Pierwszy okręt o napędzie atomowym kończy służbę w US Navy

Brał udział w najważniejszych misjach wojskowych USA. Był obecny podczas kryzysu kubańskiego, w Wietnamie oraz w wojnach irackich i misjach pokojowych. Grał nawet w filmie "Top Gun". "USS Enterprise" - pierwszy okręt o napędzie atomowym - po pół wieku kończy służbę.

Amerykanie nazywają go "Big E". na cześć słynnego poprzednika, który walczył podczas II Wojny Światowej. Nic dziwnego, bo ze swoimi 342 metrami jest największym okrętem wojennym na świecie. Gdyby postawić go pionowo, byłby niemal tak wielki jak Empire State Building. Jest też jednym z najcięższych, waży 94 tys. ton.

Jest ósmym kolejnym okrętem o takiej nazwie. Pierwszy "USS Enterprise" pływał w drugiej połowie XVIII w. po jeziorze Champlain.

Muzeum, czy żyletki?

Kiedy wszedł do służby w 1961 r., miał za zadanie pływać przez 25 lat, jednak był tak dobry, że pociągnął na morzach świata drugie tyle. Teraz wypłynął w ostatni, 22. rejs, a pod koniec roku zamelduje się z powrotem w porcie Norfolk w stanie Virginia.

Nie wiadomo jeszcze, czy zakotwiczy tam na stałe jako muzeum, bo armia musi najpierw wymontować reaktory atomowe. Wtedy zapadnie decyzja, choć już dziś jest petycja, by okrętu nie pociąć na żyletki.

Odrzutowiec startuje z pokładu lotniskowca USS Enterprise w Zatoce Perskiej. 11 października 2001 roku. Fot. AP

Pływające miasteczko

- Trochę nam smutno, bo jesteśmy dumni, że mogliśmy służyć na okręcie takim jak "USS Enterprise" - powiedział kapitan jednostki komandor Jeffrey Trent.

Okręt to nie tylko pływająca forteca, ale też sporej wielkości miasteczko. Służy na nim niemal 5 tys. ludzi, a przewinęło się przez niego 200 tys. żołnierzy i oficerów - niejedna błyskotliwa kariera w US Navy.

Zbliża się próg efektu cieplarnianego. Potem: Ogromne zmiany, nie da się ich cofnąć >>

DOSTĘP PREMIUM