Ekspert: Duże zagrożenie dla Korei Południowej. Seul może zmienić się w morze ognia

- Korea Północna za pomocą ładunków konwencjonalnych - nie potrzeba nawet broni nuklearnej - może w pół godziny zamienić Seul w morze ognia - mówi portalowi Gazeta.pl dr Marceli Burdelski, ekspert z Centrum Studiów Azji Wschodniej.

Korea Północna zrywa wszystkie układy o nieagresji z Koreą Południową, wyłącza "gorącą linię" telefoniczną i zamyka przejście w Panmundżonie między obu krajami w strefie zdemilitaryzowanej. Jak poważne jest zagrożenie i dla kogo?

- Sama Ameryka nie jest zagrożona. Koreańskie rakiety mają dosięgać Alaski, ale to nie jest ten potencjał. Jest duże zagrożenie dla Korei Południowej. Szczególnie dla tych pięciu wysp, które leżą tuż przy brzegu na Morzu Żółtym, gdzie mamy północną linię demarkacyjną. Trzeba pamiętać, że Seul leży 50 km od strefy zdemilitaryzowanej i jest w zasięgu północnokoreańskich działań. Oni mają tysiąc dział o kalibrze od 122 do 176 mm. Za pomocą ładunków konwencjonalnych - nie potrzeba broni nuklearnej - mogą Seul zamienić w morze ognia.

Czyli nie wierzy pan w groźbę ataku na USA?

- Nie. Nie mają technicznych możliwości jeszcze w tej chwili. Celem Korei jest przetrwanie w zmieniającym się świecie. Stabilizacja reżimu. W ten sposób reżim uzyskuje środki i poparcie ludności. W oblężonym zamku trzeba mobilizować ludność, mówiąc jej, że wróg zagraża. Korea chce też uzyskać mocną pozycję do negocjacji z USA, z pomniejszeniem pozycji Korei Południowej.

Ważne są relacje z Chinami i Rosją. Jak one teraz wyglądają?

- Jest jedna znacząca zmiana. To stanowisko Chin, które zniecierpliwiły się działaniami Korei. Zagrożenia dotyczą też Chin i Japonii. Gdyby wojna wybuchła, to do Chin dotarłaby fala kilku milionów uchodźców. Dlatego Chiny mówią "nie" dla rozwoju broni nuklearnej i chcą stabilności systemu północnokoreańskiego, chcą, żeby rozwijała się gospodarka i ludzie żyli lepiej. Nie popierają działań konfrontacyjnych. Ważne jest też stanowisko Rosji. Trzeba pamiętać, że Rosja ma dość bliskie stosunki z Koreą, a w czasie spotkania w 2011 roku prezydent Miedwiediew i przywódca Korei podpisali umowę o umorzeniu 10 mld dolarów długu. To pomogło Korei stanąć na nogi. A Rosjanie mówią "nie" dla polityki proliferacji.

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM