Władimir Putin chce rządzić Rosją jeszcze przez wiele lat. "Przebił Breżniewa, chce pobić Stalina"

Już wcześniej było widać, że Władimir Putin chce pozostać u władzy jak najdłużej. System, który stworzył, nie daje ani jemu, ani jego ekipie gwarancji bezpieczeństwa. To przedłużanie rządów to polisa. Do tego dochodzi ciągły problem z sukcesją - mówiła w TOK FM Anna Łabuszewska.

Rosjanie mieli ocenić zmiany w konstytucji 22 kwietnia, ale po wybuchu epidemii koronawirusa głosowanie odłożono na późniejszy termin, a potem wyznaczono je na 1 lipca. Zmiany w konstytucji Rosji, przyjętej w 1993 roku, zainicjował w styczniu sam Władimir Putin. W trakcie pracy w parlamencie nad odpowiednią ustawą wprowadzono zapis umożliwiający uchylenie limitu kadencji prezydenckich obecnego szefa państwa. Jeśli więc poprawki zostaną zaakceptowane w głosowaniu, Putin będzie mógł ubiegać się o kolejne dwie kadencje prezydenckie po zakończeniu obecnej, w 2024 roku. - Będzie odnowiona konstytucja, więc zachowujemy się tak, jakby dotychczasowych kadencji nie było. Teoretycznie Putin mógłby rządzić jeszcze przez kolejnych 12 lat, czyli do 2036 roku - wyjaśniała Anna Łabuszewska, dziennikarka "Tygodnika Powszechnego" i autorka bloga "17 mgnień Rosji".

Władimir Putin pierwszy raz został prezydentem Rosji 31 grudnia 1999 roku. - On objął rządy jako młody człowiek. Już pobił rekord Leonida Breżniewa i chce powalczyć z Józefem Stalinem, który rządził ponad 30 lat. Już wcześniej było widać, że Putin chce pozostać u władzy jak najdłużej. System, który stworzył, nie daje ani jemu, ani jego ekipie gwarancji bezpieczeństwa. To przedłużanie rządów to polisa. Do tego dochodzi ciągły problem z sukcesją - podkreślała gościni.

Maciej Zakrocki, prowadzący audycję, przypomniał, że Putin miał cztery lata przerwy w sprawowaniu urzędu prezydenta. W latach 2008-2012 zastąpił go dotychczasowy premier Dmitrij Miedwiediew. Łabuszewska przypomniała, że Putin sam został premierem i zaczęła się w Rosji "tandemowładza". - Głową państwa formalnie był Miedwiediew. Jednak Putin jako premier dalej był głównym decydentem. Choć prezydent był mu wierny i lojalny, to w elicie pojawiały się jakieś niuanse, przechyły w różne strony. Nawet minimalne ryzyko odczytano jako podważenie tego, co zostało ustalone. Dlatego Putin powrócił na Kreml i jest tam do dziś - wyjaśniała ekspertka.

Putin przez organizację ogólnonarodowego głosowania chce uzyskać potwierdzenie i legitymację dla swojej władzy. - Referendum ma potrwać nawet 6 dni, bo wcześniej, przez pandemię, można głosować przez internet. Cała propaganda Kremla wyciszona przez koronawirusa znowu ruszyła do boju. W telewizji czy na ulicy trwa agitacja, aby poprzeć zmiany zerujące kadencje Putina - dodała. Wskazywała jednocześnie, że ostatnie sondaże nie są dla Putina zbyt korzystne. - Zaufanie dla niego i poparcie dla jego polityki ciągle spada. W tym drugim, podskórnym życiu Rosji, w mediach społecznościowych ludzie namawiają się, żeby nie głosować w ogóle - mówiła ekspertka.

Choć dodała, że machina do liczenia głosów jest ustawiona tak, aby Putin wygrał, to jednak Kreml ma powody do niepokoju. - Wynik zapewne będzie pozytywny dla prezydenta, ale jeżeli skala fałszerstw będzie zauważalna, to wiarygodność i legitymacja władzy, którą Putin chce umocować na poparciu społecznym, będzie trzeszczeć w szwach - analizowała ekspertka.

DOSTĘP PREMIUM