Tuż po masakrze w Afganistanie armia USA wymazywała z internetu informacje o sprawcy

Armia USA sześć dni zwlekała z podaniem nazwiska żołnierza, który zastrzelił 17 afgańskich cywilów. W tym czasie trwało usuwanie z internetu informacji o starszym sierżancie Robercie Balesie, jego rodzinie: zdjęć, tekstów z bloga jego żony, cytatów z artykułu o jego oddziale z Iraku. Nie udało się.

Ze stron armii USA znikły natychmiast zdjęcia Balesa i opis działań jego jednostki z czasów misji w Iraku w 2007 r. Blog jego żony, opisujący życie jej i jej rodziny, został zabezpieczony hasłem, a niektóre treści po prostu usunięto.

Jeszcze przed ujawnieniem nazwiska sprawcy masakry afgańskich cywilów jego rodzina została przeniesiona z domu w stanie Waszyngton w bezpieczne miejsce - do bazy wojskowej Lewis-McChord, w której stacjonował w ojczyźnie Bales - pisze niezależny amerykański serwis McClatchy .

Dziennikarze serwisu McClatchy dotarli do dwóch wysokich rangą wojskowych, którzy pod warunkiem anonimowości potwierdzili, że materiały o Balesie były w miarę możliwości usuwane z internetu. Jeden z wojskowych tłumaczył to koniecznością ochrony prywatności żony żołnierza.

W internecie nic nie ginie

Ale wojsko próbowało dokonać niemożliwego. Niedługo po ujawnieniu nazwiska sprawcy masakry internet był pełen jego zdjęć i szczegółów biografii starszego sierżanta Roberta Balesa, również tych niechlubnych, jak kłopoty z prawem czy poważne problemy finansowe.

Wystarczyło dobrze przeszukać to, co zachowało się w tzw. pamięci podręcznej przeglądarek internetowych zainstalowanych na komputerach, których użytkownicy odwiedzali strony związane z Balesem - pisze magazyn "Wired" .

Pamięć podręczna przechowuje przez pewien okres zawartość stron internetowych, do których użytkownik miał dostęp podczas przeglądania sieci.

W innej sprawie armia nie miała tajemnic. W sprawie Balesa - tak

- Oczywiście, że strony są zapamiętywane, wiemy o tym. Ale jesteśmy to winni żonie i dzieciom Balesa - stwierdził wypytywany przez dziennikarzy serwisu McClatchy wojskowy.

Z kolei drugie z indagowanych przez nich źródeł ujawniło, że jednym z powodów tego, że armia - zamiast podać nazwisko sprawcy - grała na zwłokę, było właśnie usuwanie wszelkich materiałów o Balesie i jego służbie w wojsku.

Tymczasem, gdy w 2009 r. za strzelaninę w Fort Hood w Teksasie został aresztowany major Nidal Hasan, jego nazwisko Pentagon podał natychmiast - puentuje McClatchy. Wówczas armia nie widziała potrzeby usuwania informacji o nim z internetu.

Szaleńczy czyn Batesa zagroził planom Waszyngtonu?

Tym razem jest inaczej, bo mordercza wyprawa sierżanta Batesa może obrócić wniwecz pieczołowicie przygotowywane i prowadzone od miesięcy podchody Waszyngtonu do negocjacji z talibami. Na pewno bardzo te negocjacje utrudni .

Krwawy atak rozbudził nową falę nienawiści afgańskiego społeczeństwa wobec złożonych w większości z Amerykanów sił ISAF pod Hindukuszem. W samym Waszyngtonie nasiliły się głosy wzywające do wycofania amerykańskich żołnierzy z Afganistanu szybciej niż w zapowiedzianym na 2014 rok terminie. A talibowie nie wierzą, iż amerykański żołnierz odpowie przed sądem za swój czyn . Zapowiedzieli zemstę na wojskach USA i ich sojusznikach, bo według nich masakra cywilów była "zaplanowana".

Zabójca z Tuluzy zginął od strzału w głowę. Policja szturmowała jego dom >>

DOSTĘP PREMIUM