Poznań: szef zakładowej "S" wyrzucony z pracy. Protest [ZDJĘCIA]

Dyscyplinarnie wyrzucono go z pracy za to, że nie zgłosił przełożonemu awarii maszyny. W ten sposób miał narazić na niebezpieczeństwo innych pracowników. To szef zakładowej "Solidarności" w fabryce herbaty Twining and Company w podpoznańskim Swarzędzu. Dziś w jego obronie protestowało ok. pół tysiąca związkowców.

Andrzej Magdziarz, bo to o nim mowa z zarzutami firmy nie zgadza. Wyrzucenie z fabryki odbiera jako próbę pozbycia się nie tylko jego, ale i całego związku zawodowego. - Po pierwsze, żadnej awarii tego dnia nie było. Po drugie, nie byłem wtedy na hali, bo pełniłem dyżur podczas tzw. godzin związkowych - tłumaczy.

Dlaczego zatem zarząd firmy postawił mu taki właśnie zarzut? - To ewidentny atak na związek zawodowy w naszym zakładzie - uważa Magdziarz. Podkreśla, że "Solidarność" od początku istnienia w fabryce Twining and Company była ignorowana, a dialog ze związkami zawodowymi był fikcją. - Traktuje się nas jak zło konieczne - podkreśla były już szef zakładowej "Solidarności" w swarzędzkiej fabryce herbaty.

Andrzeja Magdziarza w obronę wzięła wielkopolska "Solidarność", która zorganizowała dziś przed bramą fabryki Twining and Company pikietę. Jarosław Lange, szef związku w regionie, podkreśla, że pracodawca, wyrzucając Magdziarza z pracy, i to dyscyplinarnie, złamał prawo. - Bo nie miał ku temu podstaw - uważa Lange. - Dyscyplinarnie zwalnia się osoby, które w pracy np. piją, kradną albo robią inne niezgodnie z prawem rzeczy. Ale Andrzej w ogóle nie jest winny temu, co zarzuca mu pracodawca - tłumaczy.

W tej sytuacji zwolnienie mężczyzny w myśl art. 52 Kodeksu pracy jest nieporozumieniem - uważa szef wielkopolskiej "Solidarności". Dlatego działacze związku z kilkunastu miast Wielkopolski pikietowali dziś w obronie kolegi przed bramą fabryki. - Jesteśmy tu, bo skrzywdzono naszego kolegę, bezpodstawnie złamano prawo - mówili działacze "Solidarności", którzy autokarami przyjechali z Piły, Leszna, Poznania czy Gniezna. Byli też przedstawiciele komisji zakładowych "Solidarności", m.in. z fabryki Volkswagena w Poznaniu. - Sprzeciwiamy się, by tak traktowano ludzi. Domagamy się respektowania praw pracowniczych - mówili związkowcy.

Lange przekazał zarządowi fabryki pismo, w którym domaga się przywrócenia do pracy zwolnionego związkowca.W przeciwnym razie sprawa trafi do sądu pracy.

Firma nie zamierza jednak spełniać żądań "Solidarności". W swoim oświadczeniu zarząd fabryki R. Twining and Company Sp. z o.o. podtrzymuje swoje stanowisko. Jego zdaniem Magdziarz w bardzo poważnym stopniu złamał podstawowe zasady BHP, obowiązki pracownicze i procedury bezpieczeństwa.

Zarząd podkreśla, że 5 października 2012 roku Magdziarz dostał informację od operatora, że na jednej z linii produkcyjnych pracuje iskrząca się maszyna. Mimo jasnych procedur nie powiadomił żadnej z osób, które mogłyby zatrzymać maszynę. W ten sposób, zdaniem zarządu, naraził na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia innych pracowników. I to właśnie było przyczyną jego zwolnienia dyscyplinarnego z pracy.

Przedstawiciele wielkopolskiej "Solidarności" zarzuty fabryki uznają za absurdalne, a zwolnienie Magdziarza odczytują jako próbę likwidacji "Solidarności" w fabryce. - To brutalny atak na przewodniczącego organizacji zakładowej w tej firmie. Powody tego zwolnienia są, moim zdaniem, bardzo mocno naciągane - mówi Jarosław Lange.

DOSTĘP PREMIUM