Amerykanin papieżem? Przed konklawe pojawiają się nowi faworyci

Oprócz wymienianych dotychczas faworytów do Tronu Piotrowego - Włocha Angelo Scoli i Brazylijczyka niemieckiego pochodzenia, Odilo Scherera, na giełdzie kandydatów przed wtorkowym konklawe pojawiają się kolejne nazwiska. Według analizy przeprowadzonej przez korespondenta Associated Press Victora L. Simpsona są to trzej przedstawiciele USA - Sean O'Malley, Timothy Dolan i Donald Wuerl.

Jak pisze reporter AP, tym razem wśród kardynałów nie ma żadnych gwiazd i wielkich faworytów. Może to sprawi, że w wyborach przejdzie kandydat kompromisowy. Wydaje się też, że okres przygotowań do konklawe ujawnił dwa duże obozy, które pozostają w niezgodzie.

Jeden to Kuria Rzymska zdominowana przez potężną biurokrację watykańską. Poszukuje ona papieża, który będzie kontynuować dotychczasową politykę. Spekuluje się, że Kuria forsuje kandydaturę brazylijskiego arcybiskupa Sao Paulo, Odilo Scherera, który ma z nią bliskie powiązania, w tym z Tarcisio Bertone, sekretarzem stanu Watykanu, czyli nr. 2. Stolicy Apostolskiej.

Drugi obóz, najwyraźniej wspierany przez amerykańskich kardynałów, naciska na przeprowadzenie reform i chce papieża, który będzie gotowy wstrząsnąć Kurią Rzymską. Jej reputacja została ostatnio nadszarpnięta skandalem "Vatileaks", w wyniku którego wyciekły poufne dokumenty, a na emeryturę musiał odejść kamerdyner Benedykta XVI. Ci kardynałowie podobno chcą zaproponować na papieża arcybiskupa Mediolanu Angelo Scolę. Postrzegany jest on jako osoba mająca siłę przebicia i mogąca doprowadzić do zgody reformatorów z Kurią.

Duszpasterz czy kierownik?

Według Simpsona kluczowym pytaniem pozostaje, czy papież powinien być "duszpasterzem", czyli mieć charyzmę i umiejętności komunikacyjne, by przyciągnąć do malejącego Kościoła nowych wiernych, czy też jak "kierownik" zdolny do naprawy Kościoła po serii seksualnych skandali i gotowy zaprowadzić porządek w biurokratycznym nieładzie Watykanu? Trudno jest znaleźć jakiegokolwiek kandydata, który pasuje do jednej z tych ról - twierdzi Simpson.

Włoski Kościół ma największą grupę kardynałów elektorów (28) i uważa, że ma historyczne prawo do tego, by ponownie po 35 latach papieżem został ich rodak. Włosi czują, że teraz - po "obcych" Janie Pawle II i Benedykcie XVI - jest czas na jednego z nich.

Andrea Riccardi, założyciel wspólnoty Sant Egidio i minister współpracy społecznej włoskiego rządu, mówi wprost, że papież powinien wywodzić się spośród włoskich kardynałów. - Papież jest biskupem Rzymu. Tylko wtedy, gdy wybór Włocha jest niemożliwy, powinno się spojrzeć w kierunku innych kandydatów - powiedział Riccardi.

Ale Włosi są podzieleni i o ich jedność trudno, gdyż poszczególni kardynałowie raczej podążą za swoimi liderami - uważa Simpson. Twierdzi on, że Włosi już ponieśli jedną porażkę. Wybór wtorku 12 marca na rozpoczęcie konklawe uważa się za zwycięstwo "cudzoziemców", którzy potrzebowali więcej czasu, aby zapoznać się ze sprawami Kościoła. Tym samym nie ulegli presji Włochów, aby głosowanie rozpocząć już w niedzielę 10 marca.

Trzej Amerykanie

Dziennik "Corriere della Sera" w sobotę przeprowadził pośród watykańskich ekspertów ankietę poświęconą faworytom na konklawe. Jak zauważa Simpson, wymieniali oni kardynała Bostonu Seana O'Malleya częściej niż Odilo Scherera i Angelo Scolę. MO'Molley ma 69 lat, jest arcybiskupem Bostonu. Media nazywają go "świętym człowiekiem" - słynie ze skromności, której symbolem jest noszony przez niego habitat franciszkański.

Na liście watykańskich ekspertów znalazło się także dwóch innych kardynałów z USA - Timothy Dolan z Nowego Jorku i Donald Wuerl z Waszyngtonu. To zaskoczenie, ponieważ Amerykanie do tej pory byli skazywani na porażkę ze względu na negatywne reperkusje, jakie na świecie mógłby wywołać wybór papieża, obywatela supermocarstwa. Watykańscy obserwatorzy zauważyli również, że amerykański papież miałby duże trudności z dialogiem ze światem islamskim.

Ale 11 amerykańskich kardynałów elektorów o druga pod względem liczebności reprezentacja narodowa, a ponadto są postrzegani jako ludzie o umiejętnościach kierowniczych. Dodatkowo reputacja Amerykanów może być wzmocniona przez decyzje Watykanu zakazującą im codziennych konferencji prasowych przed konklawe. Amerykańskie dążenie do przejrzystości zostało dobrze przyjęte przez wiernych i stoi w ostrym kontraście do postawy Włochów, skłonnych do trzymania wszystkiego w tajemnicy.

"Frakcja Benedykta" największa, ale nielojalna

Zdaniem Simpsona jest jeszcze jeden obóz, który mógłby mieć wystarczająco dużo głosów, aby wybrać nowego papieża. Jest to "frakcja Benedykta", czyli 67 elektorów, którzy zawdzięczają swe kardynalskie piuski Benedyktowi XVI. Mają więcej niż połowę potrzebnych głosów, ale to nie oznacza, że wszyscy poprą tego samego kandydata.

Już podczas ostatniego pontyfikatu w ich środowisku ujawniły się podziały, a lojalność wielu z nich wobec Benedykta XVI nie była pełna. Najbardziej pokazał to skandal "Vatileaks". Nazwiska zamieszanych w niego kardynałów są najprawdopodobniej wymienione w tajnym raporcie przygotowanym dla Benedykta XVI. Tylko kilka osób widziało ten dokument. Nie ma wśród nich kardynałów, którzy będą wybierać papieża.

DOSTĘP PREMIUM