Konflikt Iran-USA. Ekspert o możliwym zwiększeniu obecności wojsk europejskich na Bliskim Wschodzie

Eugeniusz Smolar z Centrum Stosunków Międzynarodowych nie kryje niepokoju sytuacją na Bliskim Wschodzie. - Tam jest tyle elementów nieprzewidywalnych i taka doza niepewności (...), że wydarzyć się może wszystko - ocenił w Magazynie EKG.
Zobacz wideo

Donald Trump wezwał w swoim środowym (8 stycznia) oświadczeniu do większego zaangażowania NATO w rejonie Bliskiego Wschodu. Maciej Głogowski pytał Eugeniusza Smolara czy ten apel zostanie pozostawiony bez odpowiedzi

- Europejczycy będą musieli iść na pewnego rodzaju kompromisy po to, by utrzymać jedność transatlantycką. Na przykład być może zwiększą udział okrętów w patrolowaniu cieśniny Ormuz, co ma też wymiar biznesowo-stratergiczny. To jest też jednak strategia, bo to jest stabilizacja krajów takich jak Chiny,  Japonia - mówił ekspert z Centrum Stosunków Międzynarodowych. 

To bowiem przez cieśninę Ormuz, oddzielającą Zatokę Perską od Zatoki Omańskiej, przepływają statki transportujące ropę naftową z Bliskiego Wschodu. - Prawie 100 procent importu japońskiej ropy jest z tego rejonu, w dużym stopniu przepływających przez cieśninę Ormuz. Jeśli zdamy sobie sprawę, że Chiny są uzależnione od importu ropy z Bliskiego Wschodu, to mamy do czynienia z sytuacją, w której bardzo wiele czynników, bardzo wielu aktorów jest zainteresowanych stabilizacją i bezpieczeństwem, ale niemal jednocześnie jest bardzo wielu aktorów, którzy chcieliby dokonać takiej przebudowy Bliskiego Wschodu, w którym nie byłoby miejsca dla Stanów Zjednoczonych - mówił Smolar, wymieniając w tym miejscu Chiny i Rosję.

Prowadzący program, Maciej Głogowski, pytał, czy za kilka miesięcy będziemy obserwować kolejny epizod obecnie toczącej się historii. Eugeniusz Smolar nie ma wątpliwości, że tak właśnie będzie.

Zmiana poziomu bezpieczeństwa światowego

Dziennikarz pytał również, czy poziom bezpieczeństwa światowego zmienił się w ostatnich dniach. Choć oceny ekspertów są bardzo różne, Eugeniusz Smolar uważa, że raczej nie. 

- Po pierwsze zabicie Kasema Sulejmaniego było symbolicznym krokiem Donalda Trumpa. Niektórzy mówią, że uczynił to, by pokazać, że jest człowiekiem mocnym, decyzyzjnym, przed wyborami zyskać na popularności. Nie można tego wykluczyć - stwierdził gość TOK FM. 

Zdaniem eksperta wszystkie strukturalne elementy konfliktu pozostały jednak niezmienione. - W związku z tym można spodziewać się kolejnych incydentów, które jednakowoż, tak jak ten, zostały przez obie strony ograniczone - mówił wspominając, że podobno Amerykanie poinformowali stronę irańską, że spodziewali się ich ataku. - Mamy do czynienia w jakimś sensie z kontrolowanym konfliktem (...) - mówił.

Zaznaczył jednak, że mamy powody do niepokoju. - Tam jest tyle elementów nieprzewidywalnych i taka dozą niepewności, plus niepewność co do postępowania samego prezydenta Trumpa, że wydarzyć się może wszystko. Tylko, że muszą istnieć kontakty, musi istnieć porozumienie co do minimalnych reguł postępowania. Otóż tych reguł nie ma, dlatego, że mamy do czynienia także z ruchami rewolucyjnymi na Bliskim Wschodzie - przypomniał, wskazując, że nie można mieć pewności co do tego, w jakim stopniu Iran jest w stanie kontrolować np. Hezbollah, "gdyby zdecydował się on zaatakować 10 tysiącami pocisków Izrael". 

Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM