W Szwecji zakazów jest mało, policja nie karze mandatami. Czy to naprawdę idealny model?

Szwecja jako jedno z ostatnich państw w Europie nie zdecydowało się na wprowadzenie bardzo restrykcyjnych obostrzeń. O tym, dlaczego skandynawskie państwo stawia na wytyczne, zamiast kar i mandatów w TOK FM opowiadała była konsul RP w Szwecji Katarzyna Molęda.
Zobacz wideo

W Szwecji odnotowano dotąd ponad 11 tysięcy zachorowań na koronawirusa. Z powodu zakażenia zmarło ponad tysiąc osób. Skandynawskie państwo jako jedno z ostatnich w Europie nie zdecydowało się jednak na wprowadzenie bardzo restrykcyjnych obostrzeń. Władze nie każą też obywateli mandatami. Dlaczego zdecydowano się na takie podejście? W programie "Połączenie" Jakub Janiszewski o wdrożonym przez Szwecję podejściu opierającym się na dialogu ze społeczeństwem rozmawiał z byłą konsul RP w Szwecji Katarzyną Molędą. 

Szwecja. Nie ma mandatów i kar

Ekspertka wyjaśniła, że wbrew potocznym opiniom nie jest tak, że w Szwecji wprowadzono jedynie zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób. Obywatele muszą się bowiem stosować także do zakazu np. odwiedzin w domach opieki społecznej, domach seniora oraz we wszystkich instytucjach, w których przebywają osoby będące w grupach ryzyka. Nie działają też szkoły średnie. 

Szwecja nie zdecydowała się jednak na np. zamknięcie restauracji. Zamiast tego ich właściciele muszą pilnować odpowiednich odległości między stolikami, nie mogą także serwować posiłków przy barze. - I tutaj na przykład jest sankcja, bo są w Sztokholmie - w którym jest największa liczba zachorowań - kontrole. Kontrolerzy chodzą do restauracji, nakazują poprawę, jeśli zaobserwują niedociągnięcia. Jeśli poprawy nie będzie, może nawet dojść do zamknięcia restauracji - tłumaczyła. 

Gościni TOK FM zgodziła się jednak z prowadzącym, że raczej w Szwecji ogłasza się po prostu wytyczne, do których przestrzegania zachęca się obywateli. - Natomiast nie wprowadza się  mandatów, kar. Jest to dużo łagodniejsze niż w innych krajach - podkreśliła. 

Szwecja. Dlaczego stosuje się inne podejście niż w reszcie Europy?

Zdaniem Katarzyny Molędy szwedzkie władze mogą pozwolić sobie na takie podejście z trzech głównych powodów. Pierwszym z nich jest zaufanie obywateli do instytucji oraz transparentność urzędów. - Szwedzi generalnie ufają swoim instytucjom. (...) Co więcej, politycy i urzędnicy również ufają obywatelom. W mniejszym stopniu niż obywatele im, ale też im ufają (...). Oprócz tego ze strony z kolei urzędów jest pełna transparentność - zaznaczyła, podkreślając, że codziennie odbywają się konferencje prasowe, na których nie wypowiadają się przedstawiciele rządu, ale głównych urzędów ds. polityki społecznej, zdrowia czy obrony cywilnej. To wszystko wpływa na to, że władze ufają, iż obywatele będą zachowywali się odpowiedzialnie. 

Po drugie, szwedzki system polityczny i prawny jest uformowany nieco odmiennie do systemów, które spotykamy w innych europejskich krajach. - W Szwecji jest taka długa tradycja niezależnej administracji - urzędów centralnych, na które politycy mają dosyć znikomy wpływ. I rzeczywiście te wszystkie zalecenia, które wprowadza rząd lub władze gminne, lub władze regionalne, one praktycznie powielają to, co zalecają te urzędy - podkreśliła była konsul.  

Jak dodała, szwedzkie prawo nie przewiduje też wprowadzenie np. stanu wyjątkowego.
- Wprowadzono natomiast pewną zmianę. Rząd będzie miał teraz możliwość zmiany prawa i dopiero retroaktywnie skierowania tego pod obrady parlamentu. Dotychczas nie było możliwe wprowadzenie żadnej zmiany, zanim parlament jej nie "przyklepał" - podkreśliła. 

Trzecim czynnikiem jest natomiast wiara w Szwedów w naukę i statystykę oraz przekonanie, że to właśnie na nich należy się opierać. 

- Ciekawi mnie ten spokój. To przekonanie, że rządzący wiedzą, co robią? - zastanawiał się prowadzący program Jakub Janiszewski. 

- To jest tak, że ten poziom zaufania, który obserwujemy w Szwecji, on się nie wziął z niczego. To są lata dobrego funkcjonowania demokratycznego państwa - podsumowała Katarzyna Molęda, zwracając uwagę, iż nie jest wykluczone, że Szwecja będzie wprowadzać kolejne ograniczenia. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji. 

Nie wszyscy popierają model szwedzki

Nie wszyscy Szwedzi zgadzają się jednak z podejściem władz. Według 22 szwedzkich naukowców wysoka śmiertelność dowodzi, że liberalna strategia walki z epidemią nie sprawdza się. Eksperci zaapelowali o jej zmianę.

W związku z rosnącą liczbą ofiar Covid-19 na łamach gazety "Dagens Nyheter" 22 naukowców porównało sytuację w Szwecji z Włochami. Eksperci zaapelowali o zmianę liberalnej strategii, która polega na stosowaniu rad zamiast zakazów. W Szwecji wciąż bowiem działają szkoły podstawowe oraz przedszkola.

"Gdy urzędnikom (z Urzędu Zdrowia Publicznego - PAP) brakuje talentu do przewidywania czy ograniczenia epidemii, to wybrani w wyborach politycy powinni interweniować przy pomocy szybkich i radykalnych środków" - uważają eksperci. Naukowcy domagają się m.in. wprowadzenia surowszych ograniczeń dotyczących zachowania odległości w kontaktach oraz zamknięcia szkół a także restauracji.

Z ich tezami nie zgadza się jednak główny szwedzki epidemilog Anders Tegnell z Urzędu Zdrowia Publicznego.

Całej rozmowy Jakuba Janiszewskiego z Katarzyną Molędą posłuchasz wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM