Polak pierwszym fachowcem z uznanym w Niemczech wykształceniem zawodowym

Obowiązująca od 1 kwietnia 2012 ustawa o uznawaniu w Niemczech wykształcenia zdobytego za granicą zaczyna przynosić plony. Pierwszym fachowcem, który dostał pracę po uznaniu zawodu, jest wykształcony w Polsce mechanik.

36-letni Waldemar Felix, z zawodu mechanik maszyn i urządzeń, był jednym z pierwszych, którzy złożyli wniosek o uznanie kwalifikacji zawodowych. I jako pierwszemu w całych Niemczech jego kwalifikacje zostały uznane. - To dla mnie bardzo ważne. Jest ogromną różnicą, czy o pracę stara się ktoś, kto zdobył wykształcenie w Niemczech, czy ktoś, kto ma wprawdzie ten sam zawód, ale nieuznany w Niemczech. Kogo przyjmą do pracy? - mówił szczęśliwy. Sześć tygodni po uznaniu kwalifikacji dostał stałą pracę.

Polacy składają najwięcej wniosków

Tuż po wejściu w życie ustawy Waldemar Felix złożył potrzebne dokumenty w Izbie Przemysłowo-Handlowej (IHK) w Stuttgarcie, gdzie mieszka. Stamtąd przesłane zostały do IHK FOSA w Norymberdze. IHK FOSA Foreign Skills Approval jest centralną placówką powołaną do życia przez niemieckie izby przemysłowo-handlowe specjalnie dla uznawania zawodów zdobytych poza granicami Niemiec. Wnioski rozpatruje 20-osobowy międzynarodowy zespół operujący 16 językami. Świadczy pionierską pracę: - Jest to nadzwyczaj skomplikowana procedura, dlatego potrzebujemy specjalistów, którzy są w stanie nawiązać kontakt z krajem pochodzenia wnioskodawcy, znają język, system wykształcenia i mentalność kraju pochodzenia - mówi DW wiceprezes placówki Katharina Pfister.

IHK FOSA istnieje od 1 kwietnia br., od dnia wejścia w życie ustawy. Do pierwszej połowy czerwca wpłynęło 470 wniosków o uznanie zawodu, w sumie z 70 krajów pochodzenia, najwięcej (68) od osób z Polski i byłej Jugosławii (69), Turcji (65) i Rosji (50). Siedem wniosków zostało złożonych z zagranicy, w tym jeden z Polski.

Prym wiodą zawody z branży handlowej, metalowej i elektronicznej. IHK FOSA rozpatruje przy tym tylko zawody zarejestrowane przez izby przemysłowo-handlowe, a i tak wpłynęły już wnioski dotyczące ponad 210 zawodów.

Spodziewaliśmy się większego naboru

Waldemar Felix odebrał swoje zaświadczenie w Norymberdze, na specjalnie zorganizowanej z tej okazji uroczystości, z rąk ministra gospodarki Bawarii Martina Zeila (FDP). Obecność tak wysokiej rangi polityka świadczy o tym, jak ważni są fachowcy dla niemieckiego przemysłu. - Chcemy, żeby jeżdżący taksówkami inżynierowie czy lekarze stali się przeszłością - podkreślał Martin Zeil. Na marnowanie kwalifikacji niemiecki rynek pracy, który niezmiennie pilnie potrzebuje fachowców, nie może sobie pozwolić.

Właśnie z uprzemysłowionego południa Niemiec wpłynęło jak dotąd najwięcej wniosków: 99 z Bawarii i 115 z Badenii-Würtembergii. Kolejnymi są Nadrenia Północna-Westfalia (80 wniosków) i Hesja (57). Dla porównania - tylko jeden wniosek wpłynął z Saksonii Anhalckiej i po dwa z Brandenburgii, Meklemburgii i Saksonii.

- Liczyliśmy się z większą liczbą wniosków - przyznaje Katharina Pfister. - Procedura jest bardzo skomplikowana, dlatego potencjalni wnioskodawcy chcą chyba odczekać i zobaczyć, czy jej wszczęcie się kalkuluje. Kiedy się przekonają, że uznanie zawodu rzeczywiście zwiększa szanse na rynku pracy, zainteresowanie wzrośnie - dodaje.

Jest różnica, czy ma się zawód, czy nie

Waldemar Felix niechętnie stoi w centrum uwagi. Spotkanie z ministrem, z szefami IHK było oczywiście dużym honorem, ale najważniejsze jest dla niego świadectwo uznania zawodu. Czekał długo. Wykształcony w Polsce jako mechanik maszyn i urządzeń przemysłowych przyjechał do Niemiec w połowie lat 90. Jego zawód nie został mu uznany. Pracował najpierw na budowie, potem przez agencję pracy tymczasowej znalazł co prawda pracę w swoim fachu, ale kiedy przyszedł kryzys i w firmie spadła liczba zamówień, został zwolniony jako jeden z pierwszych. Dziś znowu pracuje, tym razem już na etacie. -Praca jako pracownik zatrudniony czasowo jest bardzo dobra na początek, bo można pokazać, co się umie - mówi. Jest jednak nieporównywalna ze stałym zatrudnieniem. Bez dokumentu uznającego jego zawód w Niemczech fachowiec z Opolszczyzny widział dla siebie małe szanse. Dziś jest w Polsce mechanikiem maszyn i urządzeń, w Niemczech "Zerspanungsmechaniker". Koszty procedury - 400 euro - uważa za bardzo dobrze zainwestowane.

Warto próbować

- Przypadek Waldemara Felixa był jednoznaczny - mówi Katharina Pfister. Wykształcenie, jakie zdobył w Polsce, było na najwyższym poziomie, porównywalne z wykształceniem w Niemczech. Dużym plusem były też lata pracy w Niemczech. Ale także w innych zawodach wykształcenie w Polsce w dalekim stopniu odpowiada niemieckiemu. Warto się ubiegać o jego uznanie, nawet jeżeli miałoby być to tylko częściowe uznanie kwalifikacji. - Z naszych doświadczeń wynika, że zawsze jest to ogromnym plusem w znalezieniu zatrudnienia, a i przedsiębiorstwa są wyczulone i chętniej przyjmują pracowników, którzy mogą wykazać się doświadczeniem zawodowym w kraju pochodzenia, nawet jeżeli ich kwalifikacje nie odpowiadają w stu procentach kwalifikacjom w Niemczech - zachęca Katharina Pfister.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

Otwarcie najwyższego budynku w Europie [DUŻE ZDJĘCIA] >>

 

embed

DOSTĘP PREMIUM