Burmistrz Londynu Sadiq Khan o twardym brexicie: tu nie ma zwycięzców

Sadiq Khan gościł w Polsce z okazji uroczystości poświęconych 80. rocznicy II wojny światowej. Z burmistrzem Londynu rozmawiał w TOK FM Maciej Zakrocki.
Zobacz wideo

Maciej Zakrocki: Jakie uczucia, wspomnienia, wnioski zabiera pan do domu z wizyty w Polsce z Gdańska, Warszawy?

Sadiq Khan: Fantastyczne było przyjęcie przez kolegów w Gdańsku i w Warszawie - ale też w pociągu z Gdańska do Warszawy. Jest dla mnie jasne, że w Polsce jest wielu ludzi, którzy lubią Londyn, kochają Londyn. Wielu z nich było już w Londynie albo chce tam przyjechać. Jasne jest, że zarówno Polacy, jak i londyńczycy, i obywatele Wielkiej Brytanii to Europejczycy. Upamiętniliśmy 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, która rozpoczęła się w Polsce. Ludzie zapominają, że pierwsze pociski wystrzelili Niemcy, naziści, na Westerplatte 80 lat temu.

To doprowadziło do tego, że 85 milionów ludzi, a nawet więcej, straciło życie. Pokonaliśmy faszyzm i nazizm, pracując wspólnie. Jest dla mnie jasne, że musimy sobie zdać sprawę z tego, że żeby odpowiedzieć na niektóre z wielkich wyzwań XXI wieku, musimy współpracować.

Tak na marginesie, pojawiły się komentarze, że to dziwne, że Polacy świętują dzień tragiczny, a nie koniec wojny, który jest dniem radości. Co pan o tym myśli?

Nie widzę problemu ze świętowaniem. Faktem jest - i to mówi mi historia - że 80 lat temu było wielu bohaterów z Polski, wiele kobiet i dzieci, którzy walczyli z nazizmem i powinniśmy to upamiętnić. Myślę, że upamiętniamy też konsekwencje tych strzałów i następnych sześciu lat, podczas których miliony ludzi straciły życie. Ale też to, że po tym, jak skończyła się druga wojna światowa, powstała Unia Europejska, powstało NATO. Kto by pomyślał 70 lat temu, że będziemy mieli sytuację, w której przez ten czas nie było wojny światowej, nie było takiego konfliktu w kontynentalnej Europie? Jednym z powodów jest istnienie tych multilateralnych organizacji. Myślę, że musimy upamiętniać to, kiedy dzieją się złe rzeczy, które czasem prowadzą do dobrych rzeczy - takich jak powstanie Unii Europejskiej, NATO, ale też lepszej współpracy w Europie.

A jak odnosi się pan do decyzji premiera, zatwierdzonej prze królową, o zawieszeniu prac parlamentu? Wywołała ona wiele politycznego chaosu, mnóstwo ludzi wyszło na na ulice Londynu.

Kiedy spotykam ludzi na całym świecie, jedną z rzeczy, na którą patrzą z zazdrością, jest brytyjska demokracja. Izby naszego parlamentu postrzegamy jako "matkę wszystkich parlamentów". A teraz mamy brytyjskiego premiera, który ewidentnie odrzuca parlament, zamyka go na 5 tygodni, bo niepokoi się o to, że deputowani mogą przyglądać się jego polityce i że mogą ją poprawiać. Boi się mechanizmu kontroli, który zapewniają deputowani. To oburzająca decyzja i myślę, że to równia pochyła. To umieszcza nas, jako kraj, wśród państw, których demokratyczne notowania nie są zbyt dobre. I dlatego widzimy protesty w całym kraju. Uważam, że lider nie powinien obawiać się tego, że ktoś mu się przygląda. Lider nie powinien bać się sporów, debaty, dyskusji. Jedną ze wspaniałych cech kwitnących demokracji jest system kontroli. Wierzę w podział władz: władza wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza często zapewniają taką kontrolę. W dobrze rozwijającej się demokracji to zdrowe tarcia.

Ale czy ta decyzja premiera jest zgodna z prawem?

To jest sprawdzane w sądzie. Mamy władzę wykonawczą, czyli premiera, mówiącego: "boję się, że władza ustawodawcza zmieni moją politykę", więc sprawdzamy to w sądzie. Niezależnie od tego, jest kilka innych rzeczy. Pierwsza: decyzja egzekutywy, premiera, jest podważana w sądzie. Po drugie: deputowani, czyli władza ustawodawcza, spróbują w tym tygodniu w parlamencie zakwestionować tę decyzję, przedstawiając uchwałę, która ma być próbą powstrzymania go przed opuszczeniem Unii Europejskiej bez umowy 31 października. Po trzecie, Brytyjczycy protestują, także próbując wywrzeć na niego presję demonstracjami, protestami i petycjami. To wszystko ważne narzędzia w repertuarze demokracji.

Czy na tym etapie jedyną opcją jest zatrzymanie brexitu bez umowy czy brexitu w ogóle?

Mój pogląd jest taki, że skoro to, co zaoferował nam brytyjski rząd, leży milion mil od tego, o czym mówili  zwolennicy brexitu w 2016 roku, brytyjska opinia publiczna powinna dostać ostatnie słowo, jeśli chodzi o zaakceptowanie warunków, na jakich rząd chce wyjść z Unii Europejskiej - z opcją pozostania w Unii Europejskiej. To moja opinia. Jeśli nie możemy tego dostać, to powinniśmy pomyśleć o przeprowadzeniu wyborów, w których Brytyjczycy będą mieli wybór pomiędzy głosowaniem na partię opowiadającą się za pozostaniem w Unii, a ponownym wsparciem konserwatystów, którzy są za brexitem. To, o czym nikt nie mówił podczas kampanii brexitowej w 2016 roku - nikt, nawet brexitowcy - to wyjście z Unii bez żadnej umowy. Myślę, że to będzie katastrofalne. Złe dla rynku pracy w moim kraju, złe dla wzrostu gospodarczego w moim kraju, złe dla powodzenia mojego kraju. Jeśli chodzi o brexit bez umowy, to tutaj nie ma wygranych.

Drugiego referendum czy nowych wyborów nie da się zrobić przed 31 października …

To dlatego w tym tygodniu widzimy współpracę deputowanych z różnych partii - i to niezwykłe. Mamy polityków laburzystów, konserwatystów, liberałów, Zielonych, szkockich nacjonalistów, walijskiej Plaid Cymru, którzy pracują razem, by spróbować doprowadzić do głosowania, które uchroni nas przed brexitem bez umowy. To bardzo ważne - i to jeden z powodów, dla których premier tak się boi i zamyka parlament.

Jaka będzie sytuacja Polaków na Wyspach i oczywiście w Londynie po brexicie bez umowy?

Jednym z powodów, dla którego uważam że Londyn jest najwspanialszym miastem na świecie - z całym szacunkiem dla przyjaciół na całym świecie - to wkład, jaki przynoszą ci, którzy przybywają do naszego miasta - w tym Polacy. Swoją drogą - to też londyńczycy, polskiego pochodzenia. W Londynie jest ich około 200 tysięcy. Robię co mogę, by ich uspokajać - uruchomiliśmy nową stronę ratusza, na której można szukać porad. Zatrudniłem też ludzi, którzy docierają do tych społeczności, pomagają im ubiegać się o bezpieczny status, zarejestrować się. Londyn przez ponad tysiąc lat był otwartym miastem, pluralistycznym - i to, co powtarzam, to trzy bardzo ważne słowa: Londyn jest otwarty.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM