Ponad 100 ofiar eksplozji w Bejrucie, 4 tys. rannych. "Apokaliptyczne zniszczenia"

W wyniku eksplozji, do jakiej doszło we wtorek w Bejrucie, zginęło co najmniej sto osób - poinformował w środę libański oddział Czerwonego Krzyża. Liczbę rannych oceniono na 4 tys. Media piszą o "apokaliptycznych zniszczeniach".
Zobacz wideo

Do potężnej eksplozji doszło wczoraj po południu w portowej dzielnicy stolicy Libanu.

Mateusz Morawiecki zapowiedział dziś (5 sierpnia) skierowanie przez polski rząd pomocy do Bejrutu. "Wczorajszy wybuch w Libanie wstrząsnął nie tylko Bejrutem. Dramatyczne zdjęcia eksplozji obiegły cały świat. Na takie tragedie nie możemy być i nie będziemy obojętni! Wspólnie z ministrem Mariuszem Kamińskim z Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji podjęliśmy decyzje o skierowaniu pomocy do Bejrutu" - poinformował w środowym wpisie na Facebooku premier.

- Zgłosiliśmy gotowość do natychmiastowego wyjazdu do działań ratowniczych w Libanie - poinformował rzecznik komendanta głównego PSP st. kpt. Krzysztof Batorski. Dodał, że na miejsce może zostać wysłanych 39 ratowników z 4 psami oraz moduł ratownictwa chemicznego - łącznie ok. 50 ratowników. 

Obecnie strona polska czeka na akceptację strony zgłaszającej; po jej uzyskaniu ratownicy są w stanie wylecieć do Libanu jeszcze w środę. Transport ma się odbyć samolotem LOT.

Dramatyczna sytuacja w Bejrucie

Sekretarz generalny Libańskiego Czerwonego Krzyża George Kettaneh powiedział w rozmowie telefonicznej z telewizją LBCI, że jego organizacja koordynuje wraz z ministerstwem zdrowia akcję przewożenia zwłok ze szpitali do miejskich kostnic, ponieważ te funkcjonujące w szpitalach są przepełnione. - To, z czym mamy do czynienia, jest katastrofą bez precedensu - podkreślił.

Kettaneh wyraził opinię, że pod zwałami gruzów ze zniszczonych budynków mogą być kolejne ofiary śmiertelne. - Nasze ekipy kontynuują akcję ratunkową, przeszukując cały dotknięty skutkami wybuchu obszar - wyjaśnił. Dodał, że we wtorek doszło w sumie do dwóch wybuchów.

- Miasto z trudem dochodzi do siebie po eksplozji - pisze Associated Press. Korespondent tej agencji donosi, że znad składów w porcie wciąż unosi się dym. Zlokalizowane tam ogromne silosy zbożowe są uszkodzone. Wiele budynków w najbliższej okolicy zostało kompletnie zniszczonych, a na ulicach piętrzą się stosy gruzu i papierów z pobliskich biur. - Jest też wiele uszkodzonych samochodów, które blokują przejazd - pisze.

Bejrut po eksplozji. Wybuch było słychać na Cyprze

Korespondent AFP relacjonuje, że kontenery w porcie wyglądają jak zmiażdżone puszki po konserwach. Wojsko ewakuowało ludność z terenu dotkniętego wybuchem, który był tak silny, że słuchać go było na oddalonym ok. 200 km Cyprze. Według amerykańskich służb geologicznych wybuch wywołał wstrząsy porównywalne do trzęsienia ziemi o magnitudzie 3,3.

Była to najsilniejsza eksplozja, z jaką zetknęli się mieszkańcy miasta od lat, mimo że wielu z nich pamięta jeszcze wojnę domową w Libanie z lat 1975-1990 i konflikt z Izraelem, a także zdarzające się ataki bombowe w Bejrucie - zauważa AP.

W Bejrucie ogłoszono stan klęski żywiołowej. "Apokalipsa" - takim nagłówkiem opatrzył doniesienia o katastrofie "L'Orient", francuskojęzyczny dziennik wychodzący w Libanie. Arabskojęzyczny "Al-Akbar" zamieścił na pierwszej stronie zdjęcie zrujnowanego portu z podpisem "Wielka zapaść". W komentarzach medialnych pojawiły się porównania do wybuchu bomby atomowej. Libańskie media przywołują w tym kontekście obraz pomarańczowego dymu w formie grzyba, jaki roztaczał się nad portem po wybuchu. - To był widok jak w filmie grozy  - powiedział w rozmowie z korespondentem AP mieszkaniec Bejrutu Marwan Ramadan, który w chwili wybuchu znajdował się pół kilometra od składów portowych, a mimo to fala uderzeniowa powaliła go na kolana. Pożar, jaki rozszerzył się po wybuchu na sąsiednie budynki, doszczętnie zdewastował setki domów.

Przyczyna eksplozji w Bejrucie

Eksplozja uszkodziła stojący w porcie okręt ONZ. Wśród rannych są żołnierzy sił pokojowych, którzy przebywali na jego pokładzie. Według lokalnych mediów wśród rannych są też pracownicy ambasady Niemiec w Libanie. Jako przyczynę tragedii władze libańskie podały prace spawalnicze w składach, gdzie trzymano 2750 ton saletry amonowej (azotanu amonu) skonfiskowanej przez władze w 2014 r.

Premier Hassan Diab ogłosił środę dniem żałoby narodowej. Obiecał przy tym, że kierownictwo składów odpowie za skrajną nieodpowiedzialność, jaką się wykazało, przechowując przez lata ogromne ilości saletry bez właściwego zabezpieczenia.

Komentatorzy alarmują też, że zniszczenia w porcie, przez który przechodziło większość dostaw, stawiają pod znakiem zapytania aprowizację i zapewnienie odpowiedniej ilości leków oraz żywności w Bejrucie. Liban sprowadza rocznie ok. 80 proc. tych towarów z zagranicy.

Zwraca się też uwagę na fakt, że elewatory zbożowe, które znajdują się w gestii libańskiego ministerstwa i handlu, zostały uszkodzone, a całe przechowywane w nich zboże uległo skażeniu. Ocenia się, że 85 proc. całych libańskich zasobów zboża jest przechowywanych właśnie w Bejrucie. Korespondenci AP, którzy fotografowali cały obszar objęty skutkami katastrofy za pomocą dronów, twierdzą, że skutki zniszczenia elewatorów, niedawno zresztą oddanych do użytku, są bardzo poważne.

Obawy budzi też bezpieczeństwo niewielkiego Libanu, który od 2011 r., gdy zaczęła się wojna domowa w Syrii, przyjął ponad milion syryjskich uchodźców - zauważa Reuters.

Z całego świata do Bejrutu napływają słowa solidarności i propozycje wsparcia, które - jak podkreślają media w Libanie - zaoferował nawet Izrael.

DOSTĘP PREMIUM