Protesty po wyborach na Białorusi. "Wydaje się, że w niektórych miastach to protestujący zaskoczyli milicjantów"

Jak mówił w TOK FM Nikita Grekowicz z Inicjatywy Wolna Białoruś, sytacja w jego kraju po niedzielnych wyborach prezydenckich jest chaotyczna i nie wiadomo, jak bardzo protesty będą eskalowały. Opowiadał, że w niektórych miastach do demonstrantów przyłączali się milicjanci lub po prostu nie interweniowali.
Zobacz wideo

Według rządowych exit poll, ogłoszonych tuż po zamknięciu lokali wyborczych, prezydentem na kolejną kadencję został Alaksandr Łukaszenka, który miał zdobyć niemal 80 proc. głosów. Jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska - 6,8 proc. Jednak dane sondażowe sprzed ambasad w krajach z największą białoruską diasporą zdecydowane zwycięstwo dają właśnie kandydatce opozycji. W nocy w stolicy Białorusi - Mińsku - i kilku innych miastach odbyły się demonstracje. 

O tym, co się dzieje na Białorusi, opowiadał w TOK FM Nikita Grekowicz z Inicjatywy Wolna Białoruś.- Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Najwięcej doniesień dochodzi z Mińska. W Mińsku też te starcia, próby przełamania protestujących były najbardziej brutalne i to tam spodziewamy się pierwszych potwierdzeń niestety ofiar śmiertelnych. Niestety wiele na to wskazuje, że takie ofiary tam są - opisywał. 

Jak dotąd Centrum Wiasna poinformowało o jednej osobie zabitej.

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Dodał jednak, że nie znaczy to, iż w innych miastach "nie działy się podobne rzeczy". - Tylko że w innych miastach wydaje się, że czasami wynik tych starć był inny i to protestujący zaskoczyli milicjantów, i to im udało się zdominować sytuację - zaznaczył, podkreślając, że "wszelkie starcia z milicją raczej są po to, żeby odbijać zatrzymanych". - A protestujący przez całą noc we wszystkich miastach prosili OMON-owców, żeby ci przyłączyli się do protestujących, opuścili tarcze. Tak się działo w różnych mniejszych miastach Białorusi, oni później im dziękowali, przytulali się do nich i takie obrazki też docierały do nas - zapewnił. 

Protesty na Białorusi. W niektórych miastach milicja przyłączyła się do protestujących

Jak relacjonował Grekowicz, w Mińsku OMON w stosunku do protestujących użył granatów hukowych, amunicji gumowej oraz armatek wodnych. - Głównie te granaty hukowe i gumowa amunicja sprawiły, że wiele osób ma poważne obrażenia stóp, urwane palce. Widać było zdjęcia mężczyzny, obok którego niestety granat hukowy wybuchł tak blisko, że rozerwało mu klatkę piersiową i jest podobno w ciężkim stanie. Kilka osób zostało potrąconych przez pędzące naprawdę na pełnej prędkości więźniarki i te osoby też są co najmniej w bardzo ciężkim stanie - zaznaczył gość TOK FM. 

Jego zdaniem trudno obecnie stwierdzić, jak bardzo protesty będą eskalowały, ponieważ nie wiadomo tak do końca, jak ogólnie wygląda sytuacja na Białorusi. - Białoruś zasnęła w wielkiej niepewności. Nie wiadomo, które miasta tak naprawdę się "wyzwoliły" - mówił, zaznaczając, że przez całą noc dochodziły do niego doniesienia o tym, że do miast, w których milicja zdecydowała się stanąć razem z protestującymi, jadą posiłki z pobliskich miejscowości. - W skrócie: sytuacja jest bardzo chaotyczna i naprawdę nie wiadomo, ile to jeszcze będzie trwało - dodał. 

Jak opisywał, bywały sytuacje, "w których funkcjonariusze najpierw opuszczali tarcze i zdejmowali hełmy, a następnie - po przyjeździe posiłków - dochodziło do starć z protestującymi." W niektórych miastach milicja po prostu też nie wyszła na ulice, a ludzie mogli się swobodnie przemieszczać i cieszyć ze zwycięstwa - Więc jest za wcześnie obecnie na to, żeby powiedzieć, że gdziekolwiek milicja zdecydowała się przyłączyć "tak na dobre" do protestujących - ocenił. 

Swiatłana Cichanouska wygrywa w 20 komisjach

Podczas wczorajszej konferencji prasowej przedstawiciele sztabu Cichanouskiej oświadczyli, że w przynajmniej trzech regionach Mińska ich kandydatka zdobyła więcej głosów niż obecny prezydent. W tych komisjach wyborczych - jak podano - członkowie zdecydowali się podać prawdziwe wyniki głosowania. Według Grekowicza takich komisji jest obecnie około 20 w całym kraju. - Też za granicą wiele ambasad zdecydowało się na opublikowanie, wydaje się, prawdziwych wyników. To jest mniej więcej 1 głos na Łukaszenkę do pięciu głosów dla Cichanouskiej i wydaje się, że to jest realny wynik - mówił, zaznaczając jednak, że w Białorusi odbywa się również przedterminowe głosowanie, które trwało już od poniedziałku. - Jest ono często bardzo mocno wypaczone. Często głosują albo żołnierze, resorty siłowe - po prostu sektor państwowy, albo państwowe przedsiębiorstwa i wtedy te głosy są po prostu bardzo mocno monitorowane i ludzie muszą głosować na Łukaszenkę pod groźbą zwolnień z pracy, albo jakiś innych reperkusji w przypadku mundurowych.

Protesty na Białorusi. Zatrzymania dziennikarzy

Jak mówił w TOK FM Grekowicz, zatrzymania dziennikarzy miały miejsce przez całą niedzielę. - Należy podkreślić, że przez ostatni miesiąc otrzymanie akredytacji graniczyło z cudem i większość dziennikarzy ich nie otrzymała (...). Zatrzymania dziennikarzy często wiązały się także z wydaleniem z kraju, to miało miejsce np. w przypadku dziennikarzy rosyjskiej telewizji Deszcz. Wczoraj pod koniec dnia wyborczego została zatrzymana szefowa Biełsatu na Białorusi - wymieniał działacz. 

DOSTĘP PREMIUM