Krym pięć lat po rosyjskiej aneksji. "Dla Europy i świata półwysep ma znaczenie nie tylko symboliczne, ale i zwrotne"

Błyskawicznie zorganizowane i przeprowadzone referendum, spektakularny podpis Władimira Putina i zdumienie świata. Pięć lat temu Rosja zajęła Krym, co spotkało się wówczas z falą potępienia. Co zostało z niego dziś?
Zobacz wideo

Pięć lat temu, jak głosiły oficjalne wyniki, przeważająca większość mieszkańców Krymu poparła przynależność do Rosji. Jednak, jak podkreśla dziennikarka TOK FM Agnieszka Lichnerowicz, trudno jest traktować poważnie rezultaty plebiscytu, który został przeprowadzony pod lufami "zielonych ludzików", którego część mieszkańców bardzo się bała, i wreszcie przed którym nie było miejsca na zwyczajną debatę. - Ja z tamtych dni najbardziej pamiętam emocje. Strach Tatarów Krymskich, strach tych, którzy chcieli chodzić po ulicach z niebiesko-żółtymi ukraińskimi flagami. Radość i nadzieję tych, którzy popierali przyłączenie Krymu do Rosji. A wreszcie histerię, która wynikała z krążących po półwyspie nieprawdopodobnych historii o banderowcach kryjących się w krzakach i wspomagających ich polskich snajperkach - wspominała. Dwa dni po referendum Władimir Putin podpisał akt aneksji Krymu przez Rosję. 

Aneksja Krymu - symbol i zwrot

Agnieszka Lichnerowicz przyznaje, że dla Europy czy szerzej społeczności międzynarodowej, w tym także dla Polski, Krym ma znaczenie symboliczne, ale i zwrotne. - Rosja nie tylko pogwałciła prawo międzynarodowe i pewien porządek, który zapanował po zakończeniu zimnej wojny. Można tu też wskazać na początek nowej, bardziej imperialnej polityki rosyjskiej - podkreśla dziennikarka. Aneksja Krymu obróciła w niebyt nadzieje na zbliżenie Europy i Rosji. - Jest obawa przed rosyjskimi atakami na wybory, rosyjskimi trollami, rosyjskimi fake newsami, a na Litwie, Łotwie czy Estonii, a także w Polsce wręcz obawa przed militarną agresją - przyznaje dziennikarka TOK FM.

Wobec Rosji wciąż utrzymywane są unijne sankcje. - Ale to zawsze jest batalia i istnieje obawa, że jakiś kraj, który jest bliżej Rosji, jak Włochy czy Węgry, nie zdecyduje się tych sankcji poprzeć - przyznaje Agnieszka Lichnerowicz. Opinie co do skuteczności tego rodzaju represji są podzielone. - Niektórzy mówią, że sankcje są bezzębne, bo nie zmieniły polityki Rosji. Inni przekonują, że uderzyły w Rosję, a więc i w zwykłych Rosjan, oraz ograniczyły możliwości podróżowania czy operowania rosyjskich urzędników na kontynencie europejskim - wylicza dziennikarka.

Po pięciu latach od aneksji Krym jest de facto rosyjski, choć jego zajęcia nie uznaje żadne państwo europejskie. Ukraina z kolei uznaje je za swoje terytorium - takie, nad którym nie ma kontroli. 

Ukraina: Sytuacja na Krymie jest zła i wciąż się pogarsza

O tym, że życie na półwyspie jest coraz trudniejsze, mówił w czasie piątkowego spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Serhij Kislica. - Federacja Rosyjska chwali się postępem gospodarczym i społecznym na Krymie, ale jak dotąd odmówiła dostępu na półwysep Misji monitoringowej ONZ ds. praw człowieka na Ukrainie. Jawi się proste pytanie: jeśli sytuacja jest tak dobra, dlaczego ktoś odmawiałby jej weryfikacji przez ONZ - wskazywał. 

Stwierdził, że gdyby nie państwo-agresor z prawem weta, na okupowanym terytorium znalazłyby się siły pokojowe ONZ. Słuchaczy przekonywał, że taka agresja ze strony Rosji może się powtórzyć wobec innego państwa należącego do ONZ, jeśli Rada Bezpieczeństwa nie będzie działać bezkompromisowo. Dziwił się też, dlaczego ponad 10 tys. zabitych na Ukrainie nie wystarcza ONZ do dokonania wyboru między wartościami a "cennym" wkładem finansowym Rosji do jej budżetu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM