Proces Breivika. "Norwegowie mówią: Dość tego cyrku. To nie serial"

- Widok zagranicznych kamer, zachowanie dziennikarzy, traktowanie Oslo jako kolejnego miejsca medialnej sensacji strasznie Norwegów zmęczyło - mówił w TOK FM Zbigniew Kuczyński, korespondent norweskich mediów w Polsce. - Zdaniem Norwegów zachodnie media, zwłaszcza amerykańskie, traktują sprawę Breivika jako sensację medialną i serial. Z tym nie chcą się pogodzić.

Cezary Łasiczka: Jaka jest Norwegia po Breiviku?

Zbigniew Kuczyński: Pierwsze tygodnie po zamachach były szokiem dla Norwegów. Później przestało się o tym mówić. Tematu się unika. Dopiero teraz, w związku z procesem, media zaczęły znów nagłaśniać sprawę, zwłaszcza że większość zagranicznych mediów jest na miejscu. Norwegowie mówią wprost: "Dosyć tego cyrku". Już wcześniej, podczas przewożenia do sądu, widok zagranicznych kamer, zachowanie dziennikarzy, traktowanie Oslo jako kolejnego miejsca medialnej sensacji strasznie Norwegów zmęczyło. Ci ludzie raczej swoje emocje trzymają w środku, a ten najazd mediów ich szokuje. Nie chcą o tym rozmawiać.

Cały świat próbuje pouczać Norwegów, jak powinni sobie z tym poradzić. Jednym z największych szoków była maksymalna kara, jaką Breivik może otrzymać. W porównaniu z innymi standardami było to coś jak niewinny klaps. Wszyscy mówią: "Cóż to za dziwny naród ci Norwegowie".

- Norwegowie podkreślają, że nie poddadzą się atakowi na swoją demokrację i będą nadal w cywilizowany, otwarty sposób ją stosować. Szokujące były pierwsze zdjęcia z sądu, jak uśmiechnięty Breivik podawał ręce adwokatom, prokuratorom. Wyglądało to jak normalne spotkanie w kawiarni. Dla Norwegów jest to zupełnie otwarta demokracja. Gdyby dziś zmienić ubiory i infrastrukturę miast, to tak było 1000 lat temu za czasów wikingów. Norwescy wikingowie, gdy skolonizowali Islandię, wszystkie sprawy rozstrzygali w ten sposób, że każdy miał prawo do powiedzenia swojej wersji.

Sprawa Breivika poprzez media jest bardziej znana i komentowana poza Norwegią?

- Tak. Norwegowie chcą załatwiać swoje sprawy w swoim własnym kraju. To jeden z powodów, dla których Norwegia nie należy do UE. Chce być krajem, który sam wszystko robi. Nie chcą być pouczani. Zdaniem Norwegów zachodnie media, zwłaszcza amerykańskie, traktują to jako sensację medialną i serial. Z tym nie chcą się pogodzić.

W Norwegii gazety stoją przed kioskami na stojakach. W pierwszych tygodniach po ataku przechodnie masowo odwracali je na drugą stronę. Nie chcieli już tego widzieć.

Atak Breivika wciąż trwa. Mówię o jego dalekosiężnym planie.

- Już w momencie aresztowania policjanci byli nieco zdziwieni, że na ich widok odłożył broń i położył się na ziemi. Później Breivik tłumaczył, że nie chciał dać się zastrzelić, bo druga faza jego planu zacznie się po aresztowaniu. I dokładnie powiedział: "Rozpoczynam drugą fazę" i nazwał ją "fazą marketingu moich idei". To się dzisiaj stało w Oslo. Odczytał w skróconej formie swój słynny manifest. Dano mu na to 30 minut, a trwało to 75 minut. Wszystkie tezy już zostały przekazane do norweskich i światowych mediów. Na tym mu zależało. Na światowej publiczności.

Teraz media będą się nad tymi tezami zastanawiały.

- Dziś wręcz szokujące rzeczy powiedział. Że ta młodzież, którą zastrzelił, nie była wcale niewinna, bo był to obóz Hitlerjugend szkolący przyszłe kadry partii promującej multikulturowość. Dziś to powiedział Breivik. Gdy kilka miesięcy temu podała to telewizja CNN, nazywając to Hitlerjugend, to w Norwegii podniósł się ogromy raban. Ale dziś już wszystkie norweskie gazety to cytują. On powoli osiąga ten cel.

Idea wsiąka w duszę Norwegów, ale nie tylko.

- Tezy Breivika są bardzo jasno i prosto przedstawione. Dziś ostrzegł przed wojną domową w Europie za 10-15 lat. Porównał siebie do Stanów Zjednoczonych, które zrzuciły bombę na Japonię, żeby skrócić wojnę i zmniejszyć liczbę ofiar.

Ciekawe jest to, że norweskie media w internetowych wydaniach cały czas piszą, co powiedział Breivik. Telewizja nie transmituje na żywo, ale w formacie blogu podaje co kilka minut, co powiedział. Dziś rano rozmawiałem z kilkoma przyjaciółmi z Norwegii, którzy powiedzieli mi: "Wyłączyliśmy już tę telewizję". Nie chcą już tego słuchać.

Co z multikulturowością? Czy po Breiviku coś się w tej kwestii zmieniło?

- Oficjalnie nie, ponieważ Norwegia jest bardzo poprawnym politycznie krajem. Ale w rozmowach prywatnych już od wielu lat Norwegowie zwracają uwagę na zbyt dużą liczbę obcokrajowców spoza Europy. Norwegia liczy ok. 5 mln mieszkańców. 12 procent to obcokrajowcy, z czego 300 tys. osób pochodzi z Azji i Afryki. W Oslo oficjalnie jest 27 proc. obcokrajowców, z czego w samym centrum ponad 50 proc. W Oslo na blisko 140 szkół podstawowych jest już kilka takich, w których nie ma ani jednego ucznia norweskiego. Norwegowie to widzą, ale reagują bardzo spokojnie, ponieważ jest poprawność polityczna. Narzekają w domu lub w rozmowach prywatnych.

Jakaś część słów Breivika może więc trafić na podatny grunt.

- W bardzo szerokim pojęciu multikulturowa polityka partii rządzącej od dawna Norwegom się nie podobała. Lecz jest to kraj demokratyczny i poprawnie polityczny. Tu nie będzie długo otwartych animozji. Gdy się obserwuje życie w Oslo, to wszystko funkcjonuje normalnie.

Niektórzy mówią, że Norwegowie przegrywają bitwę z Breivikiem. Rozpowszechnienie idei się udaje. Idee, które są mu bliskie, zostają przesłane w świat. Czy Norwegowie zmienili się po tragedii?

- Zbyt wcześnie, by odpowiedzieć na pytanie, czy się zmienili. Są bardzo zamknięci i emocje kryją w sobie. To może potrwać nawet kilka lat. Zaraz po zamachach zaobserwowano masowe zapisywanie się ludzi do partii politycznych. Wszystkich. Świadomość polityczna Norwegów, którzy wiele lat żyli w przeświadczeniu: "jest ktoś, kto nam wszystko przygotowuje, od urodzenia do śmierci", zmienia się. Coraz więcej osób, zwłaszcza młodych, chce uczestniczyć w życiu politycznym. Nawet wśród imigrantów. Wyraźnie widać, że młodzież imigrantów bardzo się integruje z Norwegią. To są nowi Norwegowie. Podobna sytuacja istnieje już w Szwecji, która wcześniej rozpoczęła politykę multikulturowości. Tam system zadziałał. Myślę, że w Norwegii integracja pójdzie szybko do przodu. Norwegia znajduje się na etapie eksperymentu. W Szwecji to raczej zadziałało, tu jeszcze trzeba trochę czasu.

''Zdjęć nie cenzurowali''. Niesamowite fotografie prasowe z PRL>>

DOSTĘP PREMIUM