Ekspert: Irańczycy nie chcą, żeby Amerykanie poczuli, że spotkało ich drugie Pearl Harbor czy 11 września

Wewnątrz elity irańskiej panują napięcia i brak konsensusu, jak eskalować napięcie ze Stanami Zjednoczonymi - stwierdził w audycji TOK FM dr Łukasz Fyderek, ekspert od Bliskiego i Dalekiego Wschodu.
Zobacz wideo

Prezydent USA Donald Trump potwierdził w piątek, że dzień wcześniej siły amerykańskie były już gotowe do ataku odwetowego przeciwko Iranowi, ale wstrzymał operację na 10 minut przed rozpoczęciem.

Trump napisał na Twitterze, że siły USA były gotowe, by "ubiegłej nocy wziąć odwet, (atakując) w trzech różnych miejscach", gdy zapytał "ile (osób) zginie". "150 osób - brzmiała odpowiedź generała. 10 minut przed atakiem zatrzymałem go, to nie jest proporcjonalne wobec zestrzelenia bezzałogowego drona" - tłumaczył.

Wcześniej o tym, że prezydent USA zatwierdził przeprowadzenie ataków na cele w Iranie, ale na wczesnym etapie tej operacji kazał ją odwołać, napisał "New York Times".

Establishment twardogłowych gotowy ponieść koszty

- Dość istotne jest zwrócić uwagę na skalę odpowiedzi. Odpowiedzi amerykańskiej na coś, co wygląda na prowokację irańską. Na narastające napięcia. Widać skalę tej konfrontacji, w której Stany przygotowują się do podobnego ataku w wymiarze militarnym jak ataki karne na Syrię w trakcie prezydentury Trumpa w odpowiedzi na ataki gazowe wykonane przez reżim Bassada. I to jest klucz do zrozumienia sytuacji, w audycji TOK FM przekonywał dr Łukasz Fyderek z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Irańczycy, a przede wszystkim establishment twardogłowych, związany z korpusem strażników rewolucji, są gotowi ponieść koszty takiego uderzenia, zakładając, że Donald Trump nie pójdzie dalej z uwagi na wcześniejsze deklaracje i rok wyborczy w USA. I to jest niebezpieczeństwo, bo twardogłowi w Iranie zakładają, że Amerykanie uderzą, Iran poniesie konsekwencje, ale pokaże też, jak niewiele tak naprawdę Amerykanie potrafią zrobić i Iran długofalowo wygra tę konfrontację. Stany Zjednoczone nie są gotowe do konfrontacji pełnoskalowej z tym mocarstwem. To ryzykowne i niebezpieczne rozumowanie, bo w toku tej eskalacji wiele może się wiele zdarzyć - mówił dalej ekspert od Bliskiego Wschodu. 

"Trump nie chce wojny"

Niebezpieczne między innymi dlatego, że w Stanach, na politycznej prawicy już pojawią się głosy, które zachęcają do wojny, na pełną skalę.

- Trump nie ma ochoty na wojnę, bo prezydentem został wybrany za hasło: Nigdy więcej wojen na Bliskim Wschodzie. Podobnie jak Barack Obama dostrzega, że interwencje na Bliskim Wschodzie przynoszą więcej kosztów niż konsekwencji. Odwracają też uwagę od większych wyzwań, np. takich jak rywalizacja strategiczna z Chinami - twierdzi dr Łukasz Fyderek. Jednocześnie zwrócił uwagę na siły, które dążą do konfrontacji militarnej, a ich twarzą jest polityk John Bolton. - Izrael czy Arabia Saudyjska też są żywo zainteresowane, by powstrzymać dominację regionalną Iranu siłami Stanów Zjednoczonych - wskazał gość TOK FM.

Karolina Głowacka, prowadząca audycję "Analizy", pytała go, czy jest możliwe, że ta historia z poderwaniem myśliwców była pewnego rodzaju teatrem albo elementem negocjacji.

Ekspert stwierdził, że w pewnym sensie to są negocjacje. - Bardzo często w konfliktach dochodzi do tego, że dwie strony ze sobą negocjują, a jak nie potrafią wypracować porozumienia na poziomie dyplomatycznym, to sięgają po środki militarne. Przyczyną głęboką tego, co się dzieje, jest nie Donald Trump, ale wzrost potęgi regionalnej Iranu, który ma bardzo duże wpływy w Libanie, Jemenie, Iraku i Syrii. Przez 15 lat doszło do dominacji Bliskiego Wschodu przez Iran, dzięki jego bardzo mocnemu aparatowi militarnemu i słabości innych krajów w regionie. A ta dominacja niepokoi sojuszników Amerykanów w regionie: Izrael, Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie - tłumaczył naukowiec. 

Napięcia wewnątrz elity irańskiej

Wskazał na dwie możliwe drogi wydarzeń. Skala rozwoju regionalnego Iranu może zostać wynegocjowana w ramach jakiegoś porozumienia między samym Iranem a USA i jej partnerami albo zostanie użyta siła. - W optyce irańskiej zresztą Stany Zjednoczone wypowiedziały już wojnę ekonomiczną Iranowi i irańska gospodarka bardzo ją odczuwa, mimo że irańscy przywódcy twierdzą, że nic się nie dzieje - wszyscy na świecie przestali kupować ropę irańską, mamy potężną inflację, strajki kierowców ciężarówek i nauczycieli - wymieniał ekspert od Iranu. I zwrócił uwagę na niepotwierdzoną informację dotyczącą drona. - Rozkaz zestrzelenia, który trafił do regularnej irańskiej armii, nie został wykonany przez jednostki Obrony Powietrznej, to ta równoległa siła zbrojna Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej odpaliła pocisk, który trafił drona, co pokazuje na napięcia wewnątrz elity irańskiej i brak konsensusu, jak eskalować napięcie ze Stanami Zjednoczonymi. Irańczycy nie chcą, żeby Amerykanie poczuli, że spotkało ich drugie Pearl Harbor czy drugi 11 września - argumentował dr Fyderek. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM