Szczyt UE dalej bez porozumienia. "Przywódcy ciągle są w punkcie wyjścia"

Drugi dzień obrad przywódców państw i rządów na szczycie w Brukseli nie przyniósł porozumienia ws. budżetu na lata 2021-2027 oraz funduszu odbudowy. Dyskusja przy kolacji o praworządności była dość ciężka, ale zanosi się na osłabienie zapisów w tej sprawie - podały źródła PAP.
Zobacz wideo

Rzecznik szefa Rady Europejskiej zapowiedział, że liderzy wznowią rozmowy w niedzielę w południe. Charles Michel nie zdecydował się na przedstawienie nowych propozycji ws. finansów wieczorem. Według informacji PAP ze źródeł unijnych - ma to zrobić właśnie w niedzielę.

Jak zauważył w Weekendowym Poranku TOK FM Maciej Zakrocki, wydaje się, że przywódcy państw ciągle są w punkcie wyjścia. - To z czym przyjechali w piątek do Brukseli i co wiadomo było, że ich różni - nadal ich różni - skomentował.

- To prawda. Dyskusja nad różnicami, z którymi przyjechali szefowie państw UE nadal trwa i obawiam się, że niezależnie od tego, iż obserwatorzy donoszą, że poprawia się atmosfera (…) szczyt stoi w miejscu - zgodziła się dr Anna Skrzypek z Fundacji Europejskich Studiów Progresywnych w Brukseli.

Trudne rozmowy o praworządności

Sobotnia kolacja - jak donosili dyplomaci - była poświęcona kwestii powiązania budżetu UE z praworządnością. Według nieoficjalnych informacji rozmowa na ten temat była trudna. "Nie można było się spodziewać łatwej debaty na temat praworządności. Po raz pierwszy liderzy poważnie omawiają warunkowość (powiązanie praworządności z budżetem - PAP), odkąd została zaproponowana w 2018 roku" - podkreśliło źródło unijne.

Inny rozmówca PAP relacjonował, że w ocenie szeregu krajów propozycje Michela nie powinny być już osłabione, ale Polska i Węgry domagają się, by ewentualne decyzje dotyczące zamrażania środków krajom mającym problemy z praworządnością były podejmowane jednomyślnie.

Premier Holandii Mark Rutte, który był "jastrzębiem" w tej sprawie porzucił promowanie ostrzejszych zapisów niż te proponowane przez przewodniczącego Rady Europejskiej. Chodzi o system głosowania ws. uruchomienia ewentualnych sankcji. KE chciała tzw. odwróconej większości kwalifikowanej, co znaczy, że do zablokowania decyzji potrzeba byłoby zebrania większości krajów UE. Michel zaproponował, aby to do decyzji o sankcjach konieczne było zebranie większości stolic, co sprawia, że o decyzję taką byłoby trudniej.

Premier Węgier Viktor Orban groził, że zablokuje i takie rozwiązania, a szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki mówił dziennikarzom, że Polska nie chce żadnych arbitralnych mechanizmów, które mogą prowadzić do tego, że później "politycznie motywowane państwa będą podejmowały za nas decyzje w sprawach, co do których nie będziemy czuli żadnych zobowiązań".

Merkel: Możliwe, że nie będzie porozumienia

Kanclerz Niemiec Angela Merkel oceniła w niedzielę rano, że cały czas jest możliwe, iż unijni liderzy nie osiągną porozumienia w sprawie wieloletniego budżetu UE i funduszu odbudowy po kryzysie związanym z pandemią koronawirusa. - Jest dużo dobrej woli, ale także wiele stanowisk. Będę robić wszystko, co w mojej mocy, ale wciąż jest możliwe, że nie będziemy mieć rezultatu - oświadczyła kanclerz cytowana przez Reutera.

Co z funduszem odbudowy?

Niezależnie od tego, jakie będą propozycje w niedziele w tej sprawie, Michel będzie musiał znaleźć też nowe rozwiązania dotyczące wysokości środków. Przedstawiona przez niego w sobotę rano nowa formuła, zakładająca zmniejszenie grantów w funduszu odbudowy była - według rozmówców PAP - do przyjęcia przez praktycznie wszystkie państwa członkowskie. Niezadowolone dalej były jednak kraje z klubu tzw. oszczędnej czwórki, czyli Austria, Holandia, Dania i Szwecja.

Projekt Michela zakładał, że na fundusz odbudowy miałoby pójść 750 mld euro (tak jak proponowała KE). Jednak w kwocie tej 450 mld euro, a nie 500 mld euro jak proponowano wcześniej, byłoby dostępne w grantach.

Ta zmiana, która pociągała za sobą cięcia w różnych obszarach, połączona z większymi rabatami od składek dla Austrii, Danii i Szwecji oraz zwiększenie udziału państw członkowskich w opłatach celnych (na czym skorzystałaby Holandia) nie przekonywały jednak klubu oszczędnych.

Poirytowany nieustępliwością tych krajów prezydent Francji Emmanuel Macron miał nawet szykować się do powrotu do Paryża w sobotę wieczorem, ale przez przedłużenie obrad musiał zostać w Brukseli.

W sobotniej propozycji Michela niezmieniona została też warunkowość dotycząca zobowiązania się do osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku dla krajów mających korzystać ze środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Przypomnijmy, Polska jako jedyny kraj w UE nie zobowiązała się do osiągnięcia celu neutralności w 2050 roku. Przywódcy UE rozmawiali o tym w grudniu 2019 roku, a w związku z tym, że Warszawa wówczas nie była gotowa do tej decyzji, mieli do sprawy wrócić w czerwcu. Te plany pokrzyżowała jednak pandemia koronawirusa, ale teraz problem znowu się pojawił. - Neutralność klimatyczna może być dla całej UE, ale Polska akurat potrzebuje swojej własnej ścieżki dojścia do neutralności klimatycznej - mówił w piątek w nocy szef polskiego rządu.

DOSTĘP PREMIUM