Prezydent Brazylii zlekceważył koronawirusa. Teraz ofiary trzeba chować w masowych grobach

Jeśli spojrzymy na strukturę społeczną, na to, kto jest najczęściej zakażony, kto umiera, to niestety bardzo wyraźne są podziały i nierówności, które w Brazylii widać na każdym kroku- o rozwijającej się w Brazylii epidemii w TOK FM mówiła Janina Petelczyc z Katedry Ubezpieczenia Społecznego SGH i Fundacji Terra Brasilis.
Zobacz wideo

Brazylia w tym momencie jest trzecim po USA i Rosji krajem najmocniej dotkniętym infekcją koronawirusa. Gościem Połączenia była Janina Petelczyc z Katedry Ubezpieczenia Społecznego SGH i Fundacji Terra Brasilis, która mówiła o sytuacji na miejscu. 

- Dziennie przybywa po kilkanaście tysięcy zakażeń, a i tak mówi się, że to nie jest prawdziwy obraz tego ponad dwustumilionowego kraju i tego, jak infekcja dociera do jego mieszkańców, bo robi się bardzo mało testów. Jeśli spojrzymy na strukturę społeczną, na to, kto jest najczęściej zakażony, kto umiera, to niestety bardzo wyraźne są podziały i nierówności, które w Brazylii widać na każdym kroku - powiedziała ekspertka w TOK FM.

Dodała, że w dużych miastach cierpią przede wszystkim mieszkańcy faweli. Jeśli chodzi o podział terytorialny, to oprócz stanu Sao Paolo, w którym mieszka prawie jedna czwarta mieszkańców, najbardziej dotknięte są regiony "najbiedniejsze, gdzie ludność jest najczęściej ciemnoskóra, czyli północno-wschodnie części Brazylii". - W tej chwili nie ma tam praktycznie miejsc w szpitalach. W ogóle w Brazylii ponad 90 proc. łóżek zajmują osoby, które są zakażone koronawirusem - zaznaczyła Petelczyc. 

Dzielnice, w których zakażeń jest najwięcej, charakteryzują się tym, że dużo ludzi skupionych jest na małych przestrzeniach. Często nie ma tam nawet dostępu do bieżącej wody. Według ekspertki z problemem próbują radzić sobie władze regionalne, a centralne go bagatelizują.

- Każdy gubernator podejmował własną decyzję. W większości były to takie decyzje, jakie znamy z Europy, czyli społeczna izolacja. W bardzo wielu stanach zamknięto główne firmy, restauracje, w których mogło dojść do spotykania się ludzi, ograniczono transport. Ale to działa jeśli ktoś jest z klasy wyższej czy średniej. Prezydent bagatelizuje wszystko, najpierw mówi, że najważniejsza jest gospodarka i nie będziemy z powodu "grypki" siedzieć. Potem mówi "dobrze, niech siedzą te grupy narażone w domach, natomiast mieszkańcy, którzy nie są w grupie ryzyka niech wychodzą i pracują". Ostatnio powiedział: "ponieważ na drugie imię mam Mesjasz, jestem Mesjaszem, ale nie mogę czynić cudów" - opowiadała Petelczyc.

Przypomniała też, że Jair Bolsonaro zwolnił jednego ministra zdrowia ponad miesiąc temu, a drugi sam odszedł po 28 dniach. - Do tego dochodzi zwyczajny problem z niedofinansowaniem służby zdrowia. Bardzo dużo ofiar to są też pracownicy służby zdrowia. Pielęgniarki ostatnio protestowały, bo nie mają żadnego sprzętu, maseczek - zauważyła na antenie TOK FM. 

Dodała też, że "w Sao Paolo już powstają masowe groby". - Te zdjęcia obiegły całą Brazylię i są przerażające, ale Bolsonaro wbrew pozorom nadal cieszy się bardzo dużym poparciem. Rośnie liczba osób niezadowolonych z jego rządów, jest ich już 57 proc, ale ciągle 33 proc. deklaruje, że jest to bardzo dobry prezydent.

Na koniec stwierdziła, że "trudno sobie w ogóle wyobrazić, jak Brazylia zatrzyma pandemię": - W tej chwili liczba osób, które dziennie umierają, przekracza czasem 1000 osób. Ten przyrost logarytmiczny jest bardzo przyspieszony. Byłoby prawdopodobnie tak samo bez Bolsonaro, albo może trochę mniej, natomiast on na pewno nie pomaga, a szkodzi tej sytuacji.

W Brazylii koronawirusem zakażonych jest ponad 376 tys. osób, a na COVID-19 zmarło już ponad 23,5 tysiąca mieszkańców. 

 Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM