"To kraj, który uwiera cały świat". Czy Szwecja poległa w walce z koronawirusem?

W Szwecji toczy się dyskusja na temat błędów popełnionych w organizowaniu ochrony przed koronawirusem w domach opieki, gdzie zmarło wiele starszych i schorowanych osób. Jednak mieszkająca w tym kraju pisarka Katarzyna Tubylewicz zwraca uwagę, że Szwecja jest w szczególnej sytuacji, bo każdy jej krok, każde potknięcie, obserwuje cały świat.
Zobacz wideo

Najnowsze dane, które podał Reuters, a które dotyczą przebiegu epidemii koronawirusa w Szwecji, mówią, że w ciągu ostatniego tygodnia kraj ten miał najwyższą śmiertelność per capita w Europie. Ale jednocześnie liczba pacjentów oddziałów intensywnej terapii, u których stwierdzono COVID-19 od szczytu epidemii w kwietniu spadła o jedną trzecią. Z drugiej strony Szwecja od początku epidemii zanotowała więcej zgonów wywołanych przez COVID-19 niż inne kraje skandynawskie, ale mniej niż np. Wielka Brytania, Włochy czy Francja, które zastosowały twarde restrykcje dotyczące izolacji. 

Agencja podaje również dane, które przyniosło badanie przesiewowe prowadzone w Sztokholmie, który był centrum szwedzkiej epidemii. Wykazały one, że przeciwciała zwalczające koronawirusa rozwinęło w swoim organizmie jedynie 7,3 proc. mieszkańców miasta i najbliższych okolic. To może oznacza, że strategia, której elementem jest budowanie odporności społeczeństwa (władze podkreślają, że podstawowy cel to rozłożenie epidemii w czasie, by zapewnić wydolność służby zdrowia przez cały czas jej trwania) nie sprawdza się tak, jak chcieliby tego jej architekci. 

Jednak Katarzyna Tubylewicz, mieszkająca w Szwecji pisarka, publicystka, tłumaczka literatury szwedzkiej, która była gościem Agnieszki Lichnerowicz w audycji "Światopodgląd", podkreślała, że w regionie sztokholmskim liczba zachorowań i śmiertelność zmniejsza się, epidemia rozwija się zaś w innych częściach kraju.

Przyznała, że Szwecja jest w swojej walce z koronawirusem na świeczniku - właśnie ze względu na odmienność drogi, którą wybrała. - Szwecja jest krajem, który uwiera cały świat, bo działa inaczej. A ludzie nie lubią innych, zwłaszcza w sytuacji strachu - wyjaśniała. - Jest podejrzane wyczekiwanie na porażkę Szwecji, bo wtedy okaże się, że politycy, którzy proponowali radykalne, autorytarne rozwiązania wzorowane na Chinach, mieli rację - dodała. 

Szwecja od początku epidemii pozwala działać restauracjom, barom, wielu firmom, a także części szkół, dbając o coś, co Tubylewicz określiła jako łagodna izolacja. Dodała, że ten krok, przez wielu na początku krytykowany, zrobiły teraz kraje sąsiadujące ze Szwecją, a także wiele innych krajów Europy. 

Szwedzka droga przez epidemię. Trwa dyskusja

Pisarka odniosła się również do doniesień szwedzkiego dziennika "Dagens Nyheter", który pisał o wątpliwościach co do podejścia wobec leczenia mieszkańców domów opieki - schorowanych i zaawansowanych wiekowo osób. Gazeta zacytowała profesora geriatrii, wedle którego starszym osobom, u których stwierdzono COVID-19, zamiast leczenia, które polega na stosowaniu kroplówek z substancjami odżywczymi, podawaniu leków przeciwzakrzepowych, tlenu oraz antybiotyków w celu eliminacji wtórnego bakteryjnego zapalenia płuc, rutynowo podaje się morfinę oraz midazolam, które hamują oddychanie. - To jest aktywna eutanazja, jeśli nie coś gorszego - stwierdził cytowany przez dziennik Yngve Gustafson.

Katarzyna Tubylewicz zaczęła jednak od nakreślenia sytuacji - wskazała, że w Szwecji przeciętna długość życia jest o 10 lat dłuższa niż w Polsce. W szwedzkich domach starców jest wiele osób bardzo schorowanych, często mających więcej niż 90 lat. Samych domów opieki jest w kraju mnóstwo. Problemem szwedzkiej drogi walki z epidemią jest wysoka śmiertelność ich pensjonariuszy. I właśnie na temat źródeł tej porażki trwa teraz w kraju dyskusja. - W tych domach pracuje dużo ludzi, którzy często się zmieniają, co przyczyniło się do wprowadzenia tam wirusa. I był to ogromny błąd - wskazała.

Sam artykuł, w którym pojawiają się słowa o "eutanazji pod pozorem opieki paliatywnej" określiła mianem fake newsa. - Ten geriatra jest szalenie krytykowany przez lekarzy. Rozmawiałam z kilkoma i dowiedziałam się, że pacjenci ciężko chorzy i umierający muszą dostawać małe dawki morfiny, bo cierpią. Duża część pacjentów nie trafia pod respirator, ale nie dlatego, że respiratorów nie ma, bo one są. Ale dlatego, że nawet bez pandemii ludzi po 90. roku życia nie można leczyć pod respiratorem ze względu na osłabione mięśnie oddechowe. Po prostu potem nie udałoby się ich odłączyć - tłumaczyła, dodając, że takim osobom trzeba podawać tlen. W toku publicznej dyskusji okazało się, że aparatów tlenowych jest w domach opieki za mało. Ale, jak podkreślała Tubylewicz, dyskusja ta jest przejawem demokracji i powinna być toczona między ekspertami na podstawie argumentów. 

Katarzyna Tubylewicz cytowała też wpis Polki pracujące w szwedzkim domu opieki - na temat panujących tam warunków. Włącz podcast, by posłuchać całej rozmowy:

DOSTĘP PREMIUM