Brexit. Jan Truszczyński wskazuje na 12 kwietnia. I tłumaczy, dlaczego pozostanie Wielkiej Brytanii w Unii nie musiałoby być dobre

- Najprawdopodobniej po 12 kwietnia nie będziemy mieć Brytyjczyków w gronie członków Unii Europejskiej - uważa Jan Truszczyński, były wiceminister spraw zagranicznych, były ambasador przy UE i główny negocjator polskiego członkostwa we Wspólnocie.
Zobacz wideo

Rada Europejska zgodziła się, że nowym terminem domyślnego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie 12 kwietnia. Taka data obowiązywałaby w przypadku braku przyjęcia przez Izbę Gmin porozumienia ws. warunków wyjścia ze Wspólnoty do końca przyszłego tygodnia. Władze w Londynie musiałyby się wówczas zdecydować na bezumowne wyjście z UE lub złożenie nowego wniosku o długoterminowe przedłużenie procesu, zobowiązując się jednak do udziału w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego i znalezienia nowego modelu relacji, np. zakładającego pozostanie w unii celnej i wspólnym rynku.

Jeśli jednak Izba Gmin poprze przed końcem marca proponowane porozumienie - pomimo odmowy w dwóch poprzednich głosowaniach - to data opuszczenia Wspólnoty zostałaby zmieniona na 22 maja. Takie przedłużenie miałoby jednak wyłącznie charakter techniczny, pozwalając obu stronom na dopełnienie procesu ratyfikacji umowy oraz przyjęcie niezbędnego ustawodawstwa.

Kiedy brexit? Jan Truszczyński obstawia 12 kwietnia

Jednak zdaniem Jana Truszczyńskiego, datą brexitu będzie 12 kwietnia. Były ambasador Polski przy Unii Europejskiej, który był gościem Pierwszego Śniadania w TOK-u, przyznał, że brytyjska klasa polityczna nie dorosła do zadania wyprowadzenia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty, które powierzyło jej społeczeństwo. - Prawie 52 proc. Brytyjczyków opowiedziało się w referendum za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE. Klasa polityczna nie zdołała przetworzyć tego w zestaw praktycznych posunięć - mówił.

Wciąż na stole pozostaje opcja rezygnacji z brexitu, którą Wielkiej Brytanii przyznał Trybunał Sprawiedliwości UE. Premier Theresa May oraz liderzy obu największych partii politycznych wielokrotnie wykluczali poparcie dla tego rozwiązania, jednak do wczorajszego wieczoru ponad dwa miliony osób podpisało petycję wzywającą rząd do takiej decyzji. Jan Truszczyński prawdopodobieństwo brexitu na dziś ocenia na 99 proc. - Społeczeństwo jest podzielone, a linie podziału przebiegają w poprzek partii politycznych. Nie widzieliśmy masy krytycznej na rzecz pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Gdyby dziś zrobić referendum, nie wiadomo, jak rozłożyłyby się procenty - tłumaczył, dodając, że nawet jeśli Brytyjczycy zdecydowaliby się pozostać we Wspólnocie, źle by to rokowało dla jakości ich członkostwa. 

Unia Europejska po brexicie. "Odcienie szarości z przewagą białego"

A to, jak podkreślał Truszczyński, od zawsze było problematyczne. Dlatego dziś, gdy jesteśmy na progu rozwodu Unii i Wielkiej Brytanii, były ambasador przy UE przyznaje, że ma mieszane uczucia. - Z jednej strony żal. 46 lat ten kraj i jego obywatele uczestniczyli w naszych wspólnym przedsięwzięciu - wskazywał. Ale z drugiej strony wspominał swoje ostatnie lata pracy w Brukseli. - Nie pracowałem na pierwszej linii frontu, zajmowałem się edukacją czy kulturą, czyli dziedzinami, w których ster trzymają państwa członkowskie, a instytucje unijne tylko je wspomagają w działaniu. Ale nawet w tych dziedzinach Brytyjczycy raczej przysparzali trudności pozostałym, niż pomagali popychać wspólny wózek - przyznał.

Wielka Brytania w wielu dziedzinach była odrębnym bytem w obrębie Wspólnoty - wynegocjowała sobie rabat w składce członkowskiej, pozostawała poza strefą Schengen czy poza wspólną strefą walutową. W związku z tym - jak przyznawał Truszczyński - wypracowywanie wspólnych rozwiązań niejednokrotnie było utrudnione właśnie ze względu na postawę Brytyjczyków. - Ale z drugiej strony jest to jedna z trzech największych gospodarek w UE, kraj, który wspomagał znaczenie Unii w świecie - podkreślał.

Pytany, jak widzi przyszłość Unii Europejskiej po doświadczeniu brexitu, przyznał, że są to odcienie szarości - choć z przewagą białego. - Kontynuacja, ale bez fajerwerków. Trudno sobie wyobrazić stworzenie politycznej masy krytycznej na rzecz przełomowych dobrych dla obywateli rozwiązań w kluczowych dziedzinach. Nie należy być nadmiernym optymistą, ale nie należy też załamywać rąk i twierdzić, że zbliżamy się ku końcowi, na to za wcześnie. Nic się nie powinno zawalić, Unia nie zacznie się rozpadać - deklarował. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM