Doradca Romneya krytykuje wizytę w Polsce

Podczas wizyty w Polsce sprawiał wrażenie, jakby myślał, że mamy 1989 rok - krytykuje Mitta Romneya jeden z jego doradców ds. polityki zagranicznej w ?Washington Post?.

"Washington Post" w obszernym artykule pisze o chaosie w sztabie Romneya, zwłaszcza wśród doradców odpowiedzialnych za sprawy zagraniczne.

Doradcy zdają sobie sprawę z tego, że o wyniku listopadowych wyborów zadecyduje stan gospodarki, a nie polityka międzynarodowa. Większość zauważa też, że mimo nieustającej krytyki Obamy Romney ma trudności z odróżnieniem się od kontrkandydata i podkreśleniem swoich zasług.

Podróż zakończona porażką

Podróż zagraniczna, która miała pokazać kandydata GOP jako polityka rozeznanego na arenie międzynarodowej, przez wielu została uznana za porażkę. Brytyjczyków obraził uwagami na temat organizacji igrzysk olimpijskich, a w Izraelu uwagami m.in. nt. Jerozolimy uraził Palestyńczyków.

Doradcy Romneya krytykują nawet jego wizytę w Polsce. Kandydat GOP podczas wizyty w Gdańsku i Warszawie chwalił koniec komunizmu, sukces demokracji i wolny rynek. - Przez to wygląda jak Rip Van Winkle [postać z opowiadania dla dzieci, która przeniosła się w czasie - red.] i jakby myślał, że mamy rok 1989 - stwierdził w rozmowie z "Washington Post" jeden z doradców.

Wielu komentatorów na poparcie tezy, że Romney nie rozumie obecnej polityki zagranicznej, przytaczało też jego słowa sprzed kilku miesięcy. Kandydat GOP powiedział, że "Rosja jest geopolitycznym wrogiem numer jeden" dla USA.

- Ale na koniec liczy się tylko "gospodarka, głupcze". Bez względu na to, czy jesteś Demokratą, czy Republikaninem - konkluduje jeden z doświadczonych polityków Partii Republikańskiej, przypominając slogan wyborczy Billa Clintona.

Podyskutuj o wyborach w USA na naszym profilu na Facebooku >>>

DOSTĘP PREMIUM