Meteor eksplodował w atmosferze. Będą kolejne? Ekspert: To możliwe

- To było nie do przewidzenia - mówi o deszczu meteorów w Rosji dr Stanisław Bajtlik z Centrum Astronomicznego PAN. Karol Wójcicki z Centrum Nauki Kopernik podkreśla w rozmowie z TOK FM, że zniszczenia spowodowane zostały nie uderzeniami kosmicznych bolidów, ale eksplozją jakiegoś obiektu w atmosferze. Czy na Ziemię spadną kolejne meteory? - To jest teoretycznie możliwe. Nie wiemy, co tam się dzieje - przyznaje Wójcicki.

W mediach pojawiają się liczne spekulacje dotyczące deszczu meteorów, jaki spadł dziś w Rosji , raniąc 400 osób. Meteory wiąże się z niewielką planetoidą 2012 DA14, która dziś przeleci rekordowo blisko Ziemi . - Zdarza się, że przed planetoidami czy innymi obiektami, które przemierzają Układ Słoneczny, podążają ich fragmenty. Nie jesteśmy w stanie ich wypatrzyć, gdyż są stosunkowo nieduże - tłumaczy Wójcicki w rozmowie z TOK FM. - Jest więc pewne prawdopodobieństwo, że trafiły w nas niewielkie okruchy podążające za planetoidą, ale mógł to być kompletny przypadek - dodaje ekspert. Podkreśla, że pochodzenie obiektu wykaże dopiero analiza materiału filmowego, która mogłaby ukazać trajektorię obiektu przed wejściem w atmosferę. - Jeśli będzie pokrywała się z trajektorią lotu 2012 DA14, to mamy jakiś trop.

Będą kolejne? "To możliwe"

Czy należy spodziewać się kolejnych meteorów, przed czym ostrzegają rosyjskie władze? - Jest to teoretycznie możliwe. Nie wiemy, co tam się dzieje - mówi Wójcicki. - Można spekulować, że jeżeli okruch rozpadł się w kosmosie, następne kawałki lecą po podobnym torze i w niedługim czasie dojdzie do kolejnych uderzeń. Ale to nie będzie w tym samym miejscu - tłumaczy dr Bajtlik. Rzecz w tym, że trudno ustalić w jakim. - Nie wiemy, czy są następne kawałki, nie wiemy, po jakim torze się poruszają ani w jakiej są odległości - zaznacza naukowiec PAN. - Potrzeba czasu, astronomowie muszą przyjrzeć się tym zjawiskom i przeanalizować, co działo się nad Rosją - dodaje Wójcicki.

Zdaniem dr. Bajtlika dzisiejszego uderzenia meteorów nie można było przewidzieć. - Z pewną dokładnością da się obliczyć tor dużych obiektów. Mały okruch, a kilka metrów to malutki okruch, możemy zobaczyć w ostatniej chwili - wyjaśnia ekspert. - Faktycznie, USA monitorują dziesiątki tysięcy kosmicznych śmieci krążących wokół Ziemi, ale one krążą po regularnych orbitach. Jest więc dużo czasu, żeby wyznaczyć ich położenie. Jeśli coś przylatuje z głębi kosmosu i pojawia się w ostatniej chwili, wpada w ziemską atmosferę jak tysiące innych. To z reguły drobny pył i okruchy, ale od czasu do czasu trafi się większy kawałek.

"Tylko raz przewidzieliśmy upadek meteorytu"

Co spowodowało gigantyczne zniszczenia w Rosji (usuwa je ok. 20 tys. ratowników)? - Tak naprawdę to nie był efekt deszczu meteorów, ale eksplozja jakiegoś obiektu wysoko nad powierzchnią Ziemi - wyjaśnia Wójcicki. - Obiekt, lecąc przez atmosferę, pchał przed sobą poduszkę powietrzną, której ciśnienie rosło. Ona rozerwała obiekt, doprowadzając do eksplozji. Kilka minut później ta fala uderzeniowa dotarła do powierzchni Ziemi, powodując wybicie szyb. To one raniły wiele osób - podkreśla ekspert, porównując zjawisko do przelotu ponaddźwiękowego samolotu na małej wysokości.

Rzecz w tym, że takich wydarzeń praktycznie nie da się przewidzieć. - Do tej pory w historii obserwacji dopiero jeden raz dało się zaobserwować w przestrzeni kosmicznej obiekt, co do którego byliśmy pewni, że kilka minut później wejdzie w ziemską atmosferę - przyznaje Wójcicki. Jednak upadki obiektów pochodzenia kosmicznego nie są na Ziemi niczym szczególnym: - W ciągu jednej doby na Ziemię opada 100 ton materii meteorytowej, w większości spadają do mórz i oceanów - dodaje Wójcicki.

DOSTĘP PREMIUM