Applebaum: "Rządzące elity w Rosji, z Putinem na czele, nie działają w interesie Rosji. Działają we własnym"

"W chwili obecnej elity rządzące w Rosji są przekonane, że gospodarczy nacjonalizm i używanie neoimperialnego języka da im poparcie i prywatny zysk" - pisze na łamach "Washington Post" Anne Applebaum. "Ciekawe tylko, ile czasu Rosjanie będą to znosić" - zastanawia się publicystka.

Applebaum wychodzi w swoim komentarzu od niedawnego przemówienia Baracka Obamy. Zdaniem publicystki, prezydent USA w Rose Garden przekonywał o tym, że w epoce "soft power" sojuszników nie zdobywa się brutalną polityką, lecz poprzez ekspansję kultury, technologii i rozwiązań gospodarczych. Oraz - przede wszystkim - "inspirującym narodowym ideom".

 

"Może to i czasami jest prawda. Ale dla tych, którzy 'soft power' uważają za trudne do używania, pozostaje jeszcze 'hard power'" - zauważa Applebaum.

Przykład? Kiedy Obama przemawiał, w innej części globu...

Dziennikarka zauważa, że w tym samym czasie, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych przekonywał do "soft power", zupełnie co innego działo się w innej części globu - w relacjach Rosji z Armenią.

Ta druga, na początku września podjęła decyzję - chce być w Unii Celnej Białorusi, Kazachstanu i Rosji. - Chcemy też współtworzyć Euroazjatycką Unię Gospodarczą - ogłosił podczas wizyty w Moskwie azerski prezydent Serż Sarkisjan. Po tej decyzji komentatorzy podkreślali, że tą decyzją Erewań zamknął sobie drzwi do stowarzyszenia z Unią Europejską, o co miała wcześniej zabiegać Bruksela. "To może znacznie cichszy ruch Putina niż przemówienie Obamy, ale potencjalnie o większym znaczeniu" - podkreśla w "Washington Post" Applebaum.

"Zamiast zrzeszać się z największą na świecie strefą wolnego handlu i jednymi z najbardziej wyrafinowanych na świecie demokracji, Armenia zdecydowała się trwać przy Rosji, Białorusi i Kazachstanie" - pisze publicystka. Przy czym podkreśla: jej zdaniem nikt nawet nie udaje, że Erewań podjął taką decyzję ze względu na "rosyjski soft power". Raczej prezydent Sarkisjan odczytał dyplomatyczne relacje Rosji z Azerbejdżanem w sposób następujący: że jeśli Armenia zrzeszy się z Europą, Rosja mogłaby sprzedawać więcej uzbrojenia jej rywalowi.

"Rosyjskie elity działają we własnym interesie"

Publicystka przytacza opinię jednej z armeńskich polityków, którego zdaniem zrzeszając się z Rosją, Armenia pozostanie krajem oligarchów i monopolistów. "Jak Rosja".

Anne Applebaum podsumowuje, że z drugiej strony, w interesie samej Rosji byłoby posiadanie sąsiadów z kontaktami z krajami o szybko rosnących gospodarkach, dostępem do zachodnich rynków i - co się z tym wiąże - bardziej zamożnymi konsumentami, którzy kupowaliby rosyjskie produkty.

Wyjaśnienie tej sytuacji, według dziennikarki, jest po prostu smutne: rządząca Rosją elita, na czele z Putinem, nie działa w interesie Rosji. "Rosyjskie elity działają we własnym interesie. I w tym momencie są przekonane, że nacjonalizm gospodarczy i używanie neoimperialnego języka da im poparcie i prywatny zysk. Zastanawiam się tylko, jak długo reszta Rosjan będzie to znosiła" - pisze Applebaum.

Cały jej komentarz do przeczytania na stronie internetowej "Washington Post".

Anne Applebaum jest laureatką Nagrody Pulitzera, żoną polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

DOSTĘP PREMIUM