Wielka Brytania. Izba Gmin zdecydowała, że nowe wybory odbędą się 12 grudnia

Wielka Brytania będzie miała przyspieszone wybory parlamentarne - opowiedziała się za tym we wczorajszym głosowaniu Izba Gmin. Jeśli jej decyzję potwierdzą Lordowie, to Brytyjczycy pójdą do urn 12 grudnia.
Zobacz wideo

Zgłoszony przez rząd Borisa Johnsona projekt ustawy o przeprowadzeniu przedterminowych wyborów poparło 438 posłów, przeciwnych było zaledwie 20. Formalnie ustawa zostanie skierowana teraz do Izby Lordów, ale wieczorne głosowanie w praktyce przesądza o dacie wyborów. Wcześniej posłowie odrzucili poprawkę opozycyjnej Partii Pracy przyspieszającą proponowaną datę wyborów o trzy dni.

Johnsonowi, który stoi na czele rządu mniejszościowego, wreszcie udało się uzyskać zgodę posłów na nowe wybory. Wcześniej trzykrotnie - po raz ostatni w poniedziałek wieczorem - zgłaszał wniosek o skrócenie kadencji, ale ani razu poparcie dla tego wniosku nie zbliżyło się nawet do wymaganej większości dwóch trzecich.

Tym razem brytyjski premier zastosował inną metodę - rząd zgłosił projekt ustawy o przeprowadzeniu wyborów, co wymagało zwykłej większości, choć niosło za sobą także ryzyko, że posłowie opozycji zgłoszą poprawki do ustawy zasadniczo zmieniające treść.

Tak się faktycznie stało, bo Partia Pracy i Szkocka Partia Narodowa (SNP) chciały rozszerzyć czynne prawo wyborcze na 16- i 17-latków oraz przyznać je obywatelom Unii Europejskiej, którzy mają w Wielkiej Brytanii status osoby osiedlonej. To mogłoby w istotny sposób wpłynąć na wynik, bo obie te grupy w większości zagłosowałyby na opozycję, a nie na Partię Konserwatywną. Rząd dał do zrozumienia nawet, że jeśli ta poprawka zostałaby przyjęta, wycofa cały projekt ustawy. Ostatecznie jednak nie została ona w ogóle dopuszczona do głosowania.

- Klimat niepewności podkopuje zaufanie do polityki. Powstrzymuje ludzi przed podejmowaniem ważnych, codziennych decyzji. Wyniki brytyjskiej gospodarki są, szczerze mówiąc, cudem, biorąc pod uwagę zastój w parlamencie - mówił Johnson, przekonując w czasie debaty nad ustawą do poparcia wcześniejszych wyborów. Zarzucił też opozycji, że wszelkimi sposobami próbuje zatrzymać wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. - Oni nie chcą doprowadzić do brexitu 31 października, 30 listopada czy nawet 31 stycznia. Oni po prostu chcą go odłożyć na zawsze, do 12 nigdy - mówił.

Pewnym paradoksem jest to, że w głosowaniu, w którym potrzeba było zwykłej większości, zgłoszony przez rząd projekt ustawy uzyskał poparcie nawet więcej niż dwóch trzecich całkowitej liczby posłów.

Koniec kadencji 5 listopada

Zakładając, że Izba Lordów nie zgłosi sprzeciwu, będą to pierwsze wybory w Wielkiej Brytanii przeprowadzone w grudniu od 1923 r. Przyjęta przez Izbę Gmin data oznacza, że ostatnim dniem obecnej kadencji będzie 5 listopada, kiedy zbiegiem okoliczności obchodzony jest dzień Guya Fawkesa, upamiętniający nieudaną próbę wysadzenia w powietrze parlamentu w 1605 r. Z kolei nazwisko nowego premiera prawdopodobnie będzie znane w piątek 13 grudnia, co w niektórych komentarzach już wskazywane jest jako zły omen.

Obecne sondaże wskazują, że Partia Konserwatywna powinna wygrać wybory - gdyby było inaczej, Johnson nie dążyłby do ich przeprowadzenia. Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach. Przed rozpisanymi przez jego poprzedniczkę Theresę May przedterminowymi wyborami z czerwca 2017 r. konserwatyści mieli nawet większą przewagę nad laburzystami, lecz wskutek fatalnej kampanii ją roztrwonili i ówczesna premier, zamiast zwiększyć stan posiadania w Izbie Gmin, musiała kierować rządem mniejszościowym.

Po drugie - nie wiadomo, w jakim stopniu grudniowy termin wyborów wpłynie na wyniki. A czynników potencjalnego wpływu jest kilka - wcześnie zapadający zmrok i niepewna pogoda może zniechęcić do głosowania starszych wyborców, którzy częściej popierają konserwatystów. Z kolei na trudne warunki atmosferyczne najbardziej narażone są górzyste obszary Szkocji, czyli bastion SNP.

Mimo wszystko Johnson liczy, że wybory dadzą mu bezwzględną większość w Izbie Gmin, a w konsekwencji możliwość skutecznego rządzenia. To także mogłoby przełamać trwający od wielu miesięcy pat wokół brexitu, bo w obecnej podzielonej Izbie Gmin nie udało się uzyskać poparcia dla żadnego wyjścia z sytuacji. Jeśli konserwatyści faktycznie będą mieli większość, przyjęcie uzgodnionego 17 października porozumienia z Unią Europejską będzie znacznie łatwiejsze.

Mając na uwadze kampanię wyborczą, Johnson jeszcze przed ostatecznym głosowaniem we wtorek wykonał gest, który ma wzmocnić partię - do klubu parlamentarnego konserwatystów przyjęto z powrotem 10 spośród 21 posłów wyrzuconych z niego na początku września za poparcie ustawy uniemożliwiającej wyjście z UE bez umowy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM