Wyborcy powinni znać stan zdrowia polityków? "Oni zwykle ukrywają choroby, bo boją się utraty władzy"

Stan zdrowia polityków powinien być podawany do publicznej wiadomości? O swoich chorobach w kampanii przed wyborami do PE mówili głośno Joanna Ochojska i Włodzimierz Cimoszewicz. - To honorowa postawa, ale zwykle politycy w tych sprawach kręcą - mówił w TOK FM Adam Krzemiński, dziennikarz "Polityki".
Zobacz wideo

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapewniła w czwartek, że dba o swoje zdrowie. Oświadczyła, że zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na niej spoczywa w związku z pełnioną funkcją. Jedna z najpotężniejszych polityków świata zabrała głos w związku z powtarzającym się drżeniem rąk i całego ciała.

Jak przekonywał Adam Krzemiński z tygodnika "Polityka", w kwestii Merkel media robią "wiele hałasu o nic". - To jest przemęczenie. Choć nie wiemy tego oczywiście do końca. Natomiast pewne jest, że to nie choroba Parkinsona, bo te drgawki mijają – ocenił Krzemiński. Dziennikarz przypomniał, że znany jest moment, kiedy Angela Merkel pierwszy raz zaczęła odczuwać drżenie rąk. - To wybuchło przed ważnym szczytem, trudnymi rozmowami z Władimirem Putinem, Amerykanami i Chińczykami, gdzie kanclerz była atakowana za swoją politykę – podkreślał Krzemiński.

Zdrowie polityka sprawą wagi państwowej

Prowadzący rozmowę Piotr Maślak przypomniał, że - szczególnie w USA – coraz częściej pojawia się postulat, aby wyborcy znali stan zdrowia polityków. Adam Krzemiński zwrócił uwagę, że to stosunkowo nowe zjawisko. - Wynika z bardziej prywatnego traktowania polityki. Nie wiemy, jak się będą dalej toczyć dzieje świata, dlatego bardziej patrzymy na to, kto teraz sprawuje władzę, przez najbliższe cztery lata czy osiem lat - mówił dziennikarz "Polityki".  

Dziennikarz TOK FM przypomniał, że w czasie kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiej, dwoje kandydatów: Janina Ochojska i Włodzimierz Cimoszewicz, poinformowali wyborców, że walczą z chorobą nowotworową. - To honorowe, otwarte i szczere zachowanie. Jednak politycy zwykle kręcą i ukrywają swoje problemy zdrowotne. Przez to, że boją się utraty władzy – ocenił Krzemiński.

Jak dodał, większość polityków cierpi najczęściej na "syndrom pychy". I choć nie jest to - w sensie medycznym - stan chorobowy, to może być groźny. - To takie narcystyczne oszołomienie władzą, dworem, poczuciem wszechmocny, bycia ponad prawem – wyjaśniał dziennikarz. Mówił dalej, że ten stan mija, gdy traci się władzę. - Wtedy patrzy na tych rządzących i mówi: to wariactwo. Ale co wcześniej taki człowiek może napsuć, to bywa groźne. Dlatego potrzebny są środki kontrolne: limit kadencji i trójpodział władzy – podsumowywał Adam Krzemiński z "Polityki".

Problemy z kolanem

Otwarte mówienie o stanie zdrowia i chorobie, jakie zaprezentowali Janina Ochojska i Włodzimierz Cimoszewicz, nie jest u  nas normą. Nawet jeśli dotyczy najważniejszych osób w państwie. Tak było w przypadku Jarosława Kaczyńskiego. Prezes Prawa i Sprawiedliwości, w pierwszej połowie ubiegłego roku, przestał pojawiać się w Sejmie. Potem zaczęły pojawiać się informacje, że Kaczyński jest chory. Tabloidy publikowały zdjęcia znanych polityków obozu rządzącego, którzy przyjeżdżali do szpitala, w którym przebywał prezes PiS-u. Ale oficjalnie politycy PiS nie do końca chcieli rozmawiać o zdrowiu swojego szefa.

Po kilku tygodniach głos zabrał sam Jarosław Kaczyński. - Jak wszyscy wiedzą, mam problem z nogą, z kolanem, i to jedyne moje poważne schorzenie. Miałem ostre zakażenie kolana, niebezpieczną bakterią, stąd to błyskawiczne przyjęcie do szpitala. To się może zdarzyć każdemu i każdy by został przyjęty w takim trybie - mówił w rozmowie z tygodnikiem "Sieci". Szef PiS przez jakiś czas poruszał się z pomocą kuli. 

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM