Naukowiec przekonuje, że Facebook nie niszczy demokracji. "Algorytmy stały się kozłem ofiarnym"

- Im więcej w społeczeństwie jest internetu, tym więcej jest wolności, edukacji, informacji. Tym więcej ludzi zaktywizowanych jest przedsiębiorczo i politycznie - przekonywał w TOK FM prof. Michał Kosiński z Uniwersytetu Stanforda.
Zobacz wideo

O nieetycznych i nielegalnych sposobach wykorzystywania mediów społecznościowych do celów politycznych głośno zrobiło się przy okazji afery Cambridge Analytica. Firma jest oskarżana między innymi o pozyskanie i wykorzystanie danych 87 milionów osób zarejestrowanych na Facebooku, które zostały następnie użyte w celu przewidywania ich decyzji wyborczych i wpływania na nie w kampanii prezydenckiej w USA w 2016 roku. Facebook w związku z aferą musiał zapłacić 5 miliardów dolarów kary.

W kontekście wyborów w USA podejrzewa się też, że wpływ na ich wyniki starała się wywrzeć Rosja. W tym celu miały być wykorzystywane trolle internetowe i farmy kont, których zadaniem było sianie dezinformacji i podgrzewanie debaty publicznej. 

Cambridge Analytica miała też odegrać istotną rolę w kampanii promującej wśród brytyjskich wyborców głosowanie za brexitem.

Prof. Michał Kosiński z  Uniwersytetu Stanforda, który zajmuje się analizowaniem takich zjawisk, jak sztuczna inteligencja i machine learning, przypomniał w TOK FM, że z podobnych rozwiązań korzystano w polityce już wcześniej. 

- Trzeba pamiętać, że Cambridge Analytica to nie pierwsza i nie ostatnia firma, która posługuje się algorytmami do komunikowania się z wyborcami. Pierwszym użytkownikiem był Barack Obama. Tam wielu pracowników Cambridge Analytica szlifowało swoje umiejętności. Wtedy biliśmy brawo, że wreszcie ktoś komunikuje się z wyborcami tam, gdzie oni są, że stara się dostosować wiadomość do gustów, zainteresowań, marzeń i obaw tego wyborcy - mówił w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Jego zdaniem algorytmy są traktowane jako wymówka dla stron, które przegrały wybory. Jak tłumaczył, algorytmy mają wpływ na nasze decyzje wyborcze, ale największy wpływ na nie mają komunikaty polityków. Przekonywał, że nawet najlepszy algorytm, który pozwoli politykowi z każdym wyborcą komunikować się osobno, a wcześniej da mu wiele informacji na jego temat, nie pomoże temu politykowi, jeżeli nie będzie on miał niczego ciekawego, angażującego do powiedzenia.

- Hillary Clinton wydała trzy razy więcej pieniędzy niż Trump na dokładnie taki sam spersonalizowany marketing. Nawet z lepszych firm i bardziej dyskretnych Nikt nie mrugnął okiem. Zwolennicy Clinton, przeciwnicy brexitu potrzebują kozła ofiarnego, jakim stały się algorytmy. Politycy liberalni dali plamę, dali za wygraną nie komunikując się z wyborcami, do których Trump i zwolennicy brexitu dotarli - argumentował. 

- Co więcej, obrażali tych wyborców i nie mieli im nic do powiedzenia - dodał.

Zdaniem naukowca, dowodem na to, że winy nie można zrzucić na facebookowe algorytmy, jest fakt, że Donald Trump ma duże szanse na reelekcję, a brexit nadal cieszy się poparciem. 

- O tym, jaki jest wpływ technologii na świat, decyduje, kto ich używa. Radio i telewizja mogą edukować, ale mogą być też narzędziem ohydnej propagandy - stwierdził Michał Kosiński i jako przykład podał dojście Hitlera do władzy. 

- Internet nie niszczy demokracji. Na jeden przykład zagrożenia, jest dziesięć przykładów korzyści. Przesadzimy z korektą tego zjawiska i zniszczymy wspaniałe technologie - przestrzegał. 

Naukowiec jest też przeciwny temu, żeby media społecznościowe zwiększały nacisk na cenzurę treści, które się za ich pośrednictwem publikuje. Jego zdaniem, atmosfera paniki moralnej, zmusza je do takich kroków. 

- To, co ja i pani możemy publikować w internecie, nie powinno być decyzją Facebooka. Nie powinniśmy wymagać od Facebooka większej kontroli. To powinna być decyzja transparentnych instytucji, które są demokratycznie organizowane - ocenił. 

Prof. Michał Kosiński przyznał, że z algorytmów korzystają niedemokratyczne reżimy, żeby kontrolować społeczeństwa. Zaznaczył, że jednocześnie pozbawiają ludzi w tym celu dostępu do internetu. 

- Reżimy używają tych algorytmów od dawna, tylko się tym nie chwalą. To dla nich wygodne, żeby ich używać po cichu. Moje badanie pokazuje, jak niebezpieczne są te algorytmy, jeżeli nie są kontrolowane przez społeczeństwo - mówił. . 

Naukowiec zgodził się, że media społecznościowe mają swoje ciemne strony i należy o nich rozmawiać. Podkreślił jednak, że nie zależy zapominać o ich pozytywnym wpływie. 

- Im więcej w społeczeństwie jest internetu, tym więcej jest wolności, edukacji, informacji. Tym więcej ludzi zaktywizowanych jest przedsiębiorczo i politycznie. Jak 2000 lat temu ktoś wymyślił fake newsa, to do dzisiaj ludzie w niego wierzą. Jeżeli dzisiaj wymyśli pani fake newsa, za dwie godziny ktoś go obali. Wg badań szerokich, reprezentatywnych grup, jesteśmy najlepiej poinformowanymi ludźmi, którzy kiedykolwiek na tym świecie żyli - argumentował.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM