Blokowanie internetu na przykładzie Białorusi. Powiedz, że trwa atak na "krytyczną infrastrukturę" i... działaj

Łatwo jest pozbawić ludzi dostępu do internetu w kraju takim jak Białoruś, gdzie większość sieci telekomunikacyjnej jest kontrolowana przez państwo albo wprost, albo za pośrednictwem jakiś spółek - stwierdził w TOK FM Maciej Broniarz z UW. Jak dodał, w Polsce byłoby to trudniejsze.
Zobacz wideo

- W jaki sposób całemu krajowi wyłącza się internet czy prawie cały internet? - to pytanie Jakub Janiszewski zadał Maciejowi Broniarzowi z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Łatwo jest pozbawić ludzi dostępu do internetu w kraju takim jak Białoruś, gdzie większość sieci telekomunikacyjnej jest kontrolowana przez państwo albo wprost, albo za pośrednictwem jakiś spółek. Gdzie prywatny sektor telekomunikacyjny nie rozwinął się na taką skalę jak np. w Polsce, a większość rynku jest kontrolowana przez rząd - mówił ekspert. 

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Jak tłumaczył, często odbieramy internet jako monolit, a tak naprawdę to jest sieć sieci. - Globalne połączenie wielu sieci w jedną strukturę komunikacyjną. Te sieci międzynarodowe mają ze sobą połączenie i jedna sieć np. widzi, że druga sieć zniknęła i nie dostaje żadnych informacji od jakiegoś białoruskiego operatora - tłumaczył. 

I jak wyjaśnił: - Białoruscy operatorzy twierdzą, że nastąpił olbrzymi atak ddos na krytyczną infrastrukturę Białorusi i że był przeprowadzony z Zachodu. Natomiast nikt poza Białorusinami tego ataku nie zobaczył - zwrócił uwagę. Jego zdaniem trudno jest uwierzyć w atak, który dotknął całego kraju i trwa od 48 godzin.

Wytłumaczył też, na czym polega atak ddos. - Blokujemy dostęp do usługi przez np. wywołanie wiele milionów razy danego serwisu internetowego lub wysłanie jakiegoś pakietu do danego komputera. Ciężko wyobrazić sobie taki atak, który mógłby wyłączyć cały kraj, iluś operatorów, a jednocześnie byłby niezauważony dla sieci poza Białorusią - mówił w TOK FM. 

Podkreślił, że "to jest celowe działanie inspirowane przez rząd, by utrudnić komunikację, organizowanie protestów", ale że "możemy się nigdy nie dowiedzieć, jak to dokładnie było robione." Za celowymi działaniami przemawia też fakt, że "nie ma żadnych działań Białorusi, żeby skutki ataku usunąć. - Jest ogłoszenie, że był atak i koniec - dodał. A tymczasem w niektórych rejonach kraju nie działa nie tylko internet, ale i telefony komórkowe. W takiej sytuacji władza może bez przeszkód sterować przekazem medialnym. 

Odniósł się też do tego, czy w Polsce taka operacja byłaby możliwa do przeprowadzenia. - W kraju, w którym mamy wielu dostawców prywatnych, to jest trudne do wykonania - zaznaczył. Jak mówił, w Polsce operatorzy mają własne kable i infrastrukturę, więc wyłączenie internetu musiałoby zostać na nich wymuszone i przeprowadzone siłą. 

W ustawie o prawie telekomunikacyjnym jest też zapis, który pozwala na to, żeby wydać operatorom telekomunikacyjnym ograniczenie dostępności do pewnych usług.

DOSTĘP PREMIUM