Więźniowie w NRD pracowali przymusowo nie tylko dla Ikei. I chcą odszkodowań

Od dawna wiadomo już było, że dla Ikei pracowali więźniowie enerdowskich zakładów karnych. Lecz okazuje się, że przymusowych robotników było więcej, a teraz domagają się odszkodowań. Z ich pracy - wg tygodnika ?Der Spiegel? - korzystały też m.in. Neckermann, Quelle i domy towarowe Karstadt.

Od momentu, gdy ujawniono, że Ikea miała bardzo tanie meble w swojej ofercie, bo obniżała koszty, zlecając produkcję m.in. warsztatom w enerdowskich zakładach karnych, na jaw wychodzi coraz więcej faktów wskazujących na spory zasięg tego procederu. Ikea nie była odosobniona w kooperacji z enerdowskim reżimem. Do Urzędu Akt Stasi wpłynęły wnioski o wgląd do akt od innych niemieckich firm, które chcą poznać i zbadać swoją historię, poinformował szef Archiwum Akt Stasi Roland Jahn składając wyjaśnienia przed klubem poselskim FDP.

Filar gospodarki NRD

Wiosną br. niemiecka prasa obszernie donosiła o współpracy szwedzkiej sieci domów meblowych Ikea z enerdowskim więziennictwem, gdzie warunki pracy przypominały roboty przymusowe. Ikea zleciła firmie consultingowej Ernst&Young zbadanie tego. Jahn stwierdził, odpowiadając przed klubem parlamentarnym FDP, iż ma nadzieję, że inne firmy też zajmą się tym niewyjaśnionym jeszcze rozdziałem swojej własnej historii. Nie podał jednak, jakie firmy ma na myśli.

Nazwy firm przytacza natomiast "Spiegel" w artykule powołującym się na rozmowy z ofiarami i świadkami pracy przymusowej we wschodnioniemieckich więzieniach: domy wysyłkowe Neckermann, Quelle, domy towarowe Karstadt i inne korzystały z taniej siły roboczej, np. przy montażu odbiorników telewizyjnych.

Badacze z Ernst&Young stwierdzili, że Ikea przed 25-30 laty wiedziała, gdzie produkowane są ich meble. Szef Archiwum Akt Stasi wezwał szwedzki koncern, by opublikował pełny raport z wynikami badań. Do tej pory upubliczniono tylko jego kilkustronicowe streszczenie.

Już po ujawnieniu tych informacji organizacje ofiar zaczęły domagać się zadośćuczynienia dla ofiar wyzysku i utworzenia w tym celu specjalnego funduszu odszkodowawczego.

Rainer Wagner z organizacji ofiar, Roland Jahn szef Archiwum Akt Stasi i Peter Betzel z Ikei (od l.)

Niezbadany rozdział

Lecz Roland jest sceptyczny: zanim będzie się mówić o odszkodowaniach, trzeba najpierw oddać ten temat do opracowania naukowego historykom. - Na razie błądzimy we mgle - powiedział dodając, że nie chodzi tylko o samą Ikeę.

Szefowa Federalnej Fundacji Rozprawy z Dyktaturą SED Anna Kaminsky zaznaczyła, że do tej pory napisano trzy dysertacje na ten temat; wskazała też na konieczność wsparcia finansowego i ideowego prac badawczych nad tą problematyką przez państwo i same firmy.

Karin Schmidt, prawniczka z Rostocku, autorka jednej z tych trzech prac na ten temat, zaznaczyła, że praca przymusowa w enerdowskich zakładach karnych była ważnym czynnikiem rozwojowym wschodnioniemieckiej gospodarki - 20 proc. produkcji "za kratkami" szło na eksport, 80 proc. trafiało na rodzimy rynek NRD. Więźniowie pracowali w trudnych warunkach, niekiedy zagrażających ich zdrowiu, a za pracę otrzymywali grosze. "Politycy muszą naciskać, by do odpowiedzialności poczuwały się zachodnie firmy, które ciągnęły korzyści z tego wyzysku" , powiedziała Karin Schmidt.

Przedstawiciele zrzeszenia organizacji ofiar, składający wyjaśnienia przed Frakcją Wolnych Demokratów, domagali się odszkodowań dla ofiar wyzysku. Steffen Alisch z zespołu naukowego "Państwo SED" na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie i Anna Kaminsky wskazywali na to, że przy decyzjach ws. ewentualnych odszkodowań należy rozważyć, by to nie ofiary musiały przedstawiać dowody, lecz same firmy.

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle .

embed
embed

DOSTĘP PREMIUM