Wstrząsająca historia uprowadzonej 20 lat temu. "To najlepsza rzecz, jaka się mi przytrafiła"

Dwadzieścia lat temu Katie Beers została uprowadzona i była więziona przez kilkanaście dni w podziemnej klatce na Long Island. Teraz w książce, którą napisała przekonuje, że było to "najlepszą rzeczą, jaka mogła jej się przytrafić", bo wyrwała się z domu, gdzie od lat była seksualnie molestowana.

"Kobieta opowiedziała swoją historię w książce pt. "Buried Memories: Katie Beers' Story", pisze Daily Mail. Beers ma dzisiaj 30 lat, jest mężatką i matką dwójki dzieci. Mieszka na wsi w Pensylwanii i pracuje jako agent ubezpieczeniowy.

Na początku 1993 roku jej historią żyła cała Ameryka. Teraz twierdzi, że nie porwanie było najgorsze. Już jako dziecko była molestowana seksualnie przez męża matki chrzestnej. Kiedy jeszcze była poszukiwana, okazało się, że dziewczyna przeżywała koszmar we własnym domu. Rodzina wysługiwała się nią i ją biła. Porwanie okazało się dla niej wyzwoleniem z gehenny. - Gdyby nie ta historia, nie wyrwałabym się z domu - mówi dzisiaj Beers.

"Dzisiaj jestem zadowolona z życia"

Beers zniknęła pod koniec grudnia 1992 roku. Porwał ją John Esposito, przyjaciel rodziny dziewczynki. 13 stycznia 1993 roku mężczyzna przyznał się, że uprowadził Beers, skuł ją łańcuchami, zamknął w lochu pod ziemią umieszczonym obok swojego domu. Katie nie wróciła już do rodzinnego domu, ale została adoptowana przez rodzinę z East Hampton. Jej oprawca z rodzinnego domu został skazany na 12 lat. Zmarł w więzieniu 2009 roku.

- Staram się nie być smutna, bo dzisiaj jestem bardzo zadowolona z życia. Chcę teraz pomagać ludziom - mówi Beers.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM