Związek Wypędzonych tworzyli naziści. Steinbach: Nie jestem zaskoczona [WYWIAD]

Pierwsze prezydium Związku Wypędzonych składało się w 1958 roku głównie z byłych członków organizacji nazistowskich - podaje monachijski Instytut Badań nad Historią Współczesną. Deutsche Welle rozmawiała na ten temat z Eriką Steinbach.

Wg raportu historyków aż 11 na 13 założycieli Związku Wypędzonych to byli naziści, którzy podczas wojny w większości aktywnie udzielali się w walce przeciw Polakom - czytaj >>>

Zobacz historyczne zdjęcia dot. Związku Wypędzonych >>>

Róża Romaniec, Deutsche Welle: Czy wyniki badań nad "brunatną" przeszłością członków pierwszego prezydium BdV Panią zaskoczyły?

Erika Steinbach : Nie. Sama w 2007 roku zleciłam wykonanie tych badań i naturalnie wiedziałam też, jak się rozwijają, dlatego nic mnie nie zaskoczyło. Zresztą wiele już można było wcześniej przeczytać w mediach. Cieszę się, że teraz, po pięciu latach, mamy wyniki. Trochę to trwało, bo badania wiązały się także z prowadzeniem kwerendy za granicą.

Owszem w mediach pisano o pierwszych wynikach tych badań, ale również o zarzutach, że miały być one prowadzone tendencyjnie i niewystarczająco krytycznie.

- Nie ma mowy o żadnych nieporozumieniach. Dotychczas nie było żadnych oficjalnych wyników, więc te zarzuty nie mają podstaw. W czasie prowadzenia prac doszło do zmiany personalnej badających historyków, ale wynikało to z faktu, że jeden z pracowników zachorował i dlatego prace nad projektem przejął prof. Schwartz.

Tygodnik "Spiegel" donosi jednak, że nieoficjalny powód był inny...

Ten pan ze "Spiegla" to bajkopisarz. Powinien z tym skończyć.

Ten pan ze "Spiegla" zarzuca pani także bierność i przypomina, że poprzedni szef BdV Herbert Czaja już 15 lat temu mówił o konieczności prześwietlenia brunatnej przeszłości członków pierwszych prezydiów BdV.

Herbert Czaja zawsze to podkreślał, ale sam żadnych badań nigdy nie zlecił. Dopiero ja przeszłam do konkretów. Dlatego to jest moja praca i zasługa, że dzisiaj mamy rezultaty.

A jak pani sobie wyobraża uwzględnienie wyników tych badań w ramach wystawy o losie przymusowych przesiedleńców, którą przygotowuje Fundacja "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie" w Berlinie?

A co ta wystawa ma wspólnego z tymi badaniami?

Skoro członków prezydium Związku Wypędzonych wybierały ofiary przymusowych wysiedleń, to może jednak ma? Koncepcja wystawy zresztą przewiduje przyjrzenie się także politycznemu aspektowi tematu.

Po pierwsze to fundacja zadecyduje. Po drugie wystawa ma pokazać losy milionów niemieckich wypędzonych, a nie pracę i działaczy związku, który zrzeszał ofiary. W pierwszej linii chodzi o ich losy, a dokładnie mówiąc o losy 15 milionów ofiar, z czego dziewięć przybyło z terenów polskiej strefy. I to właśnie będzie najważniejsze: ukazać los Niemców.

Poza tym członkowie prezydiów BdV byli rzeczywiście zaangażowani politycznie w RFN, a nawet byli członkami Bundestagu. Reprezentowali największe partie: CDU, SPD i CSU. Wszyscy prezesi naszej organizacji byli posłami. Mam nadzieję, że wystawa naświetli to we właściwy sposób.

Co ma pani na myśli mówiąc "we właściwy sposób"?

"We właściwy sposób" to znaczy zgodny z prawdą i poprawny. Poprawny to znaczy tak, jak naprawdę było.

Czyli jak?

Nie należy zapominać, że zdecydowana większość osób, o których mówimy, to byli bierni uczestnicy systemu. To byli zwykli żołnierze, członkowie SS i inni, którzy szli z większością. Pomimo powiązań członków pierwszego prezydium BdV z narodowym socjalizmem, w polityce naszego związku nie było miejsca ani na narodowy socjalizm, ani na skrajne nurty.

Czyli "Spiegel", pisząc o "zwolennikach" czy "nośnikach reżimu" w pierwszym kierownictwie BdV, przesadza?

Zwykli żołnierze nie byli żadnymi zwolennikami i to nie oni byli filarami tego systemu. Badania dokładnie to opisują. Przecież także w SPD było wielu wcześniejszych członków SS czy NSDAP. A czy mówimy dzisiaj, że Günter Grass był "nośnikiem reżimu"?

Skoro pierwsze prezydium składało się głównie z byłych członków organizacji nazistowskich, więc kto jest dla młodego pokolenia BdV dzisiaj wzorem i autorytetem?

Mieliśmy także członków, którzy i dzisiaj pozostają autorytetami. Takimi osobami byli na pewno Wenzel Jaksch, socjaldemokrata z Sudetów, oraz Herbert Czaja, który był przeciwnikiem reżimu i nie wstąpił do NSDAP, a potem kierował BdV przez 24 lata.

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle .

embed
embed
embed

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM