Wycieczki do piekła, szturm na sklepy. Idzie koniec świata, a świat robi biznes na panice

Na końcu świata, zapowiadanym przez niektóre proroctwa na 21 grudnia, można nieźle zarobić. W niektórych miastach Rosji ludzie wykupili ze sklepów naftę, świece i zapasy żywności. We Francji gromadzą się na górze, gdzie ma wylądować UFO. Pewien Chińczyk buduje arkę, a ukraińskie biuro podróży sprzedaje wycieczki do nieba i piekła.

Do piekła drożej, bo tam podobno ciekawiej. Interes chcą zrobić też biura turystyczne. Jedno z ukraińskich biur podróży obiecuje 21 grudnia wysłać turystę w objęcia Belzebuba za jedyne 18 dolarów. Do nieba jest taniej. A jeśli się nie uda dotrzeć - biuro obiecuje zwrot kasy. Droższa oferta pojawiła się w internecie w Niżnym Nowogrodzie: za 2600-5000 USD nabyć można kajutę w arce.

Choć nie bardzo wiadomo, jak miałby skończyć się świat - zderzeniem z planetą Nibiru czy burzą słoneczną, NASA rozprasza obawy: żadnych dowodów na istnienie planety Nibiru nie ma, to bezpodstawne pogłoski. Ale nie przeszkadza to ludziom wykorzystać kilka dni pozostałych do 21 grudnia, kiedy kończy się liczący pięć tysięcy lat cykl w kalendarzu Majów (i wówczas świat ma się skończyć) do sowitego zarobku.

Panika w Chinach: budowa arki, wykupione towary ze sklepów

Skomercjalizowana panika przed końcem świata dotarła nawet do Chin, które w swej historii nie znały proroctw o końcu świata. Najsłynniejsza chińska księga proroctw z VII wieku, odpowiednik przepowiedni Nostradamusa, nie wspomina wprost o czymś takim. Mimo to w Chinach od początku grudnia na Sina Weibo (chiński odpowiednik Twittera) słowo "Majowie" stało się popularnym tagiem.

Pewien Chińczyk buduje arkę. Pan Lu Zhenghai z Sinkiangu na budowę wydał wszystkie - niebagatelne - oszczędności. Mówi, że jeśli końca świata nie będzie, wykorzysta arkę jako stateczek wycieczkowy na 20 osób. Falę paranoicznych obaw w Chinach powiązać można z oddziaływaniem filmu katastroficznego z 2009 roku "2012". Odniósł on niebywały sukces dzięki wątkowi o budowie przez chińskie wojsko arek, które miały ocalić ludzkość.

Od plotki do paniki. "Trzydniowe ciemności"

Często panika bierze się ze zwykłej pogłoski przekazywanej z ust do ust. W Syczuanie zaczęto wykupywać całymi setkami świece, aż do wyczerpywania się zapasów. Początkowo nie było wiadomo dlaczego. "Aż dowiedzieliśmy się o pogłoskach o zbliżających się ciemnościach" - powiedział właściciel sklepu w Chengdu. Źródło paniki wyśledzono na serwisie Sina Weibo - autor wpisu zapowiada, że trzydniowe ciemności spowiją ziemię.

Nie brak i tych, którzy chcą rzutem na taśmę poprawić notowania u Opatrzności. W Nankinie żona profesora uniwersyteckiego zastawiła dom pod hipotekę, by przekazać znaczną kwotę na biedne dzieci, by "jeszcze zdążyć zrobić coś dobrego przed końcem świata". W Szanghaju podobną motywację próbują wykorzystać oszuści, by wyłudzić od staruszków oszczędności na rzekomo charytatywny cel. Policja apeluje tam: "Nie wierzcie w to i nie dajcie się oszukać".

Profesor Lu Jiehua z wydziału socjologii Uniwersytetu Pekińskiego w wywiadzie dla gazety "Global Times" powiedział, że obecna panika odzwierciedla ogólny niepokój w chińskim społeczeństwie. - Te paniczne zakupy nie tylko pokazują ludzki lęk przed nadchodzącą apokalipsą, odzwierciedlają również poczucie niepewności wobec życia i społeczeństwa - powiedział.

We Francji wyląduje UFO? Nie brak tych, co w to wierzą

Wiara w koniec świata łączy się także z wiarą w niezidentyfikowane obiekty latające, które mają na Ziemi coś w rodzaju garażu w okolicach góry Bugarach w południowo-zachodniej Francji. Mer wsi o tej samej nazwie, zamieszkanej przez niespełna 180 ludzi, usiłuje zapobiec pandemonium: Bugarach szturmują ci, którzy liczą na ratunek ze strony pozaziemskich inteligencji. "Obcy" jakoby zabiorą do UFO tych szczęściarzy, który dotrą na płaski wierzchołek góry. Drogi na szczyt zablokowano.

Rosjanie wykupują sklepy, Miedwiediew uspokaja

W Rosji tymczasem kwitnie handel. W Omutnińsku w obwodzie kirowskim ludzie rzucili się kupować naftę, świece i zapasy żywności po tym, jak popularność zdobył artykuł napisany jakoby przez tybetańskiego mnicha, potwierdzający, że wnet świat się skończy. W Nowokuźniecku niemal zabrakło soli, a w Barnaule w Kraju Ałtajskim wykupiono do cna latarki i termosy.

Tysiące Rosjan gromadzą zapasy żywności i innych artykułów, wypakowując nimi piwnice i balkony. A ta część, która może, wyjeżdża z miast na wieś, bo tam koniec świata łatwiej będzie... no właśnie, przeczekać? Wśród rozmaitych zestawów na przetrwanie końca świata niektóre zawierają instrukcje z opisami różnych gier. Na wypadek, gdyby okazał się on bardzo nudny.

Histeria w Rosji urosła do tego stopnia, że aby rozproszyć spekulacje o apokaliptycznym 21 grudnia, główny lekarz Rosji Giennadij Oniszczenko ostrzegł, że straszących powinno się podać do sądu. Deputowani Dumy w liście otwartym wezwali zaś, by media zaprzestały siać panikę. W końcu sam premier Dmitrij Miedwiediew zapewnił, że w koniec świata nie wierzy. Dodał, że "przynajmniej nie w tym roku".

DOSTĘP PREMIUM