Netanjahu z zarzutami. Jego szanse na tekę premiera maleją

Prezydent Izraela Re'uwen Riwlin polecił w czwartek parlamentowi wskazanie kandydata na premiera. Wcześniej rządu nie udało się sformować najpierw obecnemu premierowi Benjaminowi Netanjahu, a później jego politycznemu rywalowi Benny'emu Gantzowi.
Zobacz wideo

Kneset ma teraz 21 dni na wyciągnięcie kraju z politycznego impasu i znalezienie kandydata na szefa rządu. Przed upływem tego terminu przewodniczący parlamentu Juli Edelstein ma przedstawić prezydentowi dokument z nazwiskiem przyszłego premiera, podpisany przez co najmniej 61 posłów (większość kwalifikowana), którzy zobowiążą się do popierania działalności nowego gabinetu.

"Państwo Izrael przeżywa mroczny okres w swojej historii" - powiedział prezydent na forum Knesetu. Riwlin wezwał posłów do "odpowiedzialnego" działania, aby uniknąć trzecich w ciągu roku wyborów parlamentarnych. "Wasz los polityczny nie jest ważniejszy od losu starszej kobiety w szpitalu" - dodał, dając członkom parlamentu do zrozumienia, że interes państwa i narodu jest ważniejszy od ich korzyści osobistych.

Polityczny pat w Izraelu trwa od kwietnia br., gdy po pierwszych w tym roku wyborach parlamentarnych nie udało się stworzyć rządu. Wówczas Netanjahu, którego partia Likud wywalczyła 35 mandatów w 120-osobowym Knesecie, nie zdołał utworzyć większościowej koalicji. W efekcie parlament podjął decyzję o samorozwiązaniu.

17 września odbyły się drugie w tym roku wybory. Wygrał sojusz Niebiesko-Białych Benny'ego Gantza, zdobywając 33 mandaty, a Likud wywalczył 32 miejsca. Misję tworzenia rządu znów otrzymał Netanjahu, który jednak i tym razem nie zdołał utworzyć większościowej koalicji. W związku z tym 23 października zadanie to dostał Gantz, ale i jemu nie udało się sformować gabinetu.

Netanjahu i Gantz w ciągu kilku miesięcy politycznego kryzysu kilkukrotnie próbowali porozumieć się w sprawie utworzenia rządu jedności narodowej i rotacyjnego sprawowania przez nich funkcji premiera. Tu jednak także nie udało się wypracować kompromisu, bowiem, jak piszą agencje, na przeszkodzie stały ambicje obu polityków.

AFP podkreśla, że obu politykom zależało na objęciu urzędu premiera. Dla obecnego szefa gabinetu było to o tyle ważne, że mogłoby mu to pomóc w uniknięciu odpowiedzialności karnej w związku z podejrzeniem o korupcję. Gantz z kolei podkreśla, że nie chce dzielić władzy z kimś, na kim ciążą zarzuty korupcyjne.

Jak podkreślają agencje, zarówno Netanjahu, jak i Gantz będą jeszcze zabiegać przez najbliższych 21 dni o poparcie mniejszych partii, ale wydaje się, że kolejne wybory parlamentarne stają się coraz bardziej nieuniknione. Z sondaży wynika jednak, że kolejne głosowanie skończyłoby się takim samym wynikiem, jak ostatnie wybory z września, co doprowadziłoby zapewne do kolejnych wielu miesięcy koalicyjnych negocjacji.

W czwartek szanse Netanjahu na poparcie wśród posłów zdecydowanie zmalały po tym, gdy prokurator generalny Izraela Awiczaj Mandelblit postawił go w stan oskarżenia w związku z zarzutami o korupcję, nadużycie władzy i defraudację. Netanjahu utrzymuje, że jest niewinny i zaprzecza wszystkim zarzutom. Zgodnie z prawem nie musi składać dymisji w związku z oskarżeniem.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny