Cichanouska, czytając z kartki, wzywa, by nie stawiać oporu milicji. "Wydaje mi się, że została zaszantażowana"

"Ja, Swiatłana Cichanouska, dziękuję wam za udział w wyborach prezydenckich. Naród Białorusi dokonał wyboru" - tymi słowami zaczyna się wideo, na którym siedząca na kanapie Swiatłana Cichanouska czyta z kartki krótkie oświadczenie. - To nie są jej słowa. Myślę, że została zaszantażowana, złamana, zmuszona do tego - mówił w TOK FM Aleksy Dzikawicki z Biełsatu.
Zobacz wideo

Wideo nagrane zostało na neutralnym tle - zasłoniętych rolet okiennych. Swiatłana Cichanouska w białej bluzce i z upiętymi włosami siedzi na czarnej kanapie. Czyta z kartki. Całe nagranie trwa 37 sekund.

Kandydatka opozycji na prezydenta Białorusi zwraca się pozbawionym emocji głosem do obywateli swojego kraju. Apeluje, by poddali się działaniom milicji. Wyraża wdzięczność wobec obywateli, którzy popierali ją w czasie kampanii i wyborów. - Białorusini, wzywam was do przestrzegania prawa. Nie chcę krwi i siły. Proszę was, byście nie sprzeciwiali się milicji, nie wychodzili na place, by nie narażać swojego życia na niebezpieczeństwo - mówi.

 

Ta sama biała bluzka

Co ciekawe, Cichanouska na tym nagraniu występuje w tej samej bluzce, w której pokazała się w innym, opublikowanym wcześniej oświadczeniu. Deklarowała w nim, że jej wyjazd na Litwę był jej własną decyzją, jedną z najtrudniejszych, jakie musiała podjąć. Przyznała, że choć sądziła, iż kampania ją wzmocni, to okazała się tylko "słabą kobietą". Zakończyła stwierdzeniem, że dzieci są najważniejsze. Właśnie na Litwę wcześniej wyjechały jej dzieci - chodziło o zapewnienie im bezpieczeństwa, by nie stały się kartą przetargową między Cichanouską a władzą. Kandydatka otrzymywała bowiem groźby, że jeśli się nie wycofa, dzieci zostaną jej odebrane i trafią do domu dziecka. Mąż Cichanouskiej, Sarhiej, który pierwotnie miał kandydować na prezydenta, przebywa w białoruskim areszcie. 

W ciągu dnia jednak pojawiały się doniesienia, potwierdzane przez członków sztabu kandydatki, że Cichanouska została do wyjazdu z Białorusi zmuszona czy wręcz wywieziona. - Swiatłana nie miała wyboru, białoruskie władze wywiozły ją z kraju. Najważniejsze, że jest cała i zdrowa. Jej wyjazd pozwolił na uwolnienie Maryi Moroz, która okazała się zakładniczką w całej tej sytuacji. Wyjechały razem - mówiła w rozmowie z niezależnym białoruskim portalem tut.by przedstawicielka sztabu Cichanouskiej, Olga Kawałkowa. Maryja Moroz, szefowa sztabu kandydatki, trafiła do aresztu na trzy dni przed wyborami. 

Cichanouska mogła zdecydować sama. Pytanie, co jej powiedziano

Jednak dokładnie okoliczności wyjazdu kandydatki na prezydenta nie są znane, o czym mówił w rozmowie z Jakubem Janiszewskim w TOK FM Aleksy Dzikawicki z Biełsatu. - Sama Cichanouska na razie z nikim się nie kontaktuje. Z moim źródeł wiem, że jest wyczerpana i po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczyła dzieci. Na razie więc niczego nie tłumaczy - mówił. Jak dodał, mimo oświadczenia, w którym Cichanouska deklaruje, że wyjechała z własnej woli, nie można wykluczyć, że została do tego wyjazdu zmuszona. 

- Wystarczy obejrzeć to oświadczenie, w którym czyta z papierka, zwraca się do Białorusinów, by zaprzestali sprzeciwiania się milicji. To jest czytanie, to nie są jej słowa. Wydaje mi się, że ona została zaszantażowana, złamana, zmuszona do przeczytania takiego oświadczenia - dodał Dzikawicki. Jak podkreślał, to faktycznie Cichanouska mogła zdecydować o nagraniu oświadczenia i wyjeździe, ale istotne jest, co jej powiedziano przed przeczytaniem tego oświadczenia. - Trzeba pamiętać, że jej mąż od dłuższego czasu siedzi w więzieniu, nie widzi się z dziećmi. W takiej sytuacji można szantażować na różne sposoby - powiedzieć, że np. nigdy nie wypuścimy cię z kraju albo że nie wiesz, co możemy zrobić twojemu mężowi w więzieniu. 

Dziennikarz zaznaczał, że nie mamy tu do czynienia z zahartowanym politykiem, nie była przygotowana na to, co się dzieje. - Miłość narodu ją niosła. Ale jak się widzi starcia, śmierć protestującego, można się załamać, poddać się. Ja nie widzę tego jako zdradę, nie osądzam tego - dodawał Dzikawicki. 

Wybory na Białorusi i masowe protesty

Według oficjalnych danych niedzielne wybory prezydenckie na Białorusi wygrał Alaksandr Łukaszenka. Jednak dane z komisji wyborczych w ambasadach tego kraju poza jego granicami, a także z części komisji na terenie Białorusi wskazują, że w tych miejscach zdecydowanie zwyciężyła jego rywalka, Swiatłana Cichanouska - kandydatka "techniczna", której zadaniem po wygranych wyborach miało być przywrócenie dawnej, demokratycznej konstytucji i doprowadzenie do rozpisania nowych, demokratycznych wyborów.

Przeciwnicy Łukaszenki wyszli na ulice wielu miast Białorusi w niedzielny wieczór, tuż po ogłoszeniu wyników exit poll. Protesty, brutalnie tłumione przez milicję i OMON, trwały również w poniedziałek i doprowadziły do śmierci co najmniej jednej osoby. Sama milicja informowała o kilku tysiącach zatrzymanych. 

DOSTĘP PREMIUM