Brexit i Unia na zakręcie. "Może się okazać, że Brytyjczycy w ostatnim momencie wyskoczyli z tonącego statku"

- Do tanga trzeba dwojga. Nie wszystko zależy od tego, czy Brytyjczycy będą sprawnie nawigować po tym wzburzonym morzu. To również zależy od tego, czy Unia Europejska wróci jako taki symbol dobrobytu i pokoju - mówił na antenie TOK FM prof. Jan Zielonka z Uniwersytetu Oksfordzkiego.
Zobacz wideo

Brexit stanie się faktem w nocy z piątku na sobotę. Do końca roku potrwa okres przejściowy, więc dla obywateli UE na razie nie wiele się zmieni. Mimo tego profesor Jan Zielonka z Uniwersytetu Oksfordzkiego ocenił, że brexit to w "rzeczywistości smutny moment". - Wielka Brytania będzie musiała sobie ułożyć relację z pozostałymi krajami na kontynencie, bo przecież w Europie zostaje. Jej wyjście z Unii Europejskiej będzie miało konsekwencje dla wszystkich - przekonywał prof. Zielonka. 

Prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz pytała też eksperta, czy sama Wspólnota jest w stanie wyjść mocniejsza z rozwodu z Wielką Brytanią. Prof. Zielonka odpowiadał, że jest to możliwe tylko wówczas, jeśli w UE dojdzie do reform. - Na przykład zmienią się zasady unii monetarnej czy polityka migracyjna. Jeśli jednak to się nie stanie, to trzeba się spodziewać dużo większych problemów przy następnym "zakręcie historii". Może się finalnie okazać, że Brytyjczycy w ostatnim momencie wyskoczyli z tonącego statku i są w lepszej sytuacji, bo mają swoją szalupę - mówił profesor.

Jak podkreślał, nie można zakładać sytuacji, że unijnych problemów wewnętrznych nie da się rozwiązać. - Unia musi być w stanie spełniać oczekiwania społeczne. Musi postawić na rozwiązywanie problemów i większą integrację, a nie na ich tworzenie i konflikty - wskazywał ekspert.

Jego zdaniem, największym zagrożeniem dla UE jest sprawa "państw narodowych". - W Radzie Europejskiej jest coraz więcej państw, których wizją Europy jest to, że mogą robić, co im się podoba. To zaprzeczenie integracji. Jeśli chcemy być we Wspólnocie, to musimy się godzić na pewne kompromisy. Albo doprowadzimy ten statek do portu pełnego dobrobytu, albo będziemy się przez kolejne dziesięć lat "nawalać" w sposób, w jaki wiedzieliśmy w ostatnich tygodniach na linii Warszawa-Bruksela - podsumował profesor Jan Zielonka.

Dla Brytyjczyków ważniejsza królowa

Z kolei Marcin Żyła z "Tygodnika Powszechnego" zwracał uwagę, że dla Brytyjczyków wyjście z UE na pewno nie będzie żadnym końcem epoki. - Dla bardzo wielu to moment, w którym odejdzie Elżbieta II, będzie ważniejszy. Brexit to wieloletni proces, choć chaotyczny. Nawet jutro nie zdarzy się wiele. To zgromadzenie, które ma świętować brexit, będzie musiało z głośników odtwarzać dzwon Big Bena, bo ten jest w remoncie. Ten moment jest w sumie symbolicznie wadliwy - mówił Żyła.

Jak wyjaśniał dziennikarz, wieloletnie rządy Elżbiety II dają ludziom odniesienie do czegoś trwałego. - Królowa jest odgromnikiem od przykrej rzeczywistości. W świecie Trumpów i Johnsonów dziwactwa monarchii wydaje się mniej groźne - podsumowywał.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM