Wielka Brytania. Konserwatyści Johnsona z bezwzględną większością. "Wygrały nacjonalizmy"

Partia Konserwatywna premiera Borisa Johnsona będzie mieć bezwzględną większość w nowej Izbie Gmin - wynika z częściowych rezultatów wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Jak komentował w TOK FM Piotr Dobroniak, brytyjscy wyborcy stanęli w czwartek przed "wyborem między kiłą a rzeżączką".
Zobacz wideo

Wprawdzie nie we wszystkich 650 okręgach liczenie głosów zakończyło się, ale torysi przekroczyli już próg 326 mandatów, oznaczający, że będą mogli samodzielnie rządzić. Opozycyjna Partia Pracy według prognoz będzie miała 203 mandaty.

Jeśli prognozy się potwierdzą, Partia Konserwatywna będzie mieć o 45 mandatów więcej, w porównaniu z wynikiem z poprzednich wyborów, które odbyły się w czerwcu 2017 roku. Boris Johnson dziękował wszystkim, którzy przyczynili się do sukcesu. - Nasz konserwatywny rząd otrzymał ogromne poparcie i mandat do tego, żeby doprowadzić do brexitu. Nie tylko o niego tu chodzi. Chcemy zjednoczyć kraj i doprowadzić od potężnego rozwoju. Skupimy się na priorytetach dla Brytyjczyków, a przede wszystkim naprawić służbę zdrowia - przekonywał Johnson. 

"Brexit niemal pewny"

Jak ocenił Piotr Dobroniak z portalu Wielka Brytania Online, wynik wyborów nie jest niespodzianką. - Ciekawe jednak, czy torysom uda się utrzymać jedność w partii. W ostatnich tygodniach różnie to bywało. Miało nie być brexitu, a teraz jest już prawie pewien - komentował.

Jego zdaniem brytyjscy wyborcy stanęli w czwartek przed "wyborem między kiłą a rzeżączką". - Na kogo mieli głosować Brytyjczycy? Na "czerwonego" Corbyna (lider Partii Pracy - red.), który ze względu nagle stał się liberałem, czy na kłamcę Johnsona. Jest taki schemat. Beznadziejny liderzy władzy i jeszcze bardziej beznadziejna opozycja - mówił Piotr Dobroniak w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Dlaczego Torysi wygrali?

- Torysi odnoszą największe zwycięstwo od ponad 30 lat i czasów Margaret Thatcher, ale to zupełnie inna partia i nawet członkowie rządu "Żelaznej Damy" namawiali, by głosować przeciwko konserwatystom - podkreślił w Poranku Radia TOK FM prof. Jan Zielonka z Uniwersytetu Oksfordzkiego. - Najbardziej szokujące jest to, że wygrały różnego koloru nacjonalizmy, czy jak to się mówi teraz natywizmy, żeby nie porównywać tego z XIX wiekiem - podkreślił profesor.  Natywizm to ruch polityczny uznający wyższość praw miejscowej ludności jakiegoś terytorium nad prawami późniejszych imigrantów. 

W opinii gościa TOK FM Boris Johnson przekonał do siebie wyborców wizją silnego przywództwa. - Raczej nie swoimi żartami czy znajomością problemu służby zdrowia lub transportu. Bo ilekroć wymieniał jakieś liczby, to te się nie sprawdzały. Ilość rzeczy, które zmyślił, jest nieskończona - mówił prof. Zielonka. 

Ekspert zwrócił uwagę, że sukces Partii Konserwatystów nie oznacza automatycznego rozwiązania problemów dotyczących brexitu. Bo jest jeszcze wiele do zrobienia.  - Może i Johnson ma mandat do tego (żeby wyprowadzić kraj z UE - red.), ale tylko w Wielkiej Brytanii. Musi się przede wszystkim dogadać z Unią Europejską. Najważniejsze porozumienie, odnośnie szczegółów handlowych, musi zostać jeszcze wynegocjowana. Johnson buja w obłokach, bo myśli, że to się da zrobić jednym telefonem - ocenił prof. Jan Zielonka. 

Wymieniał też grupy społeczne, w które może uderzyć polityka rządu Partii Konserwatywnej. - Wyniki wyborów zostawiają na łasce rządu nie tylko ludzi biednych czy emerytów, ale też rzesze obywateli Unii Europejskiej. Mam małe oczekiwania wobec samego Johnsona, ale liczyłem, że mój pracodawca czy związek zawodowy jakoś się zajmie obywatelami UE. A oni się nie interesują nami - przyznał prof. Zielonka. Jacek Żakowski pytał też, czy po brexicie Polacy mieszkający na Wyspach wrócą do kraju. - Nie wszyscy mają wybór, dla niektórych to będzie droga przez mękę - ocenił ekspert z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM