Cywilny boeing obniżył lot do kilometra n.p.m. i pomógł uratować żeglarza na morzu

O 8.15 miejscowego czasu australijskie służby ratownictwa morskiego odebrały wezwanie o pomoc od jachtu 270 mil na wschód od Sydney. Potrzebny był przelot nad miejscem awarii, by szybko ocenić sytuację. Najbliższym tego punktu samolotem okazał się... pasażerski boeing linii Air Canada.

"Jacht w kłopotach, możliwe, że zatonął, jesteście najbliższym samolotem. Bylibyście w stanie pomóc?". Taką wiadomość dostał kapitan pasażerskiego Boeinga 777 linii Air Canada Andrew Robertson od australijskich służb ratownictwa morskiego AMSA - pisze CBC News . Dowódca lotu AC033 z Vancouver do Sydney nie wahał się długo. Poprosił o współrzędne łodzi, by sprawdzić, czy jego maszyna ma wystarczająco dużo paliwa, by manewrować w poszukiwaniu zagrożonej jednostki.

Po sprawdzeniu okazało się, że boeingowi starczy paliwa. Wprawdzie zainstalowany na pokładzie maszyny zautomatyzowany system sterowania lotem, który na bieżąco zbiera informacje o funkcjonowaniu urządzeń samolotu i służy m.in. do sterowania ciągiem silników, nie ma przewidzianej opcji obniżenia lotu, a potem powrotu na standardową wysokość, załoga była pewna, że paliwa wystarczy.

Kapitan poprosił pasażerów o pomoc w wypatrywaniu jachtu na wodzie ("Bo to jak wypatrywanie igły w stogu siana" - mówił potem) i zaczął obniżać lot.

Z ok. 10 km do półtora kilometra

Potężny Boeing 777 zszedł najpierw na 5 tys. stóp, czyli około półtora kilometra. Uzbrojona w pożyczone od pasażerów lornetki załoga wypatrywała uszkodzonej jednostki na oceanie.

- Niemal natychmiast mój pierwszy oficer coś zobaczył - cytuje relację kapitana CBC News . Jednak z wysokości półtora kilometra trudno było stwierdzić, w jakim stanie jest jacht. Kapitan skierował zatem samolot jeszcze niżej - na 3,7 tys. stóp, czyli 1,1 km. Jak podkreślał potem, jak na wykonywanie operacji poszukiwawczej na tak małej wysokości Boeing 777 to bardzo duży samolot. Boeing 777 z reguły lata na wysokości około 10 km.

Akcja ratunkowa na pełnym morzu

Z wysokości kilometra załoga lotu AC033 potwierdziła pozycję jachtu. W jego stronę natychmiast wyruszyła jednostka ratownicza. Okazało się, że jednostka straciła maszt, kończyło się jej paliwo i dryfowała jeszcze dalej w morze. Kolejne potwierdzenie pozycji jachtu przyszło od załogi Airbusa A320 lecącego z Sydney do Auckland, który również skierował się w miejsce zdarzenia.

Według australijskich władz jacht prowadził jeden człowiek. Żeglarz wypłynął z okolic Sydney. Kierował się na port Eden w Nowej Południowej Walii. Jednak od ubiegłego tygodnia dryfował w przeciwną stronę od lądu.

Późniejszym popołudniem statek handlowy ANL Benalla dopłynął do jachtu, by osłonić go od wiatru do czasu, aż dotarła do niego jednostka ratunkowa z Sydney.

"Pasażerowie byli wspaniali. Żadnych skarg"

Według rzecznika Air Canada, Petera Fitzpatricka, wszyscy na pokładzie kanadyjskiego boeinga chętnie pomogli i byli zadowoleni z wyniku poszukiwań. I to mimo że ich lot przedłużył się o prawie 90 minut. - Pasażerowie byli wspaniali - powiedział kapitan Robertson, podkreślając, że nie otrzymał żadnych skarg z powodu zmiany trasy lotu.

Rzeczniczka australijskich służb ratowniczych powiedziała, że wzywanie pasażerskiego samolotu do pomocy w poszukiwaniach i akcji ratunkowej nie jest powszechną praktyką. - Z reguły wypadki, z którymi się spotykamy, nie zdarzają się tak daleko od brzegu, byśmy musieli korzystać z ich pomocy - podkreśliła.

DOSTĘP PREMIUM