Po strzelaninach w USA. Złego człowieka z bronią powstrzyma tylko dobry człowiek z bronią? "Lobby, które ma pieniądze, od lat blokuje zmiany"

- Teksas to stan republikański. Tam po każdej strzelaninie władze starają się poszerzyć dostęp do broni w celu ochrony obywateli. To ma zagwarantować bezpieczeństwo - mówił dziennikarz Piotr Orłowski, komentując tragiczny weekend w USA. W dwóch strzelaninach, z których do jednej doszło właśnie w Teksasie, zginęło 29 osób.
Zobacz wideo

W El Paso w Teksasie 21-latek strzelał do klientów supermarketu, zabił 20 osób, 26 ranił. Został oskarżony o morderstwo, grozi mu kara śmierci. Zanim zaatakował, opublikował na jednym z portali społecznościowych rasistowski manifest. Wcześniej, w nocy z soboty na niedzielę 24-letni mężczyzna wyszedł na ulicę i zaczął strzelać do przechodniów w Dayton w stanie Ohio. Zabił dziewięć osób, ranił prawie 30. Wśród ofiar śmiertelnych jest siostra napastnika, który został zneutralizowany przez policjantów.

W ostatnich dniach w Stanach Zjednoczonych doszło do jeszcze dwóch innych strzelanin. We wtorek dwie osoby zginęły od strzałów w supermarkecie w stanie Missisipi. Kilka dni wcześniej 19-latek otworzył ogień podczas lokalnego festiwalu na północy Kalifornii - zabił trzy osoby.

Od początku lat osiemdziesiątych w Ameryce doszło do około stu masowych strzelanin, w których zginęły co najmniej trzy osoby. W związku z tym Demokraci nawołują do ograniczenia dostępu do broni. Prawica się temu sprzeciwia, tłumacząc, że tylko dobry człowiek z bronią może powstrzymać złego człowieka z bronią.

"Złego człowieka z bronią powstrzyma tylko dobry człowiek z bronią?"

O tym, że taka sytuacja trwa w USA od lat, mówił w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u Piotr Orłowski, dziennikarz "Polskiego Radia Chicago". - Przed rokiem, po strzelaninie w szkole w Parkland na Florydzie, w której zginęło 17 osób, a 17 odniosło obrażenia, organizowano protesty. Młodzież, która brała udział w tych wydarzeniach, jeździła po Stanach Zjednoczonych, była m.in. w Chicago. Nawoływała, żeby Amerykanie stanęli razem w celu zaostrzenia przepisów, które pozwolą przynajmniej ograniczyć posiadanie broni. Ale to wszystko ucichło. Podejrzewam, że teraz będzie bardzo podobnie - mówił dziennikarz. 

Zwracał uwagę, że w Teksasie w ostatnich latach doszło m.in. do strzelaniny w kościele w Sutherland Springs w 2017 roku. Zginęło wtedy 26 osób, a 20 zostało rannych. W 2012 roku, z kolei, napastnik wtargnął do szkoły. - Teksas to stan republikański. Tam po każdej strzelaninie władze starają się poszerzyć dostęp do broni w celu ochrony obywateli. To ma zagwarantować bezpieczeństwo. "Chrońmy nasze rodziny" - mówił Donald Trump w kwietniu tego roku - przypominał Piotr Orłowski.

Słowa te padły przy okazji spotkania z przedstawicielami National Rifle Association, potężnego lobby działającego na rzecz dostępu do broni i niezmieniania prawa, które - jak podkreślają jego członkowie - gwarantuje im druga poprawka, wprowadzona do Konstytucji w 1791 roku. - To lobby od lat blokuje jakiekolwiek zmiany i ma wielkie pieniądze. Prezydent w przeddzień kampanii wyborczej zapewniał, że jest z nimi, gratulował im patriotyzmu, prosił o zagłosowanie w najbliższych wyborach. Zapewniał, że członkowie tego stowarzyszenia są bliscy jego sercu - wyliczał Orłowski.

Zestawił to z tym, co Donald Trump pisał na Twitterze w ciągu kilku godzin po informacjach o weekendowych strzelaninach. Wspominał o tym, że jest myślami z rodzinami ofiar, że strzelanina była aktem tchórzostwa, że nie ma powodu usprawiedliwiającego strzelanie do niewinnych ludzi. Zapowiedział również opuszczenie flag do połowy masztu. Ale nie padły żadne słowa, które zwiastowałyby plany zmiany przepisów regulujących dostęp do broni. Również w wypowiedzi, której udzielił dziennikarzom, nie było o tym słowa. - Nie ma miejsca na nienawiść w naszym kraju, zajmiemy się tym. Musimy to zatrzymać. To dzieje się w naszym kraju od lat i musimy to zatrzymać - mówił.  

- Zwolennikiem zaostrzenia przepisów i wyeliminowania osób, które mogą mieć np. zaburzenia psychiczne, chciał Barack Obama, ale on też nic nie wskórał - wspominał Piotr Orłowski. On sam mieszka w Chicago, mieście głosującym na Demokratów, z którego Obama startował do wyścigu o prezydenturę. W związku z tym "Trump się tu nawet nie pojawia". - Chicago słynie z wielkiej przestępczości z użyciem broni, 600 osób rocznie ginie tu w strzelaninach - mówił. 

Dziennikarz opowiadał również o sytuacjach z życia, związanych z bronią, których doświadczył na własnej skórze. Pobierz Aplikację TOK FM i posłuchaj sprytnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM