Fatalna sytuacja stadniny w Janowie Podlaskim. Minister: "Kłamstwa PO". Podejrzewa spisek

- Koniom w stadninie w Janowie Podlaskim nie dzieje się krzywda - zapewnił na specjalnej konferencji prasowej minister rolnictwa. Jan Krzysztof Ardanowski mówił o rzeczach, które mogą wskazywać na... spisek.
Zobacz wideo

W janowskiej stadninie w kwietniu zmienił się prezes. Już czwarty raz od przejęcia władzy przez PiS w 2015 roku. Grzegorz Chochański, który pełnił tę funkcję przez ostanie dwa lata, odszedł do Białegostoku, na inne dyrektorskie stanowisko. Oficjalnie minister rolnictwa powtarza, że prezesowi powiększa się rodzina i stąd decyzja o opuszczeniu Janowa Podlaskiego. Ale nieoficjalnie mówi się, że powodem było to, co dzieje się w stadninie. W tej sprawie alarmowały niedawno m.in. polityczki Koalicji Obywatelskiej.

O złej sytuacji mówiła też w rozmowie z TOK FM Anna Stojanowska. - To, co należało zrobić natychmiast, to poprawić żywienie i poprawić kondycję koni. To, co zastałam, dalekie było od mojego wyobrażenia o dobrostanie zwierząt. Oprócz sporego nieporządku, żeby nie powiedzieć brudu, widoczne były niedobory paszowe. A pasza, którą karmiono konie, była po prostu podłej jakości - powiedziała. Przypomnijmy, że Stojanowska przed "dobrą zmianą" nadzorowała państwowe stadniny. Została zwolniona w tym samym czasie, co dyrektorzy Marek Trela (Janów Podlaski)  i Jerzy Białobok (Michałów).

Opowieść ministra ze spiskiem w tle?

Jan Krzysztof Ardanowski, żeby odnieść się do informacji o sytuacji w jednej z najbardziej prestiżowych polskich stadnin, zwołał specjalną, dość długą, konferencję prasową. Zapewnił, że to, co zostało o janowskich koniach powiedziane to nieprawda.

- Te ciągłe, cykliczne ataki ze strony polityków Platformy Obywatelskiej - tu prym wiodą dwie panie posłanki. Mają głębszy cel. To jest próba pokazania, że po zwolnieniu przez mojego poprzednika prezesów dwóch kluczowych stadnin, hodowla koni arabskich jest w upadku. Ataki na Janów mają tę tezę udowodnić i pokazać, że hodowla jest w stanie schyłkowym, że jest prowadzona w sposób niewłaściwy - przekonywał Ardanowski.

"Spirala nienawiści i kłamstwa"

Z opowieści ministra rolnictwa wynikało, że czasy, gdy stadniną w Janowie Podlaskim zarządzał Marek Trela (usunięty po przyjściu do władzy PiS), wcale nie były -  jak się powszechnie uważa - pasmem sukcesów. - Jestem absolutnie przekonany, że tu nie chodzi wcale o dobro zwierząt czy o wyniki stadniny. Chodzi o to, by z powodów politycznych przypiąć kolejną łatę rządowi PiS, by przedstawiać kłamliwy wizerunek hodowli koni. To są kłamstwa Platformy. Tym, którzy nakręcają spiralę nienawiści i kłamstwa, przyświecają złe intencje - mówił Ardanowski.

Z wywodu szefa Ministerstwa Rolnictwa wynikało wprost, że komuś - choć wprost nie powiedział komu - zależy na tym, by polską hodowlę konia arabskiego osłabić i by ci, którzy są zainteresowani nabyciem koni, mogli je kupować jak najtaniej. - Próbuje się przedstawić taką oto konstrukcję intelektualną, że dopóki był pan Trela, wszystko było idealnie. Geniusz, cudotwórca, twórca sukcesów. Wszystko działało fantastycznie, stadnina kwitła, a konie zyskiwały bardzo wysokie ceny. Przyszedł paskudny PiS i wszystko jednego dnia się skończyło. Upadek, tragedia. Wysłano w świat kłamliwą opinię, że hodowla koni arabskich w Polsce upadła - mówił minister, przekonując, że to nieprawda. - Puszczanie w świat informacji, że tu już nic nie ma, więc nie przyjeżdżajcie, spowodowało, że i sprzedaż koni spadła - udowadniał minister rolnictwa.

Jak jest dziś?

Na zarzuty, że w stadninie w ostatnich miesiącach przez długi czas nie było kowali, minister odpowiedział, że wszystko przez epidemię. - Koronawirus uniemożliwił zatrudnienie pracowników z zewnątrz, a to skutkowało brakiem bieżącej pielęgnacji kopyt u części koni - przyznał Ardanowski, zaprzeczając innym zarzutom. - W Janowie trzeba wiele rzeczy jeszcze poprawić, to jest oczywiste, jak w każdym gospodarstwie. Ale o co chodzi? Czy o dobro koni, czy raczej o to, że wielkie interesy zostały naruszone, że odcięto jakąś grupę od zarabiania na tych koniach? - grzmiał minister.

W stadninie kilkanaście dni temu byli eksperci z Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Mieli ocenić kondycję zwierząt i warunki hodowli. Minister przekonuje, że z raportu, który po tej kontroli powstał, nic złego nie wynika. Jak mówił jeden z ekspertów, prof. Grzegorz Tomczyk, uznano, że stan koni jest dobry. Tyle, że jak sam przyznał - jest to ocena na dzień przeprowadzania kontroli. A zarzuty zarówno posłanek, jak i innych osób dotyczą czasu za poprzedniego prezesa. Do tego eksperci się jednak nie odnosili - w raporcie opisali, co zastali "tu i teraz".

Na koniec warto przypomnieć informacje o wynikach finansowych stadniny w Janowie Podlaskim, które najlepiej chyba pokazują, jak zmieniała się tam sytuacja. 2015 rok zamknięto zyskiem w wysokości 3,2 mln złotych. Potem było tylko gorzej. W 2016 roku zysk wyniósł niewiele ponad 81 tys. zł. W 2017 roku stadnina w Janowie odnotowała ponad 1,6 mln zł straty. A 2018 rok zamknięto stratą w wysokości ponad 3 mln 230 tys. złotych.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM