Las Vegas wysycha i chce zabrać wodę Nevadzie. "To będzie nasz koniec"

Las Vegas, które wysysa pieniądze z milionów kieszeni, chce teraz jeszcze zabrać wodę reszcie stanu Nevada. A raczej musi, bo za 20 lat po prostu wyschnie. Protestują ekolodzy, Indianie, ranczerzy i mormoni, którzy zamieszkują ten pokryty i tak pustynią stan. - To będzie nasz koniec - ostrzegają.

Władze tego położonego na pustyni Mojave miasta chcą rozwiązać dręczący obywateli problem braku wody. Za 7 mld dolarów mają wybudować rurociąg, który doprowadzi do miasta wodę z odległych o 500 km na południe źródeł. Dzięki temu Las Vegas może liczyć na 300 mld litrów wody rocznie - pisze "Guardian".

Szalony pomysł gangstera

Problem z wodą w tej części USA obecny był od czasu kolonizacji. Pustynny step przeganiał stąd - zwykle dalej na Zachód, do Kalifornii - tysiące pionierów. Nevada i sześć południowo-wschodnich stanów czerpie ją z jednego źródła - rzeki Kolorado. Aby zaopatrzyć mieszkańców w wodę, zbudowano Zaporę Hoovera, swego czasu największą na świecie konstrukcję betonową. Właśnie budowniczowie tej położonej 46 km od Las Vegas budowli przyczynili się do szybkiego rozwoju miasta. Jednak w latach 20. i 30. XX w. nikt nie spodziewał się, że na tym niegościnnym terenie powstanie metropolia, której symbolami będą widziane z kosmosu neony.

Las Vegas rozwijało się w bardzo szybkim tempie. Ma niewiele ponad 100 lat, a wraz z przedmieściami zamieszkuje je niemal dwa miliony ludzi. Od lat 50. XX wieku terytorium miasta zwiększyło się kilkakrotnie (co 10 lat podwaja liczbę mieszkańców). Wtedy to zmaterializował się szalony pomysł Bugsy Siegela, by w szczerym polu umieścić centrum rozrywki. Gangster dogadał się z władzami stanu, a te pozwoliły na hazard. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że Las Vegas stanie się światową ikoną.

Satelitarne zdjęcia pokazujące dynamiczny rozwój Las Vegas w ciągu ostatnich 40 lat

 

Kiedy podlać ogródek?

Jednak problem z wodą narastał. Miasto usadowione na pustyni potrzebowało, tak jak każde inne, trawników, drzew, parków, fontann i skwerów. Ludzie zamieszkujący posiadłości chcieli mieć gaje i baseny, biedni chcieli po prostu mieć co pić, a ogrodnicy czym podlewać owoce i warzywa. A z tym było coraz gorzej. Stąd zdecydowano się na reglamentację i wprowadzenie programu tzw. xeriscapingu.

Postanowiono w sposób kontrolowany zajmować się organizacją krajobrazu i ogrodnictwa. Miał on zmniejszać lub wręcz eliminować potrzebę dodatkowego korzystania z systemu nawadniania. Przejść mogły tylko takie projekty, które wymagały jak najmniejszej ilości wody. Ogródki pozwolono podlewać tylko w określonych dniach tygodnia. Woda to cenne w Las Vegas dobro.

Wyschną źródła i zwierzęta

Pomysł zbudowania wodociągu nie podoba się jednak wielu. Na przykład 70-letniemu Deanowi Bakerowi. - Vegas dostanie swoją wodę, ale przez to zniszczone zostanie zaopatrzenie miasta w żywość - stwierdza ranczer. Według niego za 50 do 100 lat ludzie będą mówić: "Jak to się mogło stać? Kto mógł dopuścić do czegoś tak głupiego?" - powiedział dziennikowi "Guardian".

Protestują także Indianie, którzy obawiają się zniszczenia ich ziemi przodków. Również mormoni, dla których pasące się na łąkach bydło jest głównym źródłem utrzymania. Grupy Zielonych grzmią na alarm: Las Vegas nie zrobiło nic, by oszczędzać wodę, a także niewiele, by znaleźć inne pomysły na jej pozyskanie. Nawet federalne biuro zarządzania przestrzenią opublikowało opracowanie, w którym wskazuje, że poziom wody spadnie w niektórych dolinach nawet o 60 metrów, a źródła w ogóle wyschną. Wraz z nimi także zwierzęta.

"Tę bitwę też wygramy"

Las Vegas jednak wydaje się głuche na te protesty. Przewiduje się, że zasilające w wodę sztuczne jezioro Mead przestanie spełniać swoją rolę. Stąd właśnie pojawił się plan B - zbudowanie ogromnej wodonośnej rury. - Jeżeli 90 procent dwumilionowego miasta zależy od jednej rzeki, musisz mieć jakąś alternatywną wizję - mówi "Guardianowi" Pat Mulroy z urzędu ds. zaopatrzenia w wodę w południowej Nevadzie.

Właśnie ta instytucja przez 20 ostatnich lat wydała 79 mln dolarów, m.in. skupując od ranczerów prawa do terenów zasobnych w wodę, a jeszcze więcej na prawników, by te tereny po prostu wyrwać z ich rąk. - To było jak prawdziwa bitwa - wspomina Mulroy. Teraz czeka ich kolejna. I to najprawdopodobniej wygrana. Bo trudno sobie wyobrazić, by przynoszące miliardy dolarów zysku miasto przestało istnieć z takiego powodu jak brak wody.

Wspaniałe zdjęcia kosmosu. NASA stworzyła ''Atlas Wszechświata''[ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM