Policja w USA szkolona do agresji. "Młody czarnoskóry obywatel jest obserwowany i traktowany jako potencjalny sprawca"

- Wiele dramatów, do których dochodzi w Nowym Jorku czy Minneapolis, nie wydarzyłoby się, gdyby nie agresywne zachowania części policji. Ale również najwyższych władz, które do pewnego stopnia były prowokacyjne wobec ludzi, którzy czują się upokorzeni - mówił w Poranku Radia TOK FM były polski ambasador w USA, Ryszard Schnepf.
Zobacz wideo

Śmierć 46-letniego George'a Floyda, który zmarł po wyjątkowo brutalnej policyjnej interwencji, uruchomiła falę zamieszek, przelewającą się przez Stany Zjednoczone. Jak podają amerykańskie media Derek Chauvin, policjant, który przez prawie 10 minut klęczał na jego szyi, chociaż ofiara nie stawiała oporu, był już adresatem 17 skarg osób zarzucających mu nadmierną brutalność. Tylko dwa razy został dyscyplinarnie ukarany upomnieniem. W interwencji, która spowodowana była podejrzeniem, że Floyd próbował zapłacić w sklepie fałszywą dwudziestodolarówką, brało udział w sumie aż czterech funkcjonariuszy. Na nagraniach wideo pokazujących tę sytuację widać i słychać, jak przyciśnięty do ziemi mężczyzna wiele razy powtarza, że nie może oddychać. To hasło pojawia się na wielu transparentach. 

Policja zakłada atak

Piotr Kraśko, który w Poranku Radia TOK FM gościł byłego polskiego ambasadora w USA Ryszarda Schnepfa, stwierdził, że "jest systemowa niesprawiedliwość wobec czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych". - Tak, tu się nakłada długa historia i pewna niedobra praktyka - stwierdził Schnepf. - Większość sił policyjnych w USA szkolona jest w kierunku agresywnego zachowania wobec nawet samego tylko podejrzenia dokonania przestępstwa. Młody czarnoskóry obywatel podążający ulicą jest już obserwowany i traktowany jako potencjalny sprawca jakiegoś przestępstwa. Rozmawia się z nim również w agresywny sposób, jakby nie był zwyczajnym obywatelem. A to rodzi agresję drugiej strony - wskazywał.

Sytuację utrudnia fakt, że w USA wielu ludzi nosi ze sobą broń, dlatego policja jest przygotowana na to, że zostanie zaatakowana i uczona, by reagować wcześniej. Wszystko to, jak mówił gość Piotra Kraśki, prowadzi do eskalacji agresji. 

Policja szkolona do agresji

Departament policji w Minneapolis, w którym doszło do morderstwa George'a Floyda, już wcześniej był oskarżany o nadużycie siły przez swoich funkcjonariuszy. Wspominano również o ignorowaniu zaleceń rządu federalnego, aby lepiej kontrolować zachowanie mundurowych wobec cywilów w czasie służby.

Jednak - co podkreślają specjaliści - problem z rozliczaniem funkcjonariuszy za nadużycia ma charakter ogólnokrajowy. Nie pociąga się ich do odpowiedzialności z powodu sprzeciwu związków zawodowych policjantów, niechęci prokuratorów i sądów do kwestionowania decyzji funkcjonariuszy podczas konfrontacji z podejrzanymi lub aresztowanymi, oraz pozostawieniu policjantom marginesu swobody użycia siły fizycznej lub broni palnej.

Według byłego policjanta, a obecnie badacza organów ścigania Setha Stoughtona ta swoboda w stosowaniu broni palnej wiąże się z metodami szkolenia amerykańskiej policji. Stoughton zauważa, co napisał w magazynie "The Atlantic", że w szkoleniu kandydatów do służby kładzie się największy nacisk na bezpieczeństwo ich samych. W akademiach policyjnych uczy się studentów, że w sytuacji, kiedy poczują się zagrożeni z powodu zachowania osób aresztowanych lub podejrzewanych o popełnienie przestępstwa, nie mogą sobie pozwolić na chwilę wahania, gdyż może ich to kosztować życie.

Podobne rady słyszą już na służbie od przełożonych i starszych kolegów. Jak pisze Stoughton, w większości przypadków użycia broni, policjanci "nie strzelają z gniewu, frustracji lub nienawiści, tylko dlatego, że się boją". Z kolei instrukcje co do tego, kiedy użyć siły fizycznej lub broni palnej, są zwykle - zależy to od konkretnego departamentu policji - dość ogólnikowe, pozostawiając funkcjonariuszom spory margines arbitralnego osądu. Zalecają, na przykład, by używać broni palnej przeciw podejrzanym gotowym do użycia noża, co stwarza często ryzyko mylnej oceny, że rzeczywiście zostaną zaatakowani. Wielokrotnie zdarzało się też, że policjanci myśleli, że mają do czynienia z osobą uzbrojoną w broń palną - omyłkowo biorąc za pistolet inne przedmioty - i strzelali, aby uprzedzić spodziewany atak.

Ryszard Schnepf w rozmowie z Piotrem Kraśką odwoływał się m.in. do przypadku wydarzeń w miasteczku Ferguson w stanie Missouri, gdzie w 2014 roku policjant zastrzelił na ulicy 18-letniego Michaela Browna. Tłumaczył, że nastolatek miał broń i zamierzał jej użyć, jednak dowody zebrane w tej sprawie potwierdziły, że Brown był nieuzbrojony. To morderstwo było zarzewiem wielu protestów ulicznych. Schnepf przypominał, że w Ferguson praktycznie cała policja była biała i zachowywała się agresywnie, a większość mieszkańców tego miasteczka to Afroamerykanie. - A z moich obserwacji wynika, że policjanci, którzy mają nieco inny odcień skóry, mają większą wrażliwość. Mają poczucie, że ich to też dotyczy - wskazywał były polski ambasador w USA.

Czy Ameryka jest podzielona jak nigdy wcześniej? Posłuchaj całej rozmowy:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM