Iran zapowiada "miażdżącą zemstę" po zabójstwie Sulejmaniego. Ekspert tłumaczy, co to oznacza dla świata

- Nie będzie już legendy, którą miał generał Sulejmani. Irańczycy jakoś się z tą stratą będą musieli uporać. Należy się spodziewać, że ich odpowiedź będzie zdecydowana i mająca duże konsekwencje nie tylko dla Ameryki, ale również dla całego świata - uważa płk rez. Piotr Łukasiewicz, były ambasador RP w Afganistanie.
Zobacz wideo

Po zabójstwie irańskiego generała Kasema Sulejmaniego, dokonanego przez siły amerykańskie w Bagdadzie, władze Iranu zapowiadają odwet. Zarówno ajatollah Ali Chamenei, jak i prezydent Hasan Rowhani ostrzegają, że Stany Zjednoczone czeka "miażdżąca zemsta" za zamordowanie jednego z najpotężniejszych postaci w Iranie.

Co może się kryć za sformułowaniem o "miażdżącej zemsty"? - Na razie to tylko retoryka. Nie należy spodziewać się jakiejś natychmiastowej odpowiedzi zbrojnej ze strony Iranu - uspokajał na antenie TOK FM płk rez. dr Piotr Łukasiewicz, były ambasador RP w Afganistanie. - Warto zauważyć, że wszystkie proirańskie siły, milicje czy organizacje paramilitarne sponsorowane przez Iran bardzo wstrzemięźliwie zareagowały na informację o śmierci Sulejmaniego, oczekując pewnie tego, jaką naprawdę linię - i to w faktach, a nie zapowiedziach - przyjmie irańskie przywództwo po zabiciu tego niezwykle ważnego człowieka w irańskich strukturach władzy - dopowiedział gość TOK FM.

Jak wskazał były ambasador, jedną z pierwszych konkluzji nasuwającą się po amerykańskim ataku jest możliwa destabilizacja regionalna i wzrost cen ropy (co już nastąpiło). Ekspert podkreślił, że wojna jest "ostatnim instrumentem pozostającym w dyspozycji przywództwa irańskiego". Podkreślił, że jest wiele innych instrumentów, o mniejszej skali, które mogą zostać wykorzystane. - To instrumenty dyplomatyczne, cybernetyczne i terrorystyczne. Iran może też radykalizować swoich zwolenników w różnych częściach świata - ostrzegał dr Piotr Łukasiewicz.

Jeszcze w piątek - w trybie nadzwyczajnym - ma zebrać się w Iraku rada bezpieczeństwa narodowego. Stany Zjednoczone z kolei wezwały wszystkich Amerykanów, by bezzwłocznie opuścili Irak.

>> Jak zginął Sulejmani? Czytaj więcej o ataku na irańskiego generała

Jeśli chodzi o sam atak na Sulejmaniego - dr Łukasiewicz przyznał, że jest to wydarzenie wyjątkowe - między innymi ze względu na miejsce, w którym odbył się ostrzał. - Nastąpiło to na terenie międzynarodowego portu lotniczego w Bagdadzie. To ewenement jeśli chodzi o uderzenia dronów amerykańskich. Do tej pory tego typu akcje następowały na jakiś odludziach, na pustyni czy w górach. W tym wypadku Amerykanie w zasadzie zaatakowali cele w centrum Bagdadu. To niezwykła okoliczność - stwierdził gość TOK FM.

Były ambasador podkreślił też, że w ataku amerykańskim zginął nie tylko Kasem Sulejmani, ale także  jeden z dowódców irackiej milicji Abu Mahdi al-Muhandis. Wskazał, że to właśnie al-Muhandis mógł być głównym celem ostrzału, a Sulejmani "stał się niejako dodatkową ofiarą". - Bo to właśnie szef irackich bojówek organizował ludzi atakujących ambasadę amerykańską w Bagdadzie w ciągu ostatnich kilku dni - argumentował rozmówca Przemysława Iwańczyka.

Kim był Kasem Sulejmani? "Piął się po szczeblach kariery irańskiej polityki"

Kasem Sulejmani uważany był za jednego z najpotężniejszych irańskich generałów. Spekulowano, iż mógłby zostać nowym najwyższym przywódcą duchowo-religijnym w Iranie. Dr Łukasiewicz podkreślał, że cieszył się ogromną popularnością. - Był też kluczową postacią z punktu widzenia możliwości oddziaływania w całym regionie: pomagał Baszszarowi al-Assadowi w Syrii, organizował walkę z ISIS na terenie Iraku i szkolił szyickie bojówki - wyliczał.

Generał miał wpływy nie tylko w wojsku, ale w całej sferze politycznej. - Jest bardzo znana anegdota z 2011 roku, dotycząca ówczesnego dowódcy amerykańskiego w Iraku Davida Petraeusa, który miał otrzymać od Sulejmaniego SMS-a, który miał brzmieć mniej więcej tak: "Panie Generale, jestem najpotężniejszym człowiekiem na Bliskim Wschodzie. Rozmawia pan właśnie z ambasadorem Iranu w Bagdadzie, który jest moim podwładnym, a jego następca też będzie moim podwładnym". Petraues często przytaczał tę anegdotę na podkreślenie znaczenia generała Sulejmaniego dla polityki irańskiej - wskazał były ambasador RP w Afganistanie.

Wspominał dalej, że Sulejmani pochodził z bardzo biednej rodziny i systematycznie piął się po szczeblach kariery irańskiej polityki. Doszedł bardzo wysoko, do drugiego najważniejszego stanowiska. Bo choć irański prezydent czy premier są ważnymi postaciami w państwie, to najważniejszy jest jednak duchowo-polityczny przywódca Iranu - aktualnie ajatollah Ali Chamenei. - Sulejmani był niejako jego pierwszym podwładnym - powiedział ekspert.

Dopytywany, czy Sulejmani "namaścił" jakiegoś swojego następcę, Łukasiewicz odparł krótko: "nie, bardzo trudno będzie go zastąpić". - Nie będzie już tej legendy, którą generał ze sobą niósł. Irańczycy jakoś się z tą stratą będą musieli uporać. Należy się spodziewać, że ich odpowiedź będzie zdecydowana i mająca duże konsekwencje nie tylko dla Ameryki, ale również dla całego świata - stwierdził gość TOK FM.

Przywódca libańskiego ruchu Hezbollah, Hasan Nasrallah oświadczył w piątek, że pomszczenie śmierci Kasema Sulejmaniego jest "odpowiedzialnością i zadaniem wszystkich bojowników". Oznajmił też, że misja dowódcy irańskich sił Al-Kuds nie kończy się wraz z jego śmiercią. Hezbollah będzie nadal "szedł drogą generała Sulejmaniego" - zapewnił Nasrallah.

Dr Piotr Łukasiewicz przyznał, że dziwi się, dlaczego właśnie teraz Stany Zjednoczone i Donald Trump zdecydowały się na tak poważną akcję, mającą tak poważne reperkusje. - Wydaje mi się, że w roku wyborczym Trumpowi nie jest potrzebna wojna. Potrzebny jest zdecydowanie jakiś sukces w polityce zagranicznej, najlepiej dyplomatyczny, bo to jest zgodne z profilem Trumpa, który jest raczej prezydentem bardziej pokojowym niż wojennym w odróżnieniu od jego poprzedników - ocenił w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM