Dlaczego Trump chciał kupić Grenlandię? Posiada surowiec, bez którego nie będzie pasty do zębów

- Grenlandia jest niewątpliwie wielką szansą dla rozwoju gospodarczego, ale nie liczyłbym zysków w obliczu katastrofy ekologicznej, która dzieje się na tej wyspie - mówił w TOK FM dr hab. Mateusz Strzelecki. Jak dodał, tylko w tym sezonie stopnieniu ma ulec 440 mld ton lodu! Co to oznacza dla świata?
Zobacz wideo

Kojarząca się z krainą lodu i mrozu Grenlandia to łakomy kąsek dla państwowych przywódców. Ostatnio kupnem wyspy zainteresował się prezydent Stanów Zjednoczonych. Donald Trump odwołał nawet zaplanowaną wizytę w Danii po tym, jak władze tego kraju wykluczyły możliwość owej transakcji (Grenlandia to autonomiczna część Królestwa Danii).

- Żyjemy w czasach potężnego wyścigu o Arktykę. Co jakiś czas pojawiają się doniesienia o działalności Rosji lub o coraz większej aktywności chińskiej. Z kolei Zachód, a w szczególności Stany Zjednoczone przespały tę sprawę - mówił w TOK FM dr hab. Mateusz Strzelecki, kierownik Stacji Polarnej Uniwersytetu Wrocławskiego im. Stanisława Baranowskiego na Spitsbergenie.

"Grenlandia jest bezcenna"

Dopytywany, ile Grenlandia może być warta, ekspert przyznał krótko: "Ja bym powiedział, że jest bezcenna". Jak dodał, wyspa ta jest prawdziwym skarbcem metali ziem rzadkich bardzo potrzebnych do współczesnego przemysłu. - Nie mówiąc już o ropie, gazie, diamentach czy złocie, które znajdowały się pod lądolodem. To są bardzo bogate złoża - powiedział gość TOK FM.

Kolejny surowiec, który - zdaniem eksperta - mógł skusić administrację Trumpa do zakupu wyspy to... piasek.

- Grenlandia być może będzie naszym remedium na wielki kryzys piasku, który jest na świecie - wskazał Strzelecki. - Dziś piasku brakuje w Chinach, Wietnamie, Singapurze, Kaliforni, a nawet w pustynnych krajach, takich jak Arabia Saudyjska - dodał.

Posłuchaj rozmowy z ekspertem w Aplikacji TOK FM

Piasek, jak mówił gość TOK FM, jest niezwykle cennym surowcem potrzebnym chociażby w budownictwie. - A także w produkcji takich prozaicznych spraw, jak pasta do zębów, szkło, panele słoneczne. Do tego wszystkiego potrzeba piasku. Głód na piasek jest niewyobrażalny - podkreślał.

Zdaniem Strzeleckiego, szacuje się, że zapotrzebowanie na ten właśnie surowiec w najbliższych latach wzrośnie kilkunastokrotnie. W związku z tym, państwowi przywódcy intensywnie poszukują miejsc, gdzie będą mogli go wydobywać. Obecnie - jak mówił - pozyskiwanie piasku w wielu miejscach na świecie odbywa się w sposób "niezwykle łupieżczy i łamiący wszelkie procedury". - Na Grenlandii piasku dostarcza wycofujący się lądolód. I można go uzyskiwać w sposób nie tak inwazyjny, jak w innych środowiskach. Więc to właśnie piasek może być nowym złotem Grenlandii - podsumował Strzelecki.

"Jeśli stopi się lądolód, poziom mórz wzrośnie o 7 metrów"

Na przestrzeni ostatnich lat na Grenlandii zaszły daleko idące zmiany. Rozwinął się ruch turystyczny, pojawiło się coraz więcej inwestycji infrastrukturalnych: budowane są nowe dzielnice, nowe porty czy nowe lotniska. - Po części wynika to właśnie z wzrostu zasobności Grenlandii dzięki sprzedaży surowców - powiedział Strzelecki. I zaznaczył, że jako geograf patrzy na te zmiany z daleko idącym niepokojem.  

Działalność człowieka - jak mówił - wywołuje nieodwracalne zmiany w ekosystemie wyspy i wbija dodatkowy gwóźdź do katastrofy klimatycznej, która i tak odcisnęła już na Grenlandii swoje piętno.

- Grenlandia jest niewątpliwie wielką szansą dla rozwoju gospodarczego, ale nie liczyłbym zysków w obliczu katastrofy ekologicznej, która dzieje się na tej wyspie - przestrzegał dr Strzelecki. Jak dodał, zmiany na wyspie wpływają nie tylko na tamtejszą ludność, ale na cały świat. - Jeśli stopiłby się lądolód grenlandzki, to mówimy o wzroście poziomu morza aż o siedem metrów - mówił.

"To są prawdziwe arktyczne potwory"

Jak dodał, tylko w tym sezonie, przy okazji rekordowo ciepłego lata na Grenlandii odnotowano też rekordowy poziom ablacji, czyli topnienia lądolodu. - Mówimy o ilości 440 mld ton lodu. Tyle w tym sezonie letnim wytopi się z Grenlandii. To około milimetr wzrostu światowego poziomu morza, co jest bardzo dużo - przekonywał rozmówca Przemysława Iwańczyka.

Dużym problemem związanym z katastrofą klimatyczną są fale tsunami. Te, które występują na Grenlandii - w przeciwieństwie do tych znanych na przykład z Tajlandii - nie są wywoływane przez trzęsienia ziemi i erupcje wulkaniczne, ale - jak wyjaśniał Strzelecki - przez potężne osuwiska, które schodzą z potężnych masywów górskich do wąskich cieśnin.

- Te osuwiska powstają przez tajanie [rozmarzanie - red.] wieloletniej zmarzliny. Powstają fale, które są naprawdę masywne. To są prawdziwe arktyczne potwory - tłumaczył nasz gość.

Cała Arktyka, jak dodał, reaguje na ocieplenie klimatu w sposób bardzo gwałtowny, trudny do przewidzenia i stanowiący zagrożenie dla całej planety.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM