swobodnej wypowiedzi w internecie, ale w zgodzie z chińskim prawem.

Co blokuje Pekin?

Państwo Środka blokuje swoim internautom dostęp do większości zagranicznych serwisów społecznościowych typu Facebook, Google+ czy Twitter. Z Chin nie można się też dostać na strony z informacjami o organizacji Falun Gong, protestach na placu Tiananmen w 1989 r., brutalności policji czy wolności wypowiedzi. Zablokowane są też informacje dotyczące Tajwanu, Dalajlamy, Tybetu i wszystko, co chińskie władze uznają za obsceniczne lub pornograficzne.

Niektórzy użytkownicy płacą za VPN (virtual private network), który umożliwia m.in. ominięcie rządowego firewalla. Największej w sieci społeczności (pół miliarda użytkowników) chińskie firmy oferują też rodzime odpowiedniki zachodnich serwisów , takie jak Weibo (zamiast Twittera) czy Renren (zamiast Facebooka). Są one popularne, jednak podlegają takiej samej cenzurze jak reszta chińskiego internetu.

Helikopter z czterema ratownikami rozpadł się chwilę po wylądowaniu [WIDEO] >>

DOSTĘP PREMIUM