Utrecht. "Wszyscy są przerażeni. Nie ma dzielnicy, która byłaby bezpieczna" - relacjonowała studentka z Polski

- Utrecht jest malutki. Na rowerze w 20 minut można się dostać na drugi koniec miasta. Jeśli napastnikom rzeczywiście udało się uciec, to mogą być wszędzie. Dlatego wszyscy są przerażeni, nie ma takiej dzielnicy, która byłaby bezpieczna - mówi w TOK FM Martyna Turska, Polka studiująca w Utrechcie. W tym holenderskim mieście doszło dziś do strzelanin.

Szef holenderskiej agencji do walki z terroryzmem poinformował kilkadziesiąt minut temu, że w Utrechcie w kilku miejscach doszło do strzelanin. Początkowo informowano, że do ataku doszło tylko w tramwaju. Napastnik, który otworzył ogień w pojeździe, wciąż jest na wolności. Policja poinformowała, że poszukiwany jest urodzony w Turcji Gökman Tanis. Służby ostrzegają, by nie zbliżać się 37-latka.

Utrecht. Po strzelaninie najwyższy stopień zagrożenia

- Przeczytałam, ale nie wiem, czy to prawda, że podobno dwie osoby strzelały. Udało im się uciec. Utrecht jest malutki. Na rowerze w 20 minut można się dostać na drugi koniec miasta. Dlatego to jest przerażające, że jeśli rzeczywiście udało im się (napastnikom) uciec, to mogą być wszędzie, jakkolwiek się poruszali. Dlatego wszyscy są przerażeni, nie ma takiej dzielnicy, która byłaby bezpieczna - mówi Martyna Turska w rozmowie z TOK FM. Utrecht jest czwartym co do wielkości miastem Holandii. Mieszka tam ponad 320 tysięcy ludzi.

Studentka z Polski wracała z uczelni do domu, kiedy doszło do ataków. Jak mówi, zwróciła uwagę, że nad miastem krąży dużo helikopterów. Ale dopiero po powrocie do domu dowiedziała się, co się stało. Między innymi dlatego, że dzwonili do niej bliscy, z pytaniem, czy nic jej nie jest.

W związku z atakiem w prowincji Utrecht władze wprowadziły najwyższy stopień zagrożenia terrorystycznego. Poziom zagrożenia został podniesiony w szkołach, meczetach, a także w transporcie miejskim. Oznacza to, że osoby przebywające w tych miejscach nie powinny opuszczać budynków. Dotyczy to także uczelni wyższych. - Dostałam telefon od koordynatora mojego programu na uniwersytecie, że była strzelanina w centrum miasta, że mam zostać w domu, nie wychodzić. Z tego, co wiem, zamknęli wszystkie sale wykładowe, bibliotekę, nie wypuszczają studentów na ulice - relacjonuje z Utrechtu Martyna Turska.

DOSTĘP PREMIUM