Konsul w Kopenhadze: Załoga polskiego jachtu "Rzeszowiak" uratowana

- Duńskie służby ratunkowe ewakuowały całą załogę jachtu "Rzeszowiak" - poinformowała Dobrosława Siemianowska, polska konsul w Kopenhadze. "Rzeszowiak" po złamaniu masztu dryfował po Morzu Norweskim u wybrzeży Wysp Owczych. Akcja ratunkowa w ciężkim sztormie trwała kilka godzin. Jeszcze tuż przed 21.00 służby ratownicze nie potwierdzały sukcesu operacji.

Z pokładu ewakuowano wszystkich uczestniczących w rejsie, czyli 10 osób. Ze wcześniejszych doniesień wiadomo, że dwie osoby zostały ranne. Jedna z nich była nieprzytomna. Wszyscy ewakuowani są na pokładzie jednostki ratunkowej i zostaną przewiezieni do szpitala w Thorshavn, stolicy Wysp Owczych.

- Otrzymaliśmy informację, że o godz. 21.00 zakończona została akcja ratownicza. Z jachtu wydobyto całą załogę. Została ona umieszczona na statku ratunkowym "Brimil", która zmierza do Thorshavn - powiedziała radiu TOK FM konsul Siemianowska.

Dramat na Morzu Norweskim: "Tutaj jest naprawdę bardzo ciężko"

Jeszcze tuż przed 21.00 służby ratownicze Wysp Owczych nie potwierdzały informacji, że załoga została uratowana. - Akcja cały czas trwa, nie ma potwierdzonych informacji, że udało się uratować polskich żeglarzy - mówił wówczas portalowi Gazeta.pl Per Graugaard ze służb ratowniczych Wysp Owczych (Faroernes Kommando). - Tutaj cały czas jest naprawdę bardzo ciężko, wiatr lekko zelżał, obecnie wieje z prędkością około 15-20 metrów na sekundę. Fale wciąż mają około 11 metrów wysokości. W tej chwili nie sposób powiedzieć, ile może trwać akcja ratunkowa - opisywał nam warunki panujące na morzu Per Graugaard.

Wcześniej warunki były jeszcze gorsze, a nadzieje na szybkie uratowanie polskich żeglarzy niewielkie:

Zobacz wideo

Ranni, jedna osoba nieprzytomna, złamane maszty

Sygnał z boi EPIRB "Rzeszowiaka" odebrano dzisiaj około godziny 8.00 rano. Akcję ratowniczą na Morzu Norweskim koordynowały służby z Wysp Owczych. Na miejscu pracowały w potężnym sztormie dwie jednostki wojskowych służb ratownictwa morskiego, wspomagane z powietrza przez śmigłowce. Jednak ze względu na fatalne warunki pogodowe panujące na Atlantyku przez wiele godzin nie było możliwe podejście do "Rzeszowiaka" tak, by podjąć ludzi z pokładu. Morze było bardzo wzburzone, wysokość fali dochodziła do 12 metrów. Pierwsza próba zabrania ludzi z pokładu nie powiodła się.

- Z jachtem nie ma obecnie kontaktu telefonicznego. Jedyny komunikat, jaki na razie daje się zdobyć od służb ratowniczych, to to, że cały czas trwa akcja ratunkowa - mówił około godziny 15.30 portalowi Gazeta.pl Olek Kwaśniewski, jeden z prowadzących rejs "Rzeszowiaka", który zszedł z pokładu dwa tygodnie temu. Obecnie jacht prowadzi Jan Malczewski.

Według naszych informacji dwóch członków załogi zostało rannych, jeden z nich jest nieprzytomny. - Nie wiemy, jak poważne odnieśli obrażenia - powiedział portalowi Gazeta.pl Per Graugaard. Podjęta około 18.30 przez ratowników próba podjęcia nieprzytomnej osoby z pokładu "Rzeszowiaka" nie udała się - mówiła około 19.30 radiu TOK FM polska konsul w Kopenhadze Dobrosława Siemianowska.

Zobacz wideo

Trudna historia młodego jachtu

Rzeszowiak to dwumasztowa sportowa jednostka typu Bruceo, zwodowana w 2000 r. Mimo młodego wieku historia jachtu obfituje w dramatyczne chwile. To nie pierwszy jego wypadek. Siedem lat temu 14-metrowy stalowy jacht o wyporności 18,24 BRT został odnaleziony na Bałtyku po potężnym sztormie. Miał uszkodzoną burtę i złamane oba maszty, a prowadzący rejs 60-letni kapitan Stanisław Mytych zginął w morzu po wypadnięciu za burtę.

Według orzeczenia Izby Morskiej z 2006 r. jedną z przyczyn tragedii było błędne określenie położenia jachtu i wyjście z portu w Lipawie w fatalnych warunkach pogodowych. Dwa lata po tragedii wyremontowany "Rzeszowiak" zaczął znów pływać.

Wyprawa "Rzeszowiaka" na Grenlandię

Jacht był w drodze powrotnej z rejsu na Grenlandię, na który wyruszył 26 maja. Jego załoga należy do Rzeszowskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Wiceprezes zarządu związku przekazał konsulatowi, że nie otrzymał alarmujących informacji o stanie załogi.

Kolejne etapy rejsu, w czasie których następowała rotacja części członków załogi, prowadziły ze Świnoujścia przez Kopenhagę, cieśninę Skagerrak i Morze Północne do norweskiego Bergen, następnie jacht dotarł do Szkocji, Wysp Owczych i wreszcie do wybrzeży Grenlandii, skąd wyruszył w podróż powrotną. Miał popłynąć - przez Islandię - do norweskiego portu Stavanger, a następnie przez Bałtyk do Świnoujścia.

Film z 2011 r. z pokładu jachtu "Rzeszowiak", nakręcony w okolicach Szetlandów:

DOSTĘP PREMIUM