Protesty na Białorusi. "Pierwszy raz zobaczyłem, jak wojska wewnętrzne musiały się bronić przed manifestantami"

Trzecia noc powyborczych protestów w Mińsku miała nieco inny przebieg. Jak mówił w TOK FM Aleksander Papko, bardzo wiele działo się w dzielnicach nieco oddalonych od centrum miasta. - Widziałem, jak oddział 100-120 żołnierzy został dosłownie przyparty do muru, czyli do dużego bloku mieszkalnego. Został otoczony przez ludzi, którzy zablokowali całą ulicę. Zebrało się tam około tysiąca może dwóch tysięcy ludzi - relacjonował dziennikarz i politolog.
Zobacz wideo

Aleksander Papko obserwował to, co działo się w robotniczej dzielnicy Sierabranka (Srebrzanka) na południu Mińska. Jak mówił w rozmowie z Piotrem Maślakiem, był świadkiem "spektakularnego starcia". - Pierwszy raz zobaczyłem, jak wojska wewnętrzne musiały się bronić przed manifestantami. Widziałem, jak oddział 100-120 żołnierzy z tarczami został dosłownie przyparty do muru, czyli do dużego bloku mieszkalnego. Przez dwie godziny ten oddział czekał na pomoc, został otoczony przez ludzi, którzy zablokowali całą ulicę. Zebrało się tam około tysiąca może dwóch tysięcy ludzi. Także z okien i balkonów pobliskich budynków ludzie obserwowali wydarzenia. Ktoś stał na dachu. Sytuacja była bardzo nieciekawa dla żołnierzy - relacjonował w TOK FM.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Przez cały czas demonstranci, przeciwnicy obecnej władzy, podchodzili do żołnierzy, próbowali z nimi rozmawiać. - Mówili, że tu - w tym tłumie - wśród nas są wasi bliscy: rodzice, przyjaciele, bracia. Ale z drugiej strony okazywali rozgoryczenie. Słuchać więc było także obelgi. Część protestujących - podobna do kibiców piłkarskich - rzucała w stronę oddziału kamienie. Ale to była mniejszość - podkreślił Papko. Ostatecznie, po około dwóch godzinach żołnierzom udało się "wyjść z otoczenia, używając granatów hukowych oraz strzelając kulami gumowymi do ludzi".

- Powiem szczerze, było tym żołnierzom bardzo niewesoło - podsumował gość Pierwszego Śniadania w TOK-u.

Protesty na Białorusi. Demonstracje, strajk i oświadczenia Cichanouskiej

Powyborcze protesty to setki zatrzymanych i oficjalnie potwierdzona śmierć jednej osoby. Sprzeciw wobec władzy Alaksandra Łukaszenki okazywany jest nie tylko poprzez manifestacje. W wielu zakładach pracy zorganizowano strajk generalny.

Jak mówił Aleksander Paszko, protest odbył się m.in. w zakładzie elektromechanicznym w Mińsku. - Odbyło się tam spotkanie pracowników z kierownictwem. Jak mówił mi jeden ze świadków, po tym spotkaniu, milicjanci w cywilu wyprowadzili jednego z robotników, wykręcając mu ręce, brutalnie uderzyli nim o samochód i wrzucili do auta - opisywał dziennikarz.

Czy na nastroje wśród protestujących Białorusinów może mieć wpływ to, że najgroźniejsza rywalka Łukaszenki - Swiatłana Cichanouska opuściła kraj? - Ludzie o tym nie rozmawiają. Raczej nie chodzi o Cichanouską (w tych protestach - red.). To są protesty nie "za" (Cichanouską), tylko przeciw Łukaszence. To jest wyrzucenie negatywnych emocji, które wzbudziło sfałszowanie wyborów. Ludzie tak chcą protestować przeciwko Łukaszence i jego ludziom, jego milicji, jego służbom. Chodzi o zademonstrowanie tego rozgoryczenia - tłumaczył gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM