"Ok boomer", czyli konflikt między boomersami i millenialsami. "Dzięki mediom społecznościowym możemy sobie każdego obrazić"

- Teraz dzięki mediom społecznościowym możemy sobie każdego obrazić - mówił w TOK FM politolog i amerykanista Radosław Korzycki. Według niego wyrażenie "Ok boomer", które można przetłumaczyć jako "Ok, tatusiu" czy "Spoko, dziadku" uosabia konflikt międzypokoleniowy boomersów i millenialsów.
Zobacz wideo

Jak wyjaśniał w TOK FM Radosław Korzycki hasło "Ok boomer" się pojawiło w USA w ubiegłym roku w jednym z portali społecznościowych TikTok i można je przetłumaczyć jako "Ok, tatusiu" czy "Spoko, dziadku". Potem stało się wiralem i niejako uosabia konflikt międzypokoleniowy. - Jest to zryw najmłodszych dwóch pokoleń. Pokolenia Z, czyli ludzi urodzonych po 2000 roku i millenialsów przeciwko boomerom, czyli pokoleniu, które w USA od 30 lat ma władzę - tłumaczył amerykanista.

Korzycki dodał, że "boomersi" to w Ameryce ludzie urodzeni po II wojnie światowej, kiedy to nastąpił boom urodzeń po powrocie żołnierzy z wojny. - Ten rocznik jest ciekawy i bardzo istotny dla Ameryki dlatego, że jest to jedyny w historii Ameryki sezon, kiedy się urodziło trzech prezydentów Stanów Zjednoczonych, czyli Bill Clinton, George W. Bush i Donald Trump - mówił ekspert. Jak podkreślał, to właśnie to pokolenie cały czas ma władzę.

Kliknij i polub TOK FM na Facebooku!

- Ono kończy się mniej więcej na Baracku Obamie, czyli na 1961 r., potem jest 20 lat pokolenia X, a potem zaczynają się millenialsi - mówił gość Tomasza Stawiszyńskiego. 

Korzycki zwrócił uwagę, że dziś ten konflikt jak wszystko inne ma swój kontekst komercyjny. - Ludzie zaczęli sobie w domu produkować gadżety z hasłem "Ok boomer". Wielkich pieniędzy nie zarobili. Ci, którzy zrobili to na początku, odłożyli sobie na 1/5 college'u - mówił ekspert, wyjaśniając, że to niewiele, zważywszy na to, że pokolenie, które obecnie wchodzi na rynek pracy w USA, jest prawdopodobnie dożywotnio skazane na spłacanie kredytu za uzyskanie dyplomu wyższej uczelni. - Następni już się żalili w "społecznościówkach", że zarobili po 50 dolarów - opowiadał amerykanista.

Polskie "odpryski"

W Polsce przejawem tego trendu była m.in. słynna odpowiedź partii Razem wobec Tomasza Lisa w listopadzie 2019 r.

Według Tomasza Stawiszyńskiego konflikt spod znaku "Ok boomer" niesie niebezpieczeństwo kultywowania poczucia krzywdy, podkreślania różnic i odmowę dyskusji z kimkolwiek, kto prezentuje odmienne stanowisko, do czego dochodzi "delegalizowanie przeciwnika" politycznego, światopoglądowego jako kogoś, kto jest sprawcą przemocy tylko dlatego, że ma inne zdanie. 

- Wprowadzanie do dyskursu takich narzędzi erystycznych, które są czymś na kształt ciosu poniżej pasa albo ciosu wibrującej pięści, czyli czegoś, co właściwie uniemożliwia całą dyskusję, bo natychmiastowo katapultuje kogoś, kto ma inne zdanie poza nawias albo ośmieszając go, albo wsadzając w pozycję sprawcy przemocy - mówił prowadzący audycję.  Według Stawiszyńskiego, kiedy powiesz komuś "Ok boomer", to jest to koniec rozmowy, bo "nieważne jest to, co mówi, jakie ma argumenty, tylko ważne jest to, w którym roku się urodził".

- To jest narzędzie bardzo brutalnej erystyki - podkreślał Stawiszyński.

Radosław Korzycki przywołał Allana Blooma i jego esej "Umysł zamknięty" (wyd. 1987) dotyczący kryzysu dyskursu uniwersyteckiego, gdzie autor pisał "Doszliśmy do czasów, gdzie każdy obsceniczny gest może zastąpić argument filozoficzny". - A to było lata przed upowszechnieniem internetu - mówił Korzycki, podkreślając, że już wtedy Ameryka mierzyła się z przemocą na poziomie językowym.

- Teraz dzięki mediom społecznościowym możemy sobie każdego obrazić - mówił ekspert, podkreślając, że emocje hasła "Ok boomer" są przemocowe i mogą się kojarzyć z popularnym w 2007 r. w Polsce "zabierz babci dowód".

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM