Sroczyński pyta prof. Lewickiego o zaufanie do Trumpa i "daleko posuniętą chamówę" pani ambasador. "Mogę zrozumieć powody"

Wiele państw i środowisk potępiła Donalda Trumpa za jego decyzję ws. Kurdów i ofensywy tureckich wojsk na Rożawę. - Moralnie to nie do obrony, ale politycznie da się wytłumaczyć - mówił w TOK FM prof. Zbigniew Lewicki.
Zobacz wideo

Na początku października Turcja i sprzymierzeni z jej siłami syryjscy bojownicy rozpoczęli w północno-wschodniej Syrii zbrojną ofensywę o kryptonimie "Źródło Pokoju", której deklarowanym celem jest wyparcie bojowników kurdyjskiej milicji YPG z przygranicznego pasa na środkowym odcinku granicy turecko-syryjskiej i utworzenie tam "strefy bezpieczeństwa", do której Ankara zamierza przesiedlić syryjskich uchodźców znajdujących się obecnie w Turcji. Ofensywa ruszyła po ogłoszeniu przez prezydenta Donalda Trumpa decyzji o wycofaniu żołnierzy amerykańskich z północnej Syrii. Kurdowie, gdy Waszyngton nie zareagował na ich wezwania o pomoc i zamknięcie przestrzeni powietrznej na Syrią dla tureckiego lotnictwa, zawarli porozumienie z rządem Syrii, który wysłał im na pomoc regularną armię. Turecka ofensywa na kurdyjską Rożawę wywołała falę protestów na całym świecie, w tym w Polsce. 

Politycznie "do obrony"

Grzegorz Sroczyński pytał profesora Zbigniewa Lewickiego o to, jak odbiera "wystawienie do wiatru" Kurdów przez Donalda Trumpa. Przewodniczący Rady Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych odparł, że choć moralnie decyzje Trumpa w tej sprawie są nie do obrony, to da się je jednak wytłumaczyć politycznie. - Ze względów militarnych i politycznych w interesie USA nie leży wspieranie Kurdów w konflikcie z państwem członkiem NATO. Donald Trump podjął decyzję, że lepiej nie antagonizować stosunków z tak ważnym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Szczególnie, że jego lojalność jest wątpliwa, a ostatnio zacieśniły się jego stosunki z Rosją - ocenił prof. Lewicki.

Sroczyński odpierał ten argument i podkreślał, że to właśnie bezpośrednio wycofanie amerykańskich wojsk spowodowało turecki atak. Prof. Lewicki był innego zdania. - Turcja tak czy owak uderzałaby na Kurdów. Staraliby się ominąć Amerykanów, a jeśli byłyby jakieś przypadkowe ofiary, to by przeprosili - wyjaśnił profesor i podkreślił, że warto zadać sobie pytanie, czy faktycznie w XXI wieku to "USA mają wszędzie naprawiać świat".

A co z danym słowem?

W tym miejscu Sroczyński znów oponował. Dziennikarz TOK FM stwierdził, że jeśli Stany Zjednoczone mają ambicję przewodzenia światu, to muszą dotrzymywać danego słowa. - Obiecali sojusznikowi, Kurdom, że będzie ich chronić w zamian za pomoc w walce z terroryzmem. A teraz łamią to słowo. To może dać innym sojusznikom do myślenia - powiedział Sroczyński.

Prof. Lewicki odparł, że choć rozumie ten argument, to należy jednak rozróżnić zobowiązanie Trumpa wobec Kurdów, od na przykład sojuszu z Polską. - To innego rodzaju wsparcie. Moralne wobec narodu kurdyjskiego, a polityczny sojusz państwo-państwo w ramach NATO. Powtórzę, nie potrafię moralnie bronić decyzji Donalda Trump, ale mogę zrozumieć powody - mówił ekspert. W tym kontekście przypomniał słowa ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, która krytykowała Europę za potępianie decyzji USA. - Pani ambasador argumentowała, że skoro Europie to się tak nie podoba, to dlaczego nie wyśle swoich wojsk do zaprowadzania pokoju w różnych miejscach świata. Taka postawa państw europejskich też nie jest w porządku. Krytykują Trumpa, a sami powstrzymują się od rzeczywistego zaangażowania - podkreślał gość TOK FM.

Jaki powinien być ambasador?

Sroczyński pytał też prof. Lewickiego właśnie o styl pracy pani ambasador Mosbacher. - Napisała list, w którym domagała się od ministra odstąpienia od przepisów, które miały zamknąć polski rynek dla firmy Uber. Tam pojawiły się jakieś dopiski, że opodatkowanie amerykańskich korporacji to był duży błąd. Czy to nie jest jakaś daleko posunięta chamówa? Czy nie powinniśmy dać pani ambasador po łapach? - pytał Sroczyński.

Prof. Lewicki podkreślił, że nie należy używać takich określeń wobec urzędującego ambasadora. - Odcinam się od tego. Ambasador może się posunąć tak daleko, na ile pozwala mu gospodarz. Pani Mosbacher ma sukcesy, a przede wszystkim realne przełożenie na Waszyngton. Telefon od niej odbiorą doradcy Trumpa czy sam prezydent i raczej zrobią to, na czym jej zależy. I jako ambasador używa tego argumentu - mówił gość.

Jak dodawał, trzeba zadać sobie pytanie, czy lepszy jest ambasador bezwolny, który "tylko pełni swoją funkcję", czy taki, który czasami "brutalnie ingeruje, ale zarazem pomaga nam w Waszyngtonie".

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM