Słaby Łukaszenka jest na rękę Rosji. "Depesza z gratulacjami od Putina brzmiała jak ostrzeżenie"

Dla Rosji najlepszy na czele Białorusi jest osłabiony Alaksandr Łukaszenka - taki, którego Kreml zna już bardzo dobrze i który go właściwie nigdy nie zawiódł. I taki, który ma pozamykane furtki w kontaktach z Zachodem - wyliczały ekspertki, które gościły w audycji "Połączenie" Jakuba Janiszewskiego.
Zobacz wideo

Zakończone w niedzielę wybory prezydenckie na Białorusi miały przynieść - według oficjalnych informacji - bezapelacyjne zwycięstwo Alaksandra Łukaszenki. Wstępne wyniki dają mu 80 proc. poparcia, podczas gdy jego kontrkandydatka Swiatłana Cichanouska zgromadzić miała mniej niż 10 proc. poparcia. Tuż po zamknięciu lokali wyborczych na ulice wielu białoruskich miast wyszły dziesiątki tysięcy ludzi, którzy nie zgadzają się na dalsze rządy Łukaszenki, uznając wybory za sfałszowane. Również sama Cichanouska jeszcze w niedzielę podnosiła, że wiele komisji wyborczych opublikowało protokoły, zgodnie z którymi ma ona miażdżącą przewagę nad obecnym prezydentem. Dziś dodała, że nie uznaje jego zwycięstwa. Łukaszenka zaś stwierdził, że uczestnikami protestów sterowano z Polski, Czech i Wielkiej Brytanii

Protesty na Białorusi. Czy to jest na rękę Rosji?

Anna Maria Dyner, analityczka ds. Białorusi i polityki bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, stwierdziła w rozmowie z Jakubem Janiszewskim, że po zakończonych wyborach widać bezradność białoruskiego prezydenta, który najwidoczniej zdaje sobie sprawę z konsekwencji międzynarodowych tego, co się dzieje w jego kraju, jak i z tego, że należy się spodziewać kolejnych protestów.

Katarzyna Chawryło z Ośrodka Studiów Wschodnich stwierdziła wprost, że Łukaszenka "utracił legitymację społeczną, co będzie miało wpływ na relacje z Rosją". - Obserwujemy intensyfikację działań dyplomatycznych, kiedy to Rosja próbowała zmusić Białoruś do zacieśnienia integracji. Osłabiony Łukaszenka, który może zdoła jakoś przepchnąć ten wynik wyborczy, będzie słabym partnerem, skłonnym do większych ustępstw w relacjach z Rosją - wyjaśniała ekspertka. 

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Putin gratuluje Łukaszence zwycięstwa

W poniedziałek, jeszcze przed ogłoszeniem ostatecznych wyników wyborów, depeszę z gratulacjami przesłał Łukaszence prezydent Rosji Władimir Putin. Zapewnił, że rozwój stosunków rosyjsko-białoruskich jest zgodny z zasadniczymi interesami dwóch bratnich narodów. "Liczę na to, że pańska działalność państwowa sprzyjać będzie rozwojowi wzajemnie korzystnych relacji rosyjsko-białoruskich we wszystkich sferach, intensyfikacji procesów integracyjnych na płaszczyźnie Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej i Wspólnoty Niepodległych Państw, a także więzi wojskowo-politycznych w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ros. skrót ODKB) - napisał Putin.

- Depesza Putina nie była serdeczna, ona brzmiała jak ostrzeżenie o czerwonych liniach i o konieczności integracji w ramach państwa związkowego i integracji wojskowej - wskazywała Anna Maria Dyner. Jej zdaniem dla Rosji najlepszy Łukaszenka to Łukaszenka słaby. - Kreml zna go już bardzo dobrze i on nigdy go nie zawiódł. I będzie miał teraz zamknięte furtki do porozumienia z Zachodem - wskazywała. Przewidywała też, że w tej sytuacji Rosja wróci z projektem pogłębionej integracji, być może na warunkach mniej korzystnych dla Białorusi niż jeszcze rok temu. - Sprzyjać temu będzie to, że obecne umowy na zakup ropy i gazu kończą się pod koniec roku, przed Alaksandrem Łukaszenką stoi trudne zadanie wypracowania kolejnych kontraktów, które nie muszą być korzystne dla Białorusi - mówiła. 

Rosja się wtrąci?

Katarzyna Chawryło zwracała uwagę, że słaby lider bez poparcia społecznego jest wrażliwy na to, co dzieje się w elitach. - A to stwarza pole do rozłamów. Jeśli Rosja stwierdzi, że Łukaszenka jest za słaby, może zacząć budować nowe koalicje w białoruskich elitach. To na pewno będą działania nieprzejrzyste - prognozowała. 

A co zrobi Rosja? Na razie z uwagą śledzi reakcję Zachodu, czeka na jakieś kroki. - Ja wcale nie wykluczam, że Rosjanie będą ingerowali w protesty społeczne i że znajdą się liderzy i pieniądze, które będą je podsycać - mówiła Anna Maria Dyner. Zaznaczyła jednak, że jest daleka od tego, by mówić, że Swiatłana Cichanouska była finansowana z Moskwy, choć zastanawia niebywały profesjonalizm kampanii kandydatki, która w polityce objawiła się niejako przypadkiem (kandydować miał jej mąż, popularny YouTuber, ale został aresztowany). - Sam Łukaszenka mówił, że kampania Cichanouskiej jest finansowana z Rosji, podobnie mówili liderzy tzw. starej opozycji - wskazywała.

DOSTĘP PREMIUM