Historyczny poniedziałek w Nowym Jorku. Nikogo nie zastrzelono, nie zgwałcono, nie pobito. "Żadnych aktów przemocy"

O tym historycznym dniu będą sobie jeszcze długo opowiadać mieszkańcy Nowego Jorku. Poniedziałek, który okazał się dniem bez żadnego morderstwa, gwałtu, strzelaniny czy innych aktów przemocy, z którymi na co dzień mierzą się nowojorscy policjanci, był najbezpieczniejszym dniem w historii tego miasta. - Takiego czegoś jeszcze tutaj nie było - mówi Paul Brown, zastępca szefa policji.

Historyczna przerwa rozpoczęła się już w niedzielę wieczorem, kiedy mężczyzna został postrzelony w głowę, i trwała 36 godzin. Skończyła się tak, jak się zaczęła, bo we wtorek rano doszło do kolejnej strzelaniny. - Niezły początek tygodnia - mówi dla NYDailyNews.com Brown, który jest pod wrażeniem, że w takim mieście jak Nowy Jork stało się coś podobnego.

Zaznacza, że wskaźnik zabójstw systematycznie spada, a ten dzień wpisuje się w ten korzystny dla mieszkańców i policji trend. - Mamy nadzieję, że w tym roku odnotujemy najmniejszą liczbę zabójstw od 1960 roku - dodaje.

- Kiedyś Nowy Jork był miastem, gdzie ludzi bali się wychodzić z domów - mówi historyk nowojorskiej policji Tom Reppetto. Zaznacza, że dochodziło do sytuacji, gdzie dzieci spały w wannach, bo rodzice panicznie bali się tak częstych strzelanin.

- Takie dni jak poniedziałek będą należeć do rzadkości, ale nie powinny aż tak dziwić, dlatego że miasto jest na dobrej drodze, żeby zakończyć ten rok z 400 morderstwami - wyjaśnia.

W zeszłym roku zamordowanych zostało 472 osób. Dla porównania w 1994 roku prawie 5 tys. osób zginęło tylko z powodu strzelanin. Średnio na ulicach miasto ginęło wtedy około 14 osób dziennie.

DOSTĘP PREMIUM