"Zatrzymajcie wszystko" - proszą Włosi, ale łamią zalecenia. Dlaczego koronawirus w tym państwie rozwija się tak szybko?

Włoskie władze co i rusz wprowadzają nowe ograniczenia, a koronawirus dalej zbiera swoje żniwo. Dlaczego? O tym, jak bardzo Włochy nie radzą sobie z epidemią groźnej choroby i jakie mogą być jej społeczne skutki, opowiadał w TOK FM italianista z Uniwersytetu Warszawskiego dr Piotr Podemski. To również instrukcja jakich błędów uniknąć.
Zobacz wideo

Włochy to kraj, w którym sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa jest najgorsza w Europie. Dotychczasowy bilans epidemii to ponad 8,5 tysiąca potwierdzonych zachorowań i ponad 630 zgonów. Tylko w ciągu ostatniej doby, jak podał we wtorek szef włoskiej Obrony Cywilnej Angelo Borrelli, zanotowano 169 śmiertelnych ofiar. W całym kraju weszły w życie restrykcyjne przepisy, zakładające m.in. ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium państwa. O zamknięciu granicy z Włochami poinformował też premier Słowenii Marjan Szarec.

Dr Piotr Podemski - amerykanista i italianista z UW - powiedział w TOK FM, że nastroje we Włoszech rzeczywiście są dość napięte, a dynamika wydarzeń "bardzo zastanawiająca". - Dekrety rządu spadają jeden za drugim, jak deszcz. I coraz bardziej zaostrzają ten reżim, któremu mają się Włosi poddać. A i tak słychać w mediach głosy, że premier [Giuseppe Conte - red.] tylko ustępuje przed presją otoczenia, swoich doradców medycznych, a także poszczególnych regionów żądających jeszcze ostrzejszych przepisów - opowiadał w audycji Połączenie.

Jak mówił dalej, region Lombardii, w którym w lutym zaczęła się cała epidemia, apeluje do rządu, aby zamknąć sklepy (za wyjątkiem spożywczych oraz aptek) i zablokować transport publiczny. - Żeby naprawdę, mówiąc literalnie, wszyscy siedzieli w domu. To już naprawdę nie są przelewki. Zwłaszcza, że tego żądają nie biurokraci z Rzymu, tylko lokalne władze Mediolanu i regionu Lombardia - wskazywał dr Podemski.

Koronawirus we Włoszech. Pasmo porażek

Ekspert podkreślał też, że od samego początku we Włoszech popełniono długą listę błędów, które przyczyniły się do szybkiego rozprzestrzeniania się choroby. Przypomnijmy, pierwszy przypadek zarażenia Covid-19 w tym kraju oficjalnie potwierdzono 20 lutego w miasteczku Codogno w Lombardii. - Ale jak się okazuje, zanim jeszcze gruchnęła wieść o koronawirusie, lekarze z Codogno zastanawiali się, że na tym właśnie obszarze wystąpił zagadkowy przyrost liczby przypadków dziwnego, uporczywego zapalenia płuc, którego specjalnie nie dało się niczym dobrym leczyć - wspominał Podemski. Chorych pacjentów przybywało, niektórzy umierali, ale były to w większości osoby starsze, więc - jak mówił - tłumaczono to wiekiem i współwystępowaniem także innych chorób.

Osób zarażonych specjalnie wówczas nie izolowano, więc rozjechały się po całym terenie północnych Włoch. Z czasem, kiedy sytuacja zaczęła być coraz bardziej poważna, w kraju zaczęto wprowadzać strefy zamknięte lub z ograniczonym dostępem (pisaliśmy o tym m.in. tu). Ograniczenia jednak nie pomagały, a koronawirus dalej zbierał swoje żniwo.

Miasto zamknięte. Teoretycznie

Przed kilkoma dniami włoskie władze podjęły decyzję o całkowitym zamknięciu północy kraju - całej Lombardii i 11 prowincji. Tu jednak też, jak wskazywał dr Podemski, nie obyło się bez błędów. - Premier podpisał dekret o "odcięciu" Lombardii o godzinie 2 nad ranem, z soboty na niedzielę. Już dzień wcześniej w internecie krążyły jednak plotki o tym dekrecie i konkretne zapisy, które ostrzegały, że z Lombardii trudno będzie się wydostać. Efekt był taki, że ludzie rzucili się do pociągów i autokarów, i rozjechali po całym kraju, zwłaszcza na południe państwa - mówił gość Połączenia. - Po czym, ku mojej kompletnej konsternacji, jeszcze przez całą niedzielę transport normalnie funkcjonował, więc można było zwyczajnie pójść na dworzec i wyjechać z tego Mediolanu. Podobno zamkniętego. Dopiero następnego dnia zaczęto wprowadzać kontrole - dziwił się.

Podemski zaznaczył, że Mediolan to ważne miasto, nazywane często Nowym Jorkiem Włoch. To stolica finansowa i biznesowa, w której pracuje wiele osób pochodzących z biedniejszego południa kraju. Jest tam także bardzo dużo studentów.

- W związku z czym władze południowych regionów zaczęły bić na alarm i ostrzegać, żeby tych ludzi poddać jakiejkolwiek kontroli, a najchętniej żeby ich zawrócić znów na północ. Wyganiano ich z tych małych ojczyzn, ale było za późno, mleko się rozlało - stwierdził italianista z UW.

Kolejny punkt, który - jak mówił Podemski - jest dość ostro krytykowany, jeśli chodzi o działania włoskich władz to brak tzw. "twardej kontroli". Nie zamknięto szlabanów, nie wyprowadzono wojska. Rząd postawił raczej na pewien rodzaj autokontroli - wydano zalecenia i poproszono obywateli, aby się do nich zastosowali. - Teraz efekt jest taki, że w ciągu ostatnich dni mamy około tysiąca nowych przypadków zarażeń dziennie i około sto ofiar śmiertelnych dziennie - wskazał Podemski.

Liczby te przemawiają do wyobraźni, dlatego w poniedziałek premier Conte zarządził kolejne restrykcje - wprowadzające ograniczoną możliwość poruszania się po terytorium całych Włoch. - Ale znowu są wyjątki. Można podróżować, aby wrócić do domu, z powodów obowiązków zawodowych, jeśli wymaga tego leczenie lub w "ważnych sprawach" - powiedział Podemski i podał, że niektóre regiony - zwłaszcza Lombardia - przekonują, że to zdecydowanie zbyt łagodne obostrzenia, które nie pomogą zatrzymać koronawirusa. - Lombardia przekonuje, że potrzeba środków policyjnych i kontroli narzuconej - wskazał gość TOK FM.

I dodał, że we wtorek jeden z włoskich dzienników na swojej tronie tytułowej alarmował:  "Zatrzymajcie wszystko. Ale naprawdę!".

Koronawirus we Włoszech. Co dalej?

Zdaniem italianisty, główny cel włoskich władz obecnie to spowolnienie rozprzestrzeniania się koronawirusa i ograniczenie liczby pacjentów potrzebujących intensywnej terapii. Jeśli to się nie stanie, włoski system ochrony zdrowia może przestać być drożny. Już w ostatni weekend, jak wskazywał nasz gość, władze Lombardii alarmowały, że ochrona zdrowia jest w tym regionie "na kolanach". A należy liczyć się z tym, że potrzebna będzie jeszcze większa liczna respiratorów i odpowiedniej aparatury, niezbędnej do ratowania życia.

Całej rozmowy z italianistą możesz posłuchać w formie podcastu - w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM